Oficjalna strona Świątyni Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny w Mysiadle
W służbie dla Jego Boskiej Miłości A.C. Bahaktivedanty Swamiego Śrila Prabhupady
Czy odwiedzasz nas
po raz pierwszy?
Zapoznaj się z podstawami kultury Waisznawy oglądając naszą prezentację
Zapraszamy do naszej świątyni na spotkanie otwarte
i wyklad w każdą niedzielę od godziny 13:00
Świątynia Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny
  • Wspólne intonowanie mantry
    Hare Kryszna
  • Wykład z filozofii na podstawie
    Bhagavad-gity
  • Wegetariańska uczta
Inspiracje

Jest taka historia o chłopcu o dobrym sercu, który pewnego razu ujrzał w ogrodzie gąsienice. Zaczął ją uważnie obserwować. Zauważył, że gąsienica znalazła się w trudnym położeniu. Była owinięta kokonem i zmagała się, aby się z niego wydostać. Bardzo starała się z niego wyjść ale pomimo całego wysiłku nie była w stanie go opuścić nawet na centymetr. Jednak nigdy nie zaprzestała swych wysiłków.

Chłopca poruszył wysiłek gąsienicy i mając serce pełne współczucia postanowił ulżyć jej cierpieniu. Pobiegł do domu, wziął nożyczki i bardzo powoli i uważnie rozciął kokon.

Co zobaczył, gdy to zrobił? Ujrzał, że gąsienica w rzeczywistości rozwijała skrzydła aby stać się motylem. A ponieważ rozciął kokon przed czasem, skrzydła gąsienicy były bardzo słabe. Nie miały siły aby udźwignąć jej ciężaru przez co nie była w stanie latać.

Podobnie my czasami zmagamy się w życiu, co dla kogoś kto nas obserwuje może wydawać się bolesne. Lecz w rzeczywistości zmagania te czynią nas silnymi. Wielu ludzi pyta: "Dlaczego Bóg pozwala na to abyśmy cierpieli?". Możemy znaleźć odpowiedź w historii tego chłopca. Jeśli pozwoliłby aby gąsienica cierpiała odrobinę dłużej, wówczas byłaby w stanie poszybować w niebo, latać z jednego kwiatu na drugi i być docenianą przez świat za swe kolory i piękno.

The Real You, Radhanatah Swami

Ciekawe jest, że zarówno we wschodniej jak i zachodniej duchowości, wielkie wyrzeczone osoby często modliły się i wykonywały inne praktyki religijne w jaskiniach górskich. Jest to nastrój prostoty i wyrzeczenia – prostoty, ponieważ miejsce to jest całkowicie naturalne, dane przez samego Boga. Nie trzeba płacić za czynsz lub pracować aby przystosować ją do zamieszkania. W rzeczywistości starożytne pisma mówią: "Jaki jest pożytek z budowania domów skoro jest tak wiele jaskiń w górach? Jaki jest pożytek z poduszek skoro masz dwie ręce, na których możesz położyć głowę? Dlaczego zmagać się aby zdobyć wszelkiego rodzaju ubrania skoro możesz odziać się w korę z drzew?".

Jeśli szukamy szczęścia w gromadzeniu materialnego bogactwa i własności, doświadczymy nie mającego końca cyklu pragnień i frustracji. Im bardziej czynimy nasze życie prostym, tym bardziej staje się ono naturalne do bycia świadomym Boga. Chodzi o to, że gdy życie staje się bardzo błahe, pełne wysiłków dla osiągnięcia doczesnych rzeczy, odciąga to nasza uwagę od duchowych poszukiwań.

Zatem gdy wielcy święci i mędrcy odchodzili do jaskiń, czynili to aby odciąć się od pasji i ignorancji, aby odsunąć się od namiętności świata – chciwości oraz pożądania i w tym stanie mogli w pełni skupić się na modlitwie, intonowaniu świętych imion oraz studiowaniu pism.

The Real You, Radhanatah Swami

Kultura to pokora, moralność oraz mądrość serca wyrażone w stylu życia i sztuce. Kultura to nie tylko sposób w jaki się ubierasz lub jakiej słuchasz muzyki. Jeden z najbardziej zaufanych ludzi Hitlera był jednym z demonów odpowiedzialnych za rozkaz wymordowania milionów niewinnych osób. To było jego dzieło.

Mimo to, w prywatnym życiu uznawany był za bardzo kulturalnego dżentelmena. Nosił najlepsze stroje, był bardzo uprzejmy, rozmawiał z innymi w miły, pełen szacunku sposób, wiedział jak jeść zgodnie z arystokratycznymi manierami. Pył patronem sztuk pięknych, kochał muzykę klasyczną i ofiarowywał ogromne sumy pieniędzy na promowanie muzyki, poezji i teatru. Patrząc na niego pod kątem tego, co uznajemy za kulturę, był bardzo kulturalnym dżentelmenem. Mówił słodko i robił wszystkie rzeczy, które szanuje się i ceni na najwyższych szczeblach kulturalnego towarzystwa.

Jednak w głębi serca był bezwzględnym mordercą, który torturował i wysyłał na rzeź miliony niewinnych dzieci, kobiet i bezsilnych mężczyzn, nawet gdy ci byli starzy. Zatem prawdziwa kultura nie jest jedynie kwestią stylu życia czy sztuki. Jest stylem życia i sztuką, które ucieleśniają pokorę, moralność oraz mądrość serca.

The Real You, Radhanatah Swami

Fragment z Pamiętnika podróżującego nauczającego (Diary of a Travelling Preacher), tom 5: "Lekcja filozofii od starego sprzątacza"

Poszedłem skorzystać z publicznej toalety obok miejsca, w którym mieliśmy festiwal. Gdy tam wszedłem, nie mogłem nie pochwalić starszej sprzątaczki:
- To najczystsza publiczna toaleta ze wszystkich, jakie kiedykolwiek widziałem w Polsce - powiedziałem.
- Dziękuję panu bardzo. - Sprzątaczka nie kryła zdziwienia. - Pracuję tu od dziesięciu lat i jest pan pierwszą osobą, która doceniła moją pracę. Ale tak właściwie to wcale mnie to nie dziwi. Jesteście dobrymi ludźmi. Od lat obserwuję z tego kąta wasz festiwal. Każdy wraca od was uśmiechnięty.
- Czy pani również mogłaby przyjść?
Wyglądała na zaskoczoną. - Pan mnie zaprasza?
- Tak - odpowiedziałem - na kolację. Przyjdę po panią o szóstej i zjemy razem w naszej wegetariańskiej restauracji.
Kobieta spuściła wzrok. - Ale przecież ja już jestem stara - powiedziała. - Nikt mnie nigdy nie zaprosił na...Wie pan, ja... - urwała. Jej oczy napełniły się łzami.
Złapałem ją za rękę i powiedziałem: - Wrócę o szóstej.
Ale w pół do szóstej, na godzinę przed rozpoczęciem festiwalowego programu okazało się, że mamy awarię dużego, siedmiotonowego generatora prądu. Ludzie z obsługi powiedzieli mi, że prawdopodobnie był to sabotaż.
- Wygląda na to, że ktoś wlał wodę do zbiornika z paliwem - powiedział Niti-laksa das.
Nie każdy docenia to, co robimy. Musimy zawsze mieć się na baczności i uważać na tych, którymi kieruje zazdrość.
Przez to wszystko spóźniłem się dwadzieścia minut na spotkanie ze straszą kobietą. Mając nadzieję, że jednak ją spotkam, zabrałem ze sobą Gaura Hariego dasa i Nandini dasi.
Nie było jej. Na jej krześle siedział stary mężczyzna nalewający wodę do mycia toalet.
- Poszła do domu - powiedział. - Nie czuła się najlepiej.
- Przykro mi to słyszeć - odparłem. Spojrzałem na tego chudego, siwego mężczyznę ubranego w wyświechtane ubrania i zrobiło mi się go żal. - Znasz tę starszą kobietę?
- Och, tak - odparł. - To moja żona. Razem pracujemy tu od lat. Możesz to sobie wyobrazić?
- Nie - odpowiedziałem - nie mogę.
Natychmiast pożałowałem tych słów. Bałem się, że uraziłem starszego pana, więc chciałem to jakoś załagodzić:
- Nie uważam, żeby w pracy tutaj było coś złego. Chciałem powiedzieć, że ja...
- Nie martw się - powiedział mężczyzna. - Wiem, że to nie najlepsza praca i nie ma z niej dobrych pieniędzy, ale jakoś udaje nam się z niej wyżyć. - Zrobił pauzę. - A wiesz jak?
Bałem się, że znów powiem coś nieodpowiedniego, więc milcząc czekałem na to, co powie staruszek.
- Dzięki czytaniu Gity - powiedział wolno.
Gaura Hari, Nandini i ja spojrzeliśmy na siebie zdumieni.
- Właśnie tak - kontynuował. - Wasza Gita wszystko wyjaśnia. Czytając ją, można łatwo zrozumieć koncepcję duszy. Żadna inna religia nie daje tak rzeczowego objaśnienia duszy, reinkarnacji i karmy. Jeśli człowiek zabija drugiego człowieka i niedługo potem umiera, jak zostanie ukarany, jeśli nie narodzi się ponownie? Z kolei reinkarnacja wyjaśnia dlaczego niektórzy rodzą się w biedzie, a inni w bogactwie.
Przez chwilę wydawało mi się, że śnię. Czy ten stary sprzątacz naprawdę przedstawiał mi wedyjską filozofię?
- Weźmy na przykład materialne ciało - kontynuował. - To jedynie pozbawiona życia materia. Jak może zostać ożywiona, jeśli nie poprzez obecność duszy? To dlatego nie można zabijać zwierząt. One również mają dusze. Bóg stworzył żywe istoty, po to, by mogły żyć, a nie po to, by były zabijane.
Byłem zdumiony logiką jego wyjaśnień.
- Człowiek pracuje całe życie - kontynuował - i dostaje emeryturę, by dożyć swoich dni. Ale krowa daje ludziom mleko całe swoje życie, a gdy tylko przestanie, oni ją zabijają. To jest złe. Cały świat cierpi konsekwencje w postaci wojen. Dlatego w różnych momentach Bóg zsyła posłańców, których zadaniem jest oświecić nas tymi prawdami. Ale ludzie ich nie słuchają. Co zrobić?
Gaura Hari zwrócił się do mnie:
- Maharaj, czasem myślałem, że przesadzasz, opisując historie w swoich pamiętnikach - powiedział. - Ale już nigdy nie pomyślę w ten sposób.
- Wiesz - wyszeptałem - to samo powiedział Dharmatma prabhu po tym, jak przeżyliśmy poważny wypadek blisko Jagannatha Puri.
Zwróciłem się do starszego mężczyzny:
- Ale jest odpowiedź na pana pytanie. Możemy urządzać festiwale takie jak ten i pomagać ludziom zrozumieć prawdę.
- Tak - powiedział. Masz rację. Nie ustawajcie z festiwalami i dawajcie ludziom prawdę.
Musiałem wrócić, by przemówić ze sceny do gości festiwalu.
- Jeszcze jedna rzecz - powiedziałem. Czy razem z żoną może pan przyjść jutro na kolację podczas ostatniej festiwalowej nocy?
Wyglądał na zaskoczonego.
- Proszę - nalegałem. - Będziemy zaszczyceni waszą obecnością.
- No dobrze - odparł. - Dziękuję.
Wstał i podniósł z ziemi wiadro z wodą. - Nie wiedziałem, czym jest prawdziwa religia, dopóki nie przeczytałem Gity - powiedział cicho i wszedł do kabin.

Przypomniały mi się wtedy słowa Prabhupady: "Dlatego tak bardzo podkreślamy wagę rozprowadzania książek. W ten czy inny sposób, każdy kto dostanie tę książkę odniesie korzyść. Jeśli przeczyta jedną ślokę, jego życie będzie sukcesem... Dlatego tak bardzo to podkreślamy: 'Proszę, rozprowadzaj książki, rozprowadzaj książki, rozprowadzaj książki'".
(Wykład, 5 stycznia 1974 roku, Los Angeles)

 

"Witamy w domu!" - powitał mnie Mahavan dasa, kiedy wyszedłem z nowego terminalu lotniska w New Delhi zmęczony lotem z Bangalore. Mahavan jest z Rosji. To brahmacarin po trzydziestce ubrany w szafranowe szaty, z ogoloną głową i torbą wypchaną najnowszymi gadżetami: telefonami, iPadami, słuchawkami i ładowarkami. Kiedy podróżuję po Indiach, pełni rolę mojego sekretarza.

"Nie jesteśmy jeszcze w domu - powiedziałem. - Chciałbym, żeby tak było, ale od Vrindavan dzielą nas dobre trzy godziny drogi".

"Cóż, dojedźmy tam jak najszybciej - powiedział. - Samochód stoi niedaleko".

Ruszyliśmy przez tłum wchodzących i wychodzących z terminalu, kiedy nagle Mahavan pokazał na stojącego wśród ludzi starszego mężczyznę ubranego w brudne burgundowe szaty. Gurudeva - powiedział - spójrz na tego człowieka. Wygląda na to, że prosi ludzi o pomoc. Wydaje mi się, że jest żebrakiem.

"Nie jest żebrakiem - odpowiedziałem. - Jest mnichem buddyjskim z Tybetu. Częścią jego tradycji jest proszenie o jałmużnę. To pomaga mnichom rozwijać pokorę".

"Ale przecież on nie ma miski, którą noszą ze sobą żebracy - powiedział Mahavan. - Poza tym sprawia wrażenie zdesperowanego".

Nikt nic nie dawał temu mężczyźnie. Kiedy tak mu się przyglądaliśmy, jakiś młody chłopak odepchnął go na bok. Mnich ukrył twarz w dłoniach i usiadł na ławce. Gdy chwilę później przechodziła obok zamożnie wyglądająca para, podniósł się i podszedł, ale i ci ludzie go zignorowali, a gdy nie ustąpił, mężczyzna nakrzyczał na niego. Mnich wydawał się skołowany. Z powrotem usiadł na ławce i patrzył przed siebie, jakby zanurzony w medytacji. Pomimo opłakanego stanu, wydawało się, że promieniał.

Byłem w szoku widząc, jak traktują go ludzie. Poczułem, że moim obowiązkiem jest mu pomóc więc zacząłem iść w kierunku ławki, a wtedy on zobaczył mnie, zerwał się i złapał za mój rękaw. "Proszę, pozwól mi zostać z tobą chwilę - powiedział po angielsku. - Potrzebuję schronienia duchowych ludzi".

"Oczywiście - powiedziałem. - Może usiądziemy?"

"Czy masz trochę czasu? - zapytał cicho".

"Dla kogoś takiego jak ty mam cały czas na Ziemi" - powiedziałem. Podeszliśmy do ławki, na której wcześniej siedział. Cały czas nie puszczał mojego rękawa.

"Jesteś głodny? - zapytałem. - Czy mógłbym kupić ci coś do jedzenia?"

"Dziękuję, nie - odpowiedział. - Nie jestem głodny".

„Zgubiłeś drogę? - zapytałem. - Może mogę pomóc ci dotrzeć do następnego miejsca?"

"Jedną chwilę" - powiedział. Rozprostował plecy i zamknął oczy, przyjmując medytacyjną pozę. Powoli zrobił wdech i wydech, ogarnął go niezmącony spokój i opanowanie.

Jak to możliwe, że odnalazł taki spokój zaledwie chwilę po tym jak został tak okropnie potraktowany? Mijały minuty, a ja czułem, że i mnie zalewa fala spokoju. W końcu mnich otworzył oczy. Nie patrzył wprost na mnie, ale wpatrywał się w dal, kiedy opowiadał mi swoją historię.

"Nazywam się Tsering Lama - powiedział. Przybyłem z Klasztoru Sera w Lhasie, stolicy Tybetu. Mieszkam tam odkąd skończyłem pięć lat".

"Wow! - powiedziałem. - Ile lat masz teraz?"

"Siedemdziesiąt".

"Jaką służbę pełnisz w klasztorze?" - zapytałem.

"Studiuję pisma - odpowiedział. Od dzieciństwa studiowałem nauki Mistrza Lamy Tsongkhapy żyjącego w XIV wieku. Był założycielem szkoły Gelug-pa, do której należę, oraz wysoce szanowanym nauczycielem pism buddyjskich. Moją główną służbą jest debatowanie o pismach z innymi. Jest to nieodłączną częścią naszej tradycji".

"Jestem zaszczycony mogąc spotkać tak uczoną osobę - powiedziałem. - Przykro mi z powodu tego, jak potraktowali cię dziś ludzie".

Potrząsnął głową, jakby chcąc pokazać, że nie przejmuje się tym albo, że nie zasługuje na mój podziw. "Całe życie marzyłem, by udać się do Bodh Gayi" - powiedział. "To miejsce, w którym Buddha osiągnął oświecenie. Ta święta ziemia leży tu, w Indiach, w stanie Bihar. Kilka miesięcy temu pożegnałem się z moimi drogimi uczniami i pieszo udałem się w samotną podróż do Bodh Gayi". Ile setek czy nawet tysięcy uczniów musi mieć taki człowiek? - zastanawiałem się.

"Kiedy przybyłem tu, do Delhi - kontynuował swoją opowieść - dwóch mężczyzn zaprosiło mnie, bym spędził noc w ich domu. Byłem wyczerpany po kilku miesiącach podróżowania więc przyjąłem ich zaproszenie. Tej nocy nakarmili mnie i dali do picia herbatę. Potem wiedziałem tylko, że oto budzę się na chodniku w delhijskiej dzielnicy ubogich. Najwyraźniej do herbaty, którą wypiłem moi gospodarze dodali jakiegoś narkotyku, który sprawił, że osunąłem się nieprzytomny. Zrozumiałem, że okradli mnie ze wszystkiego co miałem: moich ubrań, paszportu, oczywiście pieniędzy, a nawet moich świętych korali modlitewnych. Te pieniądze zbierałem od dzieciństwa, po to by pewnego dnia móc wyruszyć na pielgrzymkę. W jednej chwili dotarcie do Bodh Gayi wydało mi się niemożliwe. Teraz nie mam nic. Od trzech dni jestem na tym lotnisku i proszę o pieniądze, które pozwolą mi dotrzeć do celu. Nie dostałem nawet jednej rupii. To pewnie dlatego, że jestem taki brudny i zaniedbany".

Wziąłem jego rękę i powiedziałem: "Pomogę ci".

"Nie, nie - powiedział. - Nie wezmę pieniędzy od tak świętej osoby jak ty".

"Nie przejmuj się - powiedziałem. - Jeszcze nie jestem święty. Staram się, ale jestem dopiero początkującym, naprawdę. Przede mną długa droga. Uwierz mi, jak najbardziej możesz przyjąć ode mnie trochę pieniędzy".

"Twoje słowa wynikają z pokory i to, co mówisz nie jest prawdą" - powiedział poważnie. Przyjrzałem się twojej twarzy. W twoich oczach mogę zobaczyć prawdziwego ciebie".

"Możesz zobaczyć mnie w moich oczach?" - zapytałem.

"Tak - odpowiedział. - Nauczyłem się tego od mistrzów tybetańskich". Spojrzał prosto w moje oczy, nie odrywając swoich. Poczułem się nieswojo i odwróciłem wzrok, ale złapał mnie za brodę i z powrotem zwrócił moją twarz ku swojej, tak by móc z niej czytać. Jego drobna dłoń kryła w sobie mocny uścisk.

Również spojrzałem na jego twarz. Ciemne, brązowe oczy wychylały się spod opadających powiek, które w zewnętrznych kącikach kierowały się ku górze. Przypomniało mi to tybetańską sztukę. Miał mały, spłaszczony nos, a jego cienkie usta, mimo że usilnie skupione w jednej linii, wydawały się lekko, niemal niezauważalnie zakrzywiać w uśmiechu. Było oczywiste, że od kilku dni się nie golił, a jego skóra o złotym odcieniu nosiła ślady małych blizn. Wydawało się, że świecił blaskiem, który mogłem bardziej wyczuć niż zobaczyć. Jego szaty, mimo że brudne i znoszone podróżą, wciąż pachniały ostrym tybetańskim kadzidłem. Mimo że ledwo sięgał mi do nosa, miałem wrażenie, że stoję przed kimś potężnym i silnym, kimś kto mógłby powalić mnie kiwnięciem palca.

Po kilku minutach przemówił: "Dobrze służyłeś swojemu mistrzowi w tym życiu".

"Cóż, zrobiłem trochę służby - powiedziałem. - Jak powiedziałem, staram się, ale..."

"Szerzyłeś jego chwały pisząc, przemawiając i organizując festiwale w odległych miejscach".

Odległych miejscach? Skąd ten tybetański mnich wiedział o festiwalach w Polsce?

"Ale w ostatnim roku na drodze twojej służby stanęła choroba" - powiedział.

"Cóż... tak. Miałem spotkanie z rakiem i..."

"W marcu" - powiedział.

Wstrzymałem oddech. "Tak - odpowiedziałem. - Masz całkowitą rację. To było w marcu zeszłego roku".

"Nadchodzą inne choroby" - powiedział.

"Naprawdę? – zapytałem. Słyszałem nutę zawodu we własnym głosie.

"Ale nie martw się - powiedział. - Pomogę ci".

Wstał z ławki i usiadł na ziemi w pełnej asanie. Jeszcze raz zamknął oczy i zdawało się, że szybko został przeniesiony do innego wymiaru. Po kilku minutach jego brwi zmarszczyły się w intensywności medytacji, a jego usta poruszały się w miarę jak intonował mantry w tybetańskim języku. Ludzie zatrzymywali się by przyjrzeć się temu niezwykłemu widokowi: sannyasinowi siedzącemu na ławce i tybetańskiemu mnichowi siedzącemu na ziemi obok niego. Patrzyli na mnie, jakby w oczekiwaniu na wyjaśnienie, ale żadnego nie usłyszeli. Mogłem tylko siedzieć cicho podczas gdy on ofiarowywał modlitwy w moim imieniu.

Dwadzieścia minut później otworzył oczy i zwrócił się do mnie: "Usunąłem przeszkody. Będziesz cieszył się długim życiem w służbie dla twojego mistrza".

"O rany" - powiedziałem. - Bardzo ci dziękuję". Wstałem i pomogłem mu wrócić na ławkę.

"Współczucie jest najważniejsze w naukach Buddhy" - powiedział.

"Wiem o tym - powiedziałem. - Ale dlaczego jesteś tak dobry dla jakiegoś nieznajomego?"

"Nie jesteśmy nieznajomymi - odpowiedział - Ja tylko odwdzięczam ci się za coś, co zrobiłeś dla mnie kilka żyć temu".

Poczułem, jak włosy stają mi na rękach.

"Masz na myśli... Sugerujesz, że byliśmy razem w poprzednim...?"

"Pewnych rzeczy lepiej nie mówić - odpowiedział. - A ja muszę już iść. Muszę spróbować spełnić moje marzenie".

"Poczekaj - powiedziałem. - Chcę ci pomóc".

"Nie - powiedział. - Jak już powiedziałem, nie przyjąłbym pieniędzy od ciebie. Używasz ich by pomóc ludziom, którzy mieli mniej szczęścia od ciebie".

"Ale poczekaj - powiedziałem. - Skąd wiesz jak używam pieniędzy? Przecież dopiero co się poznaliśmy".

"Jak już powiedziałem, oczy pokazują blask duszy" - powiedział. Odwrócił się i zaczął iść w kierunku terminalu.

"Nie! - krzyknąłem, biegnąc za nim. - Nie pozwolę na to, by ci ludzie znów potraktowali cię w tak okropny sposób. Proszę, przyjmij tę dotację. To wystarczy byś udał się do Bodh Gayi i wrócił z powrotem pociągiem do Tybetu". Wepchnąłem w jego ręce trochę banknotów.

Dłuższą chwilę wpatrywał się w pieniądze. Kiedy spojrzał w górę, jego oczy były wilgotne.

"Przyjmę ten akt twojej dobroci - powiedział. - I nigdy cię nie zapomnę".

Znów zaczął odchodzić, ale zatrzymał się i odwrócił.

"Nie spotkamy się już w tym życiu - powiedział. Ale zostawię coś wyjątkowego w klasztorze w Lhasie. Kiedy się tam zjawisz, wspomnij moje imię. Mnisi wskażą ci drogę". Wyjął mały kawałek papieru z rękawa swojej szaty i napisał na nim adres klasztoru. Poczułem jak całe moje ciało pokrywa się gęsią skórką.

"Proszę, pojedź tam - powiedział. To co dla ciebie zostawię będzie bardzo przydatne w służbie dla twojego mistrza".

"Masz na myśli pieniądze? - zapytałem.

"Och, nie - odpowiedział. - Nic z tych rzeczy. To jest coś cudowniejszego od wszystkich rzeczy, które kiedykolwiek będzie można kupić za pieniądze. Nie będziesz zawiedziony". Mówiąc to zniknął w zatłoczonej stacji metra.

Odwróciłem się do Mahavana. "Co się właśnie wydarzyło? Czy to był sen?"

"Nie - odpowiedział, sprawiając wrażenie tak samo osłupiałego jak ja. - Widziałem to na własne oczy. Czy naprawdę udasz się do Lhasy?"

"Tak, oczywiście, że się tam udam - odpowiedziałem. - Zawsze chciałem pojechać do Tybetu. A teraz mam ku temu najlepszy powód – dzięki temu rozwinę służbę dla mojego mistrza duchowego, Śrila Prabhupady".

"Czy mogę jechać z tobą?"

"Musisz. - odpowiedziałem. - Chociażby po to, by przypomnieć mi, że nie śnię, kiedy odkryjemy, co zostawił nam mnich. I by potwierdzić, że służenie wielkiej duszy nigdy nie jest na próżno".

"Ścieżkę wyzwolenia z materialnej niewoli można osiągnąć jedynie poprzez służenie zaawansowanym duchowym osobom. Tymi osobami są impersonaliści oraz wielbiciele. Czy ktoś pragnie wtopić się w egzystencję Pana, czy też przebywać w towarzystwie Osoby Boga, powinien pełnić służbę dla mahatmów. Dla tych, którzy nie są zainteresowani takimi czynnościami i którzy obcują z ludźmi lubującymi się w kobietach i w seksie, droga do piekła stoi otworem. Mahatmowie są zrównoważeni. Nie widzą oni żadnej różnicy pomiędzy jedną żywą istotą a drugą. Są bardzo spokojni i w pełni zaangażowani w służbę oddania. Nie ma w nich gniewu, a celem ich działania jest jedynie dobro innych. Nie robią nic obrzydliwego. Tacy ludzie określani są mianem mahatmów".

[Śrimad-Bhagavatam 5.5.2]

1
2 3 » »»
Założyciel-Acarya, Jego Boska Miłość
A.C. Bhaktivedanta Swami Śrila Prabhupada
Śrila Prabhupada powiedział

"Niewinni mężczyźni i kobiety... Oni pracują w tej fabryce po prostu dla swego utrzymania. Trochę pracy wystarczy do zaspokojenia potrzeb. Natura dała tak wiele udogodnień. Możesz wszędzie uprawiać trochę żywności. Na łąkach są krowy. Weź ich mleko i żyj spokojnie. Dlaczego otwieracie fabryki?"

New Vrindavan, 26 czerwca 1976 roku

Facebook
Newsletter
Dodaj do listy odbiorców
Aktualizuj preferencje
Usuń z listy odbiorców
Kalendarz (Warszawa)
29 czerwiec 2017
Hera Pancami (4 dni po Ratha Yatrze)
Sri Vakresvara Pandita - Dzień odejścia
3 lipiec 2017
Powrót Ratha (8 dni po Ratha Yatrze)
4 lipiec 2017
Ekadasi (bez postu)
5 lipiec 2017
Sayana Ekadasi
6 lipiec 2017
Przerwanie postu 04:23 - 09:54
8 lipiec 2017
Guru (Vyasa) Purnima
Srila Sanatana Gosvami - Dzień odejścia
9 lipiec 2017
Ostatni dzień Vamana Masa
10 lipiec 2017
Pierwszy miesiąc Caturmasyi
(przez miesiąc post od warzyw liściastych)
Pierwszy dzień Sridhara Masa
14 lipiec 2017
Srila Gopala Bhatta Gosvami - Dzień odejścia
16 lipiec 2017
Karka Sankranti
17 lipiec 2017
Srila Lokanatha Gosvami - Dzień odejścia
18 lipiec 2017
Założenie ISKCON-u w Nowym Yorku
19 lipiec 2017
Ekadasi (bez postu)
20 lipiec 2017
Kamika Ekadasi
21 lipiec 2017
Przerwanie postu 04:40 - 10:01
26 lipiec 2017
Sri Raghunandana Thakura - Dzień odejścia
Sri Vamsidasa Babaji - Dzień odejścia
3 sierpień 2017
Pavitropana Ekadasi
Rozpoczęcie Radha Govinda Jhulana Yatry
4 sierpień 2017
Przerwanie postu 05:01 - 10:08
Srila Rupa Gosvami - Dzień odejścia
Sri Gauridasa Pandita - Dzień odejścia
7 sierpień 2017
Koniec Jhulana Yatry
Pan Balarama - Dzień pojawienia się
(post do południa)
Ostatni dzień pierwszego miesiąca Caturmasyi
Ostatni dzień Sridhara Masa
8 sierpień 2017
Śrila Prabhupada wyrusza w podróż do USA
Drugi miesiąc Caturmasyi
(przez miesiąc post od jogurtu)
Pierwszy dzień Hrsikesa Masa
15 sierpień 2017
Sri Krsna Janmastami: Dzień pojawienia się Pana Sri Krsny
(post do północy)
16 sierpień 2017
Nandotsava
Srila Prabhupada - Dzień pojawienia się
(post do południa)
17 sierpień 2017
Simha Sankranti
18 sierpień 2017
Annada Ekadasi
19 sierpień 2017
Przerwanie postu 05:25 - 10:14
26 sierpień 2017
Srimati Sita Thakurani (małżonka Sri Advaity) - Dzień pojawienia się
Statystyki
Ilość odwiedzin: 347 745

Bhakti Vriksha

Bhakti Wriksza - to najpełniejsza i najbardziej dynamiczna metodyka przekazywania duchowej wiedzy i jej realizacji we współczesnym świecie. Dokładamy wszelkich starań, aby zatroszczyć się o każdą początkują osobę, włączając ją do małej grupy duchowego wsparcia. Grupy spotykają się regularnie w domach prowadzących, w ciepłej, rodzinnej atmosferze. Uczestnicy nawiązują serdeczne relacje przyjaźni oparte o wspólne zainteresowanie i głębokie wymiany. W programie spotkań jest poznawanie się, śpiewanie, wspólna dyskusja i elementy medytacji.

Wriksza znaczy drzewo. Pan Caitanya - założyciel ruchu sankirtanu - jest pniem drzewa Bhakti. Grupy Bhakti Wriksza są gałązkami tego pięknego, kwitnącego drzewa. W takich grupach możemy doświadczyć, płynącego od duchowych korzeni, odżywienia i wzrostu.

ZAMKNIJ

Ustawienia poczty

1.Otwórz folder „spam”.
2. Zaznacz wiadomość od www.harekryszna.pl.
3. Kliknij przycisk „To nie jest spam”.
1. Otwórz folder „spam”.
2. Zaznacz wiadomość od www.harekryszna.pl.
3. Kliknij przycisk „To nie spam”.
4. Kliknij „OK”.
1. Otwórz folder „spam”.
2. Zaznacz wiadomość od www.harekryszna.pl.
3. Kliknij przycisk „Oznacz” i wybierz polecenie „nie spam”
4. Kliknij „dalej”.
1. Otwórz folder „spam”.
2. Zaznacz wiadomość od www.harekryszna.pl.
3. Kliknij przycisk „To nie jest spam”.
1. Otwórz folder „spam”.
2. Zaznacz wiadomość od www.harekryszna.pl.
3. Najedź kursorem na przycisk „Usuń”.
4. Kliknij przycisk „Nie spam”.
1. Otwórz folder „spam”.
2. Zaznacz wiadomość od www.harekryszna.pl.
3. Kliknij kursorem na przycisk „To nie spam”
.
1. Otwórz folder „Wiadomości-śmieci”.
2. Zaznacz wiadomość od www.harekryszna.pl.
3. Kliknij link „wiadomość niebędąca śmieciem”.

ZAMKNIJ

Witamy na oficjalnej stronie Świątyni Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny (ISKCON) w Mysiadle. Jeśli po raz pierwszy spotykasz się z bhakti-yogą, czy też kulturą wedyjską lub kulturą Waisznawa - poniższa prezentacja przybliży Ci podstawowe zagadnienia związane z naszą wiarą, filozofią oraz praktyką.

  • 1. Śrila Prabhupada - założyciel-acarya Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny (ISKCON)
  • 2. Wedy - święte księgi Indii
  • 3. Intonowanie Świętych Imion Boga
  • 4. Bóstwa i świątynia
  • 5. Kuchnia wegetariańska i Prasadam

Jeśli pragniesz dowiedzieć się więcej na którykolwiek z prezentowanych tematów, zapraszamy do lektury bogatej kolekcji artykułów na naszej stronie.

Zapraszamy również do odwiedzenia naszej świątyni! W każdą niedzielę od godziny 13:00 do 15:30 organizujemy specjalny program otwarty, a w nim: wspólne medytacyjne śpiewanie, prezentacja filozofii Bhagavad-gity oraz wspaniała wegetariańska uczta. Wstęp wolny.