Oficjalna strona Świątyni Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny w Mysiadle
W służbie dla Jego Boskiej Miłości A.C. Bahaktivedanty Swamiego Śrila Prabhupady
Czy odwiedzasz nas
po raz pierwszy?
Zapoznaj się z podstawami kultury Waisznawy oglądając naszą prezentację
Zapraszamy do naszej świątyni na spotkanie otwarte
i wyklad w każdą niedzielę od godziny 13:00
Świątynia Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny
  • Wspólne intonowanie mantry
    Hare Kryszna
  • Wykład z filozofii na podstawie
    Bhagavad-gity
  • Wegetariańska uczta
Urja-sakti devi dasi|2016-04-25
Kategoria: Inspiracje
Blask duszy

"Witamy w domu!" - powitał mnie Mahavan dasa, kiedy wyszedłem z nowego terminalu lotniska w New Delhi zmęczony lotem z Bangalore. Mahavan jest z Rosji. To brahmacarin po trzydziestce ubrany w szafranowe szaty, z ogoloną głową i torbą wypchaną najnowszymi gadżetami: telefonami, iPadami, słuchawkami i ładowarkami. Kiedy podróżuję po Indiach, pełni rolę mojego sekretarza.

"Nie jesteśmy jeszcze w domu - powiedziałem. - Chciałbym, żeby tak było, ale od Vrindavan dzielą nas dobre trzy godziny drogi".

"Cóż, dojedźmy tam jak najszybciej - powiedział. - Samochód stoi niedaleko".

Ruszyliśmy przez tłum wchodzących i wychodzących z terminalu, kiedy nagle Mahavan pokazał na stojącego wśród ludzi starszego mężczyznę ubranego w brudne burgundowe szaty. Gurudeva - powiedział - spójrz na tego człowieka. Wygląda na to, że prosi ludzi o pomoc. Wydaje mi się, że jest żebrakiem.

"Nie jest żebrakiem - odpowiedziałem. - Jest mnichem buddyjskim z Tybetu. Częścią jego tradycji jest proszenie o jałmużnę. To pomaga mnichom rozwijać pokorę".

"Ale przecież on nie ma miski, którą noszą ze sobą żebracy - powiedział Mahavan. - Poza tym sprawia wrażenie zdesperowanego".

Nikt nic nie dawał temu mężczyźnie. Kiedy tak mu się przyglądaliśmy, jakiś młody chłopak odepchnął go na bok. Mnich ukrył twarz w dłoniach i usiadł na ławce. Gdy chwilę później przechodziła obok zamożnie wyglądająca para, podniósł się i podszedł, ale i ci ludzie go zignorowali, a gdy nie ustąpił, mężczyzna nakrzyczał na niego. Mnich wydawał się skołowany. Z powrotem usiadł na ławce i patrzył przed siebie, jakby zanurzony w medytacji. Pomimo opłakanego stanu, wydawało się, że promieniał.

Byłem w szoku widząc, jak traktują go ludzie. Poczułem, że moim obowiązkiem jest mu pomóc więc zacząłem iść w kierunku ławki, a wtedy on zobaczył mnie, zerwał się i złapał za mój rękaw. "Proszę, pozwól mi zostać z tobą chwilę - powiedział po angielsku. - Potrzebuję schronienia duchowych ludzi".

"Oczywiście - powiedziałem. - Może usiądziemy?"

"Czy masz trochę czasu? - zapytał cicho".

"Dla kogoś takiego jak ty mam cały czas na Ziemi" - powiedziałem. Podeszliśmy do ławki, na której wcześniej siedział. Cały czas nie puszczał mojego rękawa.

"Jesteś głodny? - zapytałem. - Czy mógłbym kupić ci coś do jedzenia?"

"Dziękuję, nie - odpowiedział. - Nie jestem głodny".

„Zgubiłeś drogę? - zapytałem. - Może mogę pomóc ci dotrzeć do następnego miejsca?"

"Jedną chwilę" - powiedział. Rozprostował plecy i zamknął oczy, przyjmując medytacyjną pozę. Powoli zrobił wdech i wydech, ogarnął go niezmącony spokój i opanowanie.

Jak to możliwe, że odnalazł taki spokój zaledwie chwilę po tym jak został tak okropnie potraktowany? Mijały minuty, a ja czułem, że i mnie zalewa fala spokoju. W końcu mnich otworzył oczy. Nie patrzył wprost na mnie, ale wpatrywał się w dal, kiedy opowiadał mi swoją historię.

"Nazywam się Tsering Lama - powiedział. Przybyłem z Klasztoru Sera w Lhasie, stolicy Tybetu. Mieszkam tam odkąd skończyłem pięć lat".

"Wow! - powiedziałem. - Ile lat masz teraz?"

"Siedemdziesiąt".

"Jaką służbę pełnisz w klasztorze?" - zapytałem.

"Studiuję pisma - odpowiedział. Od dzieciństwa studiowałem nauki Mistrza Lamy Tsongkhapy żyjącego w XIV wieku. Był założycielem szkoły Gelug-pa, do której należę, oraz wysoce szanowanym nauczycielem pism buddyjskich. Moją główną służbą jest debatowanie o pismach z innymi. Jest to nieodłączną częścią naszej tradycji".

"Jestem zaszczycony mogąc spotkać tak uczoną osobę - powiedziałem. - Przykro mi z powodu tego, jak potraktowali cię dziś ludzie".

Potrząsnął głową, jakby chcąc pokazać, że nie przejmuje się tym albo, że nie zasługuje na mój podziw. "Całe życie marzyłem, by udać się do Bodh Gayi" - powiedział. "To miejsce, w którym Buddha osiągnął oświecenie. Ta święta ziemia leży tu, w Indiach, w stanie Bihar. Kilka miesięcy temu pożegnałem się z moimi drogimi uczniami i pieszo udałem się w samotną podróż do Bodh Gayi". Ile setek czy nawet tysięcy uczniów musi mieć taki człowiek? - zastanawiałem się.

"Kiedy przybyłem tu, do Delhi - kontynuował swoją opowieść - dwóch mężczyzn zaprosiło mnie, bym spędził noc w ich domu. Byłem wyczerpany po kilku miesiącach podróżowania więc przyjąłem ich zaproszenie. Tej nocy nakarmili mnie i dali do picia herbatę. Potem wiedziałem tylko, że oto budzę się na chodniku w delhijskiej dzielnicy ubogich. Najwyraźniej do herbaty, którą wypiłem moi gospodarze dodali jakiegoś narkotyku, który sprawił, że osunąłem się nieprzytomny. Zrozumiałem, że okradli mnie ze wszystkiego co miałem: moich ubrań, paszportu, oczywiście pieniędzy, a nawet moich świętych korali modlitewnych. Te pieniądze zbierałem od dzieciństwa, po to by pewnego dnia móc wyruszyć na pielgrzymkę. W jednej chwili dotarcie do Bodh Gayi wydało mi się niemożliwe. Teraz nie mam nic. Od trzech dni jestem na tym lotnisku i proszę o pieniądze, które pozwolą mi dotrzeć do celu. Nie dostałem nawet jednej rupii. To pewnie dlatego, że jestem taki brudny i zaniedbany".

Wziąłem jego rękę i powiedziałem: "Pomogę ci".

"Nie, nie - powiedział. - Nie wezmę pieniędzy od tak świętej osoby jak ty".

"Nie przejmuj się - powiedziałem. - Jeszcze nie jestem święty. Staram się, ale jestem dopiero początkującym, naprawdę. Przede mną długa droga. Uwierz mi, jak najbardziej możesz przyjąć ode mnie trochę pieniędzy".

"Twoje słowa wynikają z pokory i to, co mówisz nie jest prawdą" - powiedział poważnie. Przyjrzałem się twojej twarzy. W twoich oczach mogę zobaczyć prawdziwego ciebie".

"Możesz zobaczyć mnie w moich oczach?" - zapytałem.

"Tak - odpowiedział. - Nauczyłem się tego od mistrzów tybetańskich". Spojrzał prosto w moje oczy, nie odrywając swoich. Poczułem się nieswojo i odwróciłem wzrok, ale złapał mnie za brodę i z powrotem zwrócił moją twarz ku swojej, tak by móc z niej czytać. Jego drobna dłoń kryła w sobie mocny uścisk.

Również spojrzałem na jego twarz. Ciemne, brązowe oczy wychylały się spod opadających powiek, które w zewnętrznych kącikach kierowały się ku górze. Przypomniało mi to tybetańską sztukę. Miał mały, spłaszczony nos, a jego cienkie usta, mimo że usilnie skupione w jednej linii, wydawały się lekko, niemal niezauważalnie zakrzywiać w uśmiechu. Było oczywiste, że od kilku dni się nie golił, a jego skóra o złotym odcieniu nosiła ślady małych blizn. Wydawało się, że świecił blaskiem, który mogłem bardziej wyczuć niż zobaczyć. Jego szaty, mimo że brudne i znoszone podróżą, wciąż pachniały ostrym tybetańskim kadzidłem. Mimo że ledwo sięgał mi do nosa, miałem wrażenie, że stoję przed kimś potężnym i silnym, kimś kto mógłby powalić mnie kiwnięciem palca.

Po kilku minutach przemówił: "Dobrze służyłeś swojemu mistrzowi w tym życiu".

"Cóż, zrobiłem trochę służby - powiedziałem. - Jak powiedziałem, staram się, ale..."

"Szerzyłeś jego chwały pisząc, przemawiając i organizując festiwale w odległych miejscach".

Odległych miejscach? Skąd ten tybetański mnich wiedział o festiwalach w Polsce?

"Ale w ostatnim roku na drodze twojej służby stanęła choroba" - powiedział.

"Cóż... tak. Miałem spotkanie z rakiem i..."

"W marcu" - powiedział.

Wstrzymałem oddech. "Tak - odpowiedziałem. - Masz całkowitą rację. To było w marcu zeszłego roku".

"Nadchodzą inne choroby" - powiedział.

"Naprawdę? – zapytałem. Słyszałem nutę zawodu we własnym głosie.

"Ale nie martw się - powiedział. - Pomogę ci".

Wstał z ławki i usiadł na ziemi w pełnej asanie. Jeszcze raz zamknął oczy i zdawało się, że szybko został przeniesiony do innego wymiaru. Po kilku minutach jego brwi zmarszczyły się w intensywności medytacji, a jego usta poruszały się w miarę jak intonował mantry w tybetańskim języku. Ludzie zatrzymywali się by przyjrzeć się temu niezwykłemu widokowi: sannyasinowi siedzącemu na ławce i tybetańskiemu mnichowi siedzącemu na ziemi obok niego. Patrzyli na mnie, jakby w oczekiwaniu na wyjaśnienie, ale żadnego nie usłyszeli. Mogłem tylko siedzieć cicho podczas gdy on ofiarowywał modlitwy w moim imieniu.

Dwadzieścia minut później otworzył oczy i zwrócił się do mnie: "Usunąłem przeszkody. Będziesz cieszył się długim życiem w służbie dla twojego mistrza".

"O rany" - powiedziałem. - Bardzo ci dziękuję". Wstałem i pomogłem mu wrócić na ławkę.

"Współczucie jest najważniejsze w naukach Buddhy" - powiedział.

"Wiem o tym - powiedziałem. - Ale dlaczego jesteś tak dobry dla jakiegoś nieznajomego?"

"Nie jesteśmy nieznajomymi - odpowiedział - Ja tylko odwdzięczam ci się za coś, co zrobiłeś dla mnie kilka żyć temu".

Poczułem, jak włosy stają mi na rękach.

"Masz na myśli... Sugerujesz, że byliśmy razem w poprzednim...?"

"Pewnych rzeczy lepiej nie mówić - odpowiedział. - A ja muszę już iść. Muszę spróbować spełnić moje marzenie".

"Poczekaj - powiedziałem. - Chcę ci pomóc".

"Nie - powiedział. - Jak już powiedziałem, nie przyjąłbym pieniędzy od ciebie. Używasz ich by pomóc ludziom, którzy mieli mniej szczęścia od ciebie".

"Ale poczekaj - powiedziałem. - Skąd wiesz jak używam pieniędzy? Przecież dopiero co się poznaliśmy".

"Jak już powiedziałem, oczy pokazują blask duszy" - powiedział. Odwrócił się i zaczął iść w kierunku terminalu.

"Nie! - krzyknąłem, biegnąc za nim. - Nie pozwolę na to, by ci ludzie znów potraktowali cię w tak okropny sposób. Proszę, przyjmij tę dotację. To wystarczy byś udał się do Bodh Gayi i wrócił z powrotem pociągiem do Tybetu". Wepchnąłem w jego ręce trochę banknotów.

Dłuższą chwilę wpatrywał się w pieniądze. Kiedy spojrzał w górę, jego oczy były wilgotne.

"Przyjmę ten akt twojej dobroci - powiedział. - I nigdy cię nie zapomnę".

Znów zaczął odchodzić, ale zatrzymał się i odwrócił.

"Nie spotkamy się już w tym życiu - powiedział. Ale zostawię coś wyjątkowego w klasztorze w Lhasie. Kiedy się tam zjawisz, wspomnij moje imię. Mnisi wskażą ci drogę". Wyjął mały kawałek papieru z rękawa swojej szaty i napisał na nim adres klasztoru. Poczułem jak całe moje ciało pokrywa się gęsią skórką.

"Proszę, pojedź tam - powiedział. To co dla ciebie zostawię będzie bardzo przydatne w służbie dla twojego mistrza".

"Masz na myśli pieniądze? - zapytałem.

"Och, nie - odpowiedział. - Nic z tych rzeczy. To jest coś cudowniejszego od wszystkich rzeczy, które kiedykolwiek będzie można kupić za pieniądze. Nie będziesz zawiedziony". Mówiąc to zniknął w zatłoczonej stacji metra.

Odwróciłem się do Mahavana. "Co się właśnie wydarzyło? Czy to był sen?"

"Nie - odpowiedział, sprawiając wrażenie tak samo osłupiałego jak ja. - Widziałem to na własne oczy. Czy naprawdę udasz się do Lhasy?"

"Tak, oczywiście, że się tam udam - odpowiedziałem. - Zawsze chciałem pojechać do Tybetu. A teraz mam ku temu najlepszy powód – dzięki temu rozwinę służbę dla mojego mistrza duchowego, Śrila Prabhupady".

"Czy mogę jechać z tobą?"

"Musisz. - odpowiedziałem. - Chociażby po to, by przypomnieć mi, że nie śnię, kiedy odkryjemy, co zostawił nam mnich. I by potwierdzić, że służenie wielkiej duszy nigdy nie jest na próżno".

"Ścieżkę wyzwolenia z materialnej niewoli można osiągnąć jedynie poprzez służenie zaawansowanym duchowym osobom. Tymi osobami są impersonaliści oraz wielbiciele. Czy ktoś pragnie wtopić się w egzystencję Pana, czy też przebywać w towarzystwie Osoby Boga, powinien pełnić służbę dla mahatmów. Dla tych, którzy nie są zainteresowani takimi czynnościami i którzy obcują z ludźmi lubującymi się w kobietach i w seksie, droga do piekła stoi otworem. Mahatmowie są zrównoważeni. Nie widzą oni żadnej różnicy pomiędzy jedną żywą istotą a drugą. Są bardzo spokojni i w pełni zaangażowani w służbę oddania. Nie ma w nich gniewu, a celem ich działania jest jedynie dobro innych. Nie robią nic obrzydliwego. Tacy ludzie określani są mianem mahatmów".

[Śrimad-Bhagavatam 5.5.2]

Odsłon: 474
Założyciel-Acarya, Jego Boska Miłość
A.C. Bhaktivedanta Swami Śrila Prabhupada
Śrila Prabhupada powiedział

"Kryszna jest wszędzie - taka jest wizja wyższych wielbicieli. Rzeczywiście On może pojawić się wszędzie, jednak nie wszyscy mają zaszczyt Go widzieć. Miejscem, w którym na pewno przebywa, jest świątynia. Jeśli nie wiemy, że Kryszna jest wszędzie, powinniśmy odwiedzać świątynię, by Go zobaczyć: »O, tu jest Kryszna. Pojawił się łaskawie, bym mógł Go zobaczyć. To jest Jego łaska«. Tym jest świątynia".

Los Angeles, 29 kwietnia 1973 roku

Facebook
Newsletter
Dodaj do listy odbiorców
Aktualizuj preferencje
Usuń z listy odbiorców
Kalendarz (Warszawa)
29 kwiecień 2017
Aksaya Trtiya. Rozpoczęcie Candana Yatry (trwa przez kolejne 21 dni)
2 maj 2017
Jahnu Saptami
4 maj 2017
Srimati Sita Devi (małżonka Pana Śri Ramy) - Dzień pojawienia się
Sri Madhu Pandita - Dzień odejścia
Srimati Jahnava Devi - Dzień pojawienia się
6 maj 2017
Mohini Ekadasi
7 maj 2017
Przerwanie postu 04:54 - 10:00
Rukmini Dvadasi
8 maj 2017
Sri Jayananda Prabhu - Dzień odejścia
9 maj 2017
Nrsimha Caturdasi: Dzień pojawienia się Pana Nrsimhadevy
(post do zmierzchu)
10 maj 2017
Krsna Phula Dola, Salila Vihara
Sri Paramesvari Dasa Thakura - Dzień odejścia
Sri Sri Radha-Ramana Devaji - Dzień pojawienia się
Sri Madhavendra Puri - Dzień pojawienia się
Sri Srinivasa Acarya - Dzień pojawienia się
Ostatni dzień Madhusudana Masa
11 maj 2017
Pierwszy dzień Trivikrama Masa
14 maj 2017
Koniec Tulasi Jala Dan
15 maj 2017
Vrsabha Sankranti
16 maj 2017
Sri Ramananda Raya - Dzień odejścia
22 maj 2017
Apara Ekadasi
23 maj 2017
Przerwanie postu 04:29 - 08:35
Srila Vrndavana Dasa Thakura - Dzień pojawienia się
3 czerwiec 2017
Sri Baladeva Vidyabhusana - Dzień odejścia
Ganga Puja
Srimati Gangamata Gosvamini - Dzień pojawienia się
5 czerwiec 2017
Pandava Nirjala Ekadasi
(pełny post - nawet od wody - jeśli nie przestrzegało się pozostałych Ekadasi)
6 czerwiec 2017
Przerwanie postu 04:17 - 08:15
7 czerwiec 2017
Panihati Cida Dahi Utsava
9 czerwiec 2017
Snana Yatra
Sri Mukunda Datta - Dzień odejścia
Sri Sridhara Pandita - Dzień odejścia
Ostatni dzień Trivikrama Masa
10 czerwiec 2017
Sri Syamananda Prabhu - Dzień odejścia
Pierwszy dzień Vamana Masa
14 czerwiec 2017
Sri Vakresvara Pandita - Dzień pojawienia się
15 czerwiec 2017
Mithuna Sankranti
19 czerwiec 2017
Sri Srivasa Pandita - Dzień odejścia
20 czerwiec 2017
Yogini Ekadasi
21 czerwiec 2017
Przerwanie postu 04:14 - 09:49
24 czerwiec 2017
Gundica Marjana
Sri Gadadhara Pandita - Dzień odejścia
Srila Bhaktivinoda Thakura - Dzień odejścia
(post do południa)
25 czerwiec 2017
Ratha Yatra
Sri Svarupa Damodara Gosvami - Dzień odejścia
Sri Sivananda Sena - Dzień odejścia
29 czerwiec 2017
Hera Pancami (4 dni po Ratha Yatrze)
Sri Vakresvara Pandita - Dzień odejścia
Statystyki
Ilość odwiedzin: 331 101

Bhakti Vriksha

Bhakti Wriksza - to najpełniejsza i najbardziej dynamiczna metodyka przekazywania duchowej wiedzy i jej realizacji we współczesnym świecie. Dokładamy wszelkich starań, aby zatroszczyć się o każdą początkują osobę, włączając ją do małej grupy duchowego wsparcia. Grupy spotykają się regularnie w domach prowadzących, w ciepłej, rodzinnej atmosferze. Uczestnicy nawiązują serdeczne relacje przyjaźni oparte o wspólne zainteresowanie i głębokie wymiany. W programie spotkań jest poznawanie się, śpiewanie, wspólna dyskusja i elementy medytacji.

Wriksza znaczy drzewo. Pan Caitanya - założyciel ruchu sankirtanu - jest pniem drzewa Bhakti. Grupy Bhakti Wriksza są gałązkami tego pięknego, kwitnącego drzewa. W takich grupach możemy doświadczyć, płynącego od duchowych korzeni, odżywienia i wzrostu.

ZAMKNIJ

Ustawienia poczty

1.Otwórz folder „spam”.
2. Zaznacz wiadomość od www.harekryszna.pl.
3. Kliknij przycisk „To nie jest spam”.
1. Otwórz folder „spam”.
2. Zaznacz wiadomość od www.harekryszna.pl.
3. Kliknij przycisk „To nie spam”.
4. Kliknij „OK”.
1. Otwórz folder „spam”.
2. Zaznacz wiadomość od www.harekryszna.pl.
3. Kliknij przycisk „Oznacz” i wybierz polecenie „nie spam”
4. Kliknij „dalej”.
1. Otwórz folder „spam”.
2. Zaznacz wiadomość od www.harekryszna.pl.
3. Kliknij przycisk „To nie jest spam”.
1. Otwórz folder „spam”.
2. Zaznacz wiadomość od www.harekryszna.pl.
3. Najedź kursorem na przycisk „Usuń”.
4. Kliknij przycisk „Nie spam”.
1. Otwórz folder „spam”.
2. Zaznacz wiadomość od www.harekryszna.pl.
3. Kliknij kursorem na przycisk „To nie spam”
.
1. Otwórz folder „Wiadomości-śmieci”.
2. Zaznacz wiadomość od www.harekryszna.pl.
3. Kliknij link „wiadomość niebędąca śmieciem”.

ZAMKNIJ

Witamy na oficjalnej stronie Świątyni Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny (ISKCON) w Mysiadle. Jeśli po raz pierwszy spotykasz się z bhakti-yogą, czy też kulturą wedyjską lub kulturą Waisznawa - poniższa prezentacja przybliży Ci podstawowe zagadnienia związane z naszą wiarą, filozofią oraz praktyką.

  • 1. Śrila Prabhupada - założyciel-acarya Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny (ISKCON)
  • 2. Wedy - święte księgi Indii
  • 3. Intonowanie Świętych Imion Boga
  • 4. Bóstwa i świątynia
  • 5. Kuchnia wegetariańska i Prasadam

Jeśli pragniesz dowiedzieć się więcej na którykolwiek z prezentowanych tematów, zapraszamy do lektury bogatej kolekcji artykułów na naszej stronie.

Zapraszamy również do odwiedzenia naszej świątyni! W każdą niedzielę od godziny 13:00 do 15:30 organizujemy specjalny program otwarty, a w nim: wspólne medytacyjne śpiewanie, prezentacja filozofii Bhagavad-gity oraz wspaniała wegetariańska uczta. Wstęp wolny.