Aktualności
data: 17.10.2009

Ceremonia Govardhana Pujy upamiętnia jedno z wydarzeń z życia Kryszny, kiedy był On jeszcze małym chłopcem i mieszkał ze Swoimi rodzicami jako pastuszek we Wrindawanie. Któregoś dnia widząc przygotowania do wielkiej ofiary, zapytał ojca, komu jest ona poświęcona. I streszczając długą opowieść – finalnie przekonał ojca by urządził ją na cześć lokalnego wzgórza Gowardhana zamiast wielkiego boga Indry. Rozzłoszczony król niebios, w odwecie próbował zalać wodą całą Wrindawanę, ale wszyscy schronili się pod uczczonym wcześniej wzgórzem, które Kryszna trzymał bez przerwy przez siedem dni i siedem nocy na Swoim najmniejszym palcu.
I choć Kryszna już dawno odszedł z tej planety, Giriradża nadal jest tu obecny by przypominać nam o tej historii.
Tak więc, spośród wszystkich gór, wzgórze Gowardhana jest dla nas szczególne. Według Mistrzów naszej tradycji, jest ono jednocześnie Samym Kryszną (gdyż Kryszna „wszedł” w nie by przyjąć ofiarowane potrawy) oraz najlepszym sługą Kryszny - Krysznadasa. Wzgórze Gowardhana dostarczało bowiem wielu przyjemności małemu Krysznie oraz Jego przyjaciołom i przyjaciółkom. Jeziorka, soczysta trawa, groty w których można się bawić i odpoczywać, owoce do jedzenia, kwiaty i minerały do ozdabiania ciała – wszystko to w całej obfitości występowało w tym miejscu. Gopi zazdrościły Giriradżowi, że codziennie Kryszna stąpa po nim Swoimi stopami, że kładzie się na nim niczym na najwygodniejszym posłaniu. A wzgórze? Ono również było bardzo szczęśliwe, gdyż jak informują nas pisma święte, jest ono również żyjącą osobą. Co więcej nie „urodziło” się we Wrindawan, ale znalazło się w nim, prawie że w mistyczny sposób. Posłuchajcie….
Wędrując po świecie, Pulastja Riszi zawitał kiedyś pod wzgórze Dronaczala. Obok Dronaczali stał jego syn, Gowardhana, który przyciągał wzrok bujnością zieleni, zapachem ziół i uspokajającym szumem wody. Riszi, który szukał spokojnego miejsca do medytacji, zapragnął zabrać go ze sobą do Kaśi, gdzie mieszkał, nie było tam bowiem podobnych wzgórz. Poprosił więc starego Dronaczalę, by oddał mu swojego syna. Bojąc się klątwy wielkiego pustelnika, Dronaczala zgodził się spełnić jego życzenie, zwłaszcza że i sam Gowardhana, nie miał nic przeciwko temu. Gowardhana postawił tylko jeden warunek – jeśli Riszi postawi go gdzieś po drodze, tam już zostanie. Wierząc w swoje mistyczne moce, Pulastja Muni przystał na to. I tak zaczęła się podróż. Bez żadnego problemu Riszi podniósł wzgórze i trzymając je na swojej ręce, ruszył w drogę, do Kaśi. Kiedy mijali Wradżę, w umyśle Gowardhana pojawiły się wizje przyszłych rozrywek Kryszny, które będą miały tam miejsce. Postanowił być nie tylko ich świadkiem, ale i aktywnym uczestnikiem. Zrobił się więc tak ciężki, że chcąc nie chcąc, Muni musiał je postawić. Kiedy Pulastja Riszi odświeżył się, wykonał odpowiednie praktyki, zjadł i wypoczął, ku swojemu niezadowoleniu, nie był w stanie ruszyć wzgórza z miejsca. Próbował wykorzystując wszystkie swoje mistyczne moce, ale Gowardhana ani drgnął. Co więcej ośmielił się przypomnieć Muniemu o swoim warunku. Rozgniewany Pulastja przeklął Gowardhana, że co dzień będzie zmniejszał się o wielkość sezamowego ziarna, aż wreszcie zniknie całkowicie. Giriradża wcale się tym nie przejął, zwłaszcza że miał w perspektywie uczestniczenie w rozrywkach Najwyższego Pana.
Inna historia związana ze wzgórzem Gowardhana opisana jest w Adi Varaha Puranie. Przy okazji opisu dziejów Pana Ramaćandy wspomniane jest, że wszystkie małpy i niedźwiedzie zewsząd znosiły wielkie kamienie i skały, by pomóc przy budowie mostu na Lankę. Największe odłamki przynosił jednak Hanuman, który zataczał coraz to większe kręgi w poszukiwaniu budulca. Kiedy Hanuman natrafił na wzgórze Gowardhana, postanowił przenieść je całe na plażę gdzie powstawał most. Kiedy lecieli już w stronę oceanu, usłyszeli głos Pana Ramy: „Most jest już gotowy, nie potrzebujemy więcej kamieni”. Hanuman postawił więc Gowardhana w miejscu nad którym właśnie przelatywali i odleciał do swojego Pana. Nieszczęśliwy Gowardhana rozpaczał, iż nie dotkną go lotosowe stopy Pana Ramy. Zdesperowany gotów był nawet przekląć Hanumana za jego opieszałość, ten jednak obiecał, że w następnej judze pojawi się Sam Kryszna, który odciśnie na nim ślady swoich stóp. Kiedy Hanuman opowiedział Panu Ramie o nieszczęściu wzgórza Gowardhana, Pan potwierdził obietnicę i dodał, że wszystkie kamienie użyte do budowy mostu osiągnęły wyzwolenie dzięki dotknięciu Jego stóp, ale jako Kryszna nie tylko będzie chodził po wzgórzu Gowardhana, ale też pobłogosławi go całym Swoim ciałem.
Giriraja Maharaja ki – jay!
Autor: Acintya devi dasi
« Wstecz


