Oficjalna strona Świątyni Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny w Mysiadle
W służbie dla Jego Boskiej Miłości A.C. Bahaktivedanty Swamiego Śrila Prabhupady
Czy odwiedzasz nas
po raz pierwszy?
Zapoznaj się z podstawami kultury Waisznawy oglądając naszą prezentację
Zapraszamy do naszej świątyni na spotkanie otwarte
i wyklad w każdą niedzielę od godziny 13:00
Świątynia Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny
  • Wspólne intonowanie mantry
    Hare Kryszna
  • Wykład z filozofii na podstawie
    Bhagavad-gity
  • Wegetariańska uczta
Nauka

"Skąd wiesz, że bezustanny postęp nauki nie zmusi naukowców do (...) wzięcia pod uwagę możliwości, że to życie istniało wiecznie, a nie materia? (...) Skąd wiesz, że za 10 000 lat nie uzna się za bardziej prawdopodobne, że to materia wyłoniła się z życia?"

Louis Pasteur

Dawno temu (niczym w baśni) większość z nas wierzyła, że spożywany przez nas pokarm jest w zasadzie zdrowy, pożywny i wolny od niebezpiecznych substancji chemicznych, że można ufać reklamom i że etykietki na produktach żywnościowych wiernie opisują właściwości i zawartość tego, co spożywamy Dawno temu większość ludzi na świecie wierzyła w prawość swych przywódców państwowych, działaczy politycznych piastujących wysokie stanowiska oraz lokalnych przywódców. Kiedyś sądziliśmy, że nasze dzieci otrzymują w szkołach państwowych rzetelne wykształcenie. Kiedyś wielu z nas wierzyło, że energia atomowa ma "zastosowanie pokojowe", które nie stwarza żadnego zagrożenia i idzie w parze ze szczęśliwym i zdrowym społeczeństwem.

Jednakże ostatnio nasze złudzenia zostały rozwiane. Ciągle ujawniane, praktykowane powszechnie oszustwa wobec klientów, wielkie skandale polityczne oraz śmietniska z toksycznymi odpadami - wszystko to zniszczyło naszą wcześniejszą naiwność. Teraz już wiemy, że posługując się środkami masowego przekazu można z niesłychaną precyzją stworzyć zasłonę fantazji i kłamstwa - tak, że niemożliwym staje się odróżnienie faktycznej treści od tego, co udawane, rzeczywistości od złudzenia.

Naukowcy, jako klasa, długo siedzieli na swym Olimpie, będąc poza wszelkimi podejrzeniami. Pośród wszystkich innych dziedzin, nauka uważana była za obszar, na którym ostatecznie spotykają się poszukiwacze i głosiciele prawdy. Olśniewające osiągnięcia technologiczne współczesnej nauki roztoczyły wokół niej aurę nieomylności. William Irwin Thompson pisze w swoich Passages About Earth: "Tak jak kiedyś nie było odwołania od dominacji religii bez narażenia się na potępienie, tak teraz nie ma odwołania od władzy nauki bez narażenia się na zarzut nieracjonalności czy szaleństwa". Jednakże naukowcy zajmujący kluczowe pozycje na uczelniach, w przemyśle i w rządzie dowiedli, iż faktycznie są w stanie połączyć osobiste przekonania i ambicje z badaniami naukowymi, zniekształcając w ten sposób wyniki tych badań.

A kiedy to ma miejsce, nie mamy już dłużej do czynienia z poszukiwaniami prawdy, lecz z pseudonauką i, co za tym idzie, szeregiem zniekształceń, wymysłów i fałszywych informacji. Niestety, ta nienaukowa metoda znalazła zastosowanie na najbardziej zasadniczym polu dociekań naukowych - dociekań dotyczących natury i początku życia. Jednakże kiedy naukowcy prezentują nie sprawdzone czy niemożliwe do udowodnienia spekulacje o pochodzeniu życia, ludzie skłonni są ślepo w nie wierzyć.

Niektórzy naukowcy popularyzują pogląd, że istota ludzka jest po prostu skupiskiem nieświadomych cząsteczek. Nie są jednak w stanie wyjaśnić, jak zwykłe cząsteczki mogą doświadczać radości na widok drogich im osób, czy cierpieć z powodu ich śmierci.

W jednej z ostatnich ekspozycji w Museum of Natural History w Los Angeles wystawiono pewną ilość kolb i zlewek, z których każda zawierała jedną z substancji chemicznych znajdujących się w ciele ludzkim. Podpis wyjaśniał, że chociaż substancje te reprezentują wszystkie składniki ciała ludzkiego w odpowiednich proporcjach i wadze, to jednak nie można ich uznać za życie ani też żadne naukowe zabiegi nie są w stanie ich ożywić.

Jak zauważa Michael Polanyi, autor Atomic Reactions:

Współczesna biologia wychodzi z założenia, że proces życia można wyjaśnić posługując się kategoriami fizycznymi i chemicznymi; a tego rodzaju wyjaśnienia prezentowane są oczywiście w oparciu o siły działające między atomami. (...) W tym leży przyczyna naszej fałszywej koncepcji człowieka, którego redukuje się do pozbawionego czucia automatu czy też do zespołu instynktów. Dlatego tak łatwo powołujemy się na naukę szukając poparcia dla totalitarnej przemocy; to dlatego nauka stała się największym źródłem niebezpiecznych i błędnych koncepcji.

Obecnie wielu naukowców propaguje doktrynę, że źródłem życia jest materia. Popularne prace i podręczniki szkolne zakładają, że życie powstawało stopniowo z substancji chemicznych - "pierwotnej zupy" składającej się z aminokwasów, protein i innych podstawowych składników. Jednakże nauka nie może dostarczyć na to dowodu - ani doświadczalnie, ani teoretycznie. Naukowcy zajmują tego rodzaju stanowisko opierając się zasadniczo na wierze, nawet wbrew wszelkiego rodzaju naukowym zarzutom. Fizyk Hubert Yockey zademonstrował przy pomocy teorii informacji, że w czasie przypuszczalnego trwania tej ziemskiej planety nie mogła powstać przez przypadek nawet pojedyncza molekuła informacyjna, taka jak cytochrom c - cóż więc mówić o organizmach złożonych. "Należy zatem wyciągnąć z tego wniosek - stojący w sprzeczności z powszechnie uznanymi i rozpowszechnianymi przekonaniami - że jak dotychczas nie został jeszcze napisany scenariusz opisujący powstanie życia na Ziemi przez przypadek i z przyczyn naturalnych, który moglibyśmy przyjąć na podstawie faktów, a nie wiary".

Podobnie, niektórzy naukowcy popierają powszechną wiarę, że słońce, gwiazdy, planety, galaktyki i świadome życie wyłoniły się nagle z "wielkiego wybuchu". Dr Edwin Godwin, biolog z Princeton University, porównał szansę pojawienia się planety takiej jak nasza w wyniku "wielkiego wybuchu" do prawdopodobieństwa powstania wielkiego słownika podczas eksplozji w drukarni.

Wybitny biolog W H. Thorpe pisze: "Możemy stanąć wobec możliwości, że kwestia pochodzenia życia, jak również pochodzenia wszechświata, stanie się dla nauki barierą nie do pokonania oraz przeszkodą, która oprze się wszelkim próbom zredukowania biologii do fizyki i chemii". A Einstein zauważa: "Każdy, kto jest poważnie zaangażowany w badania naukowe, nabiera przekonania, że w prawach wszechświata zamanifestowany jest duch - duch znacznie przewyższający ducha człowieka, wobec którego my, z naszymi skromnymi mocami, musimy odczuwać pokorę".

autor: doktor chemii Thoudam Damodara Singh
źródło: "Źródłem życia jest życie" Wydawnictwo Bhaktivedanta Book Trust, 1991.

Astronomię i związaną z nią astrologię traktowano w Indiach jako nauki. Obie funkcjonowały pod wspólną nazwą Dżjotisz. Ich znajomość uznawano za niezbędną do zgłębiania innych dziedzin wiedzy- medycyny, architektury, polityki, czy nawet studiów nad pismami świętymi.

Astronomia wedyjska, podobnie jak zachodnia, zajmuje się badaniem i opisem ciał niebieskich. Wedyjscy astronomowie, oprócz Słońca i Księżyca (których wpływ na nasze życie jest powszechnie znany), wymieniają jeszcze siedem innych planet, które równie mocno oddziałują na Ziemię. Są to: Mangal (Mars), Buddha (Merkury), Guru (Jupiter), Śukra (Wenus), Sani (Saturn), Rahu i Ketu. Najpopularniejszym indyjskim dziełem astronomicznym jest Surjasiddhanta, przypisywana samemu bogu Słońca - Surji.

Jak astronomia opisuje ciała niebieskie, tak astrologia przedstawia ich wpływ na wydarzenia na Ziemi oraz życie jej mieszkańców. Astrologia wedyjska dzieli się na trzy główne działy:

  1. siddhanta - astronomiczna wiedza na temat ruchu ciał niebieskich, matematyczne kalkulacje oparte na pozycjach planet,
  2. sanhita - opis przyszłych i przeszłych wydarzeń z historii świata (układu sił politycznych, wojen, światowych tendencji, losów środowiska naturalnego),
  3. hora - horoskopy indywidualne (ludzi czy innych żywych stworzeń).

W dawnych Indiach z porad astrologów korzystali wszyscy: zwykli ludzie, królowie, ministrowie. Żadna ważna decyzja nie mogła zapaść bez zasięgnięcia porady u astrologa. Tak jest zresztą i dziś. Żaden szanujący się Hindus nie wyznaczy daty ślubu, nie wybierze się w ważną podróż, nie założy firmy czy nie wprowadzi się do nowego domu bez konsultacji z astrologiem. Horoskop stawia się dziecku po narodzinach i małżonkom przed ślubem.

Horoskop indywidualny w Indiach stawia się na podstawie dokładnej (co do minuty) godziny i miejsca narodzin. Horoskop zawiera: opis psychiki i natury fizycznej danej osoby, scenariusz jej przyszłego życia, a nawet informacje o poprzednich wcieleniach. Wielu Hindusów oraz coraz więcej Europejczyków sprawdza swój horoskop w Bhrigu-sanhicie, wielkiej księdze autorstwa mędrca Bhrigu Muniego. To niezwykłe dzieło ma zawierać horoskopy wszystkich istot żyjących na Ziemi.

Cenionym i bardzo praktycznym aspektem astrologii wedyjskiej jest umiejętność wyznaczania muhurty, czyli odpowiedniego czasu na rozpoczęcie danego przedsięwzięcia. Może być to: rytuał religijny, budowa domu, podróż, operacja finansowa czy poczęcie dziecka. Co roku przygotowuje się kalendarze astrologiczne, które podają daty pomyślne dla różnych czynności. Tworzeniem kalendarzy zajmują się astrologowie z wydziału Dżjotisz z Uniwersytetu w Waranasi.

Interesującym rodzajem horoskopu jest małżeński horoskop porównawczy.

Według Paraśary Muniego, jednego z ojców astrologii wedyjskiej, powinien on dotyczyć jedenastu kwestii, w tym m.in.: zgodności temperamentów, zgodności seksualnej, zadowolenia w związku, pomyślności materialnej, możliwych przeszkód podczas trwania związku. Poznanie tych kwestii pomaga małżonkom w harmonijnym pożyciu, unikaniu bolesnych rozczarowań oraz w wychowaniu dzieci w spokojnej atmosferze. Aby uniknąć zrywania zaręczyn w przypadku niezgodności horoskopów, zwyczajowo stawiało się go jeszcze przez zrękowinami.

Już w starożytności myśliciele indyjscy poświęcali uwagę takim zagadnieniom, jak: państwo, polityka i prawo. Traktuje o tym np. Manusmryti, wierszowany tekst zaliczany do literatury wedyjskiej. Przedstawiono w nim wartości moralne i obowiązki społeczne obywatela w oparciu o dharmę ("święte prawo"). Z czasem pojawiła się potrzeba dodatkowych regulacji prawnych. Powstały wtedy szczegółowe kodeksy prawnicze, które dotyczą także zarządzania królestwem.

Najstarszym znanym dziełem poświęconym polityce jest Arthaśastra, czyli "Traktat o życiu praktycznym", pochodzący z IV wieku p.n.e. Jego autor, Kautilja - znany lepiej pod imieniem Czanakja Pandita - uchodzi za autorytet w sprawach polityki i obyczajowości po dziś dzień. Źródła przedstawiają go jako niezwykle skutecznego polityka. Jego opracowania na temat kształcenia książąt i doradców dworskich nie są rozważaniami, nie znającego życia filozofa. W swych pracach Czanakja poświęca dużo miejsca: obowiązkom króla, kwalifikacjom ministrów, zakładaniu osad, nakładaniu podatków, karaniu przestępców, treningowi szpiegów, metodom wypowiadania wojny i zawierania pokoju, bezpieczeństwu obywateli itd. Dyplomatyczna dzielnica Delhi nosi dziś nazwę Chanakyapuri, a w instytucjach rządowych wymaga się od wysokich rangą urzędników studiowania pism Czanakji.

Model państwa opisany w Arthaśastrze opiera się na osobie monarchy (radża, maharadża). Król był najważniejszą osobistością w państwie, lecz nie dysponował władzą absolutną. Korzystał z pomocy rady ministrów oraz zgromadzenia, złożonego z przedstawicieli ludu i urzędników państwowych. Do jego obowiązków należało: zapewnienie bezpieczeństwa krajowi, poddanym i ich mieniu. Król strzegł norm społecznych - podziału na stany i nienaruszalności rodziny. Opiekował się wdowami i sierotami, wspierał kupców i kapłanów. Aby sprostać tym wszystkim zadaniom, monarcha musiał odznaczać się charyzmą i nieskazitelnym charakterem. Jego powodzenie zależało również od doboru odpowiedniego grona doradców. Władca był jednocześnie wodzem naczelnym, dlatego musiał wykazać się umiejętnościami wojskowymi. Odpowiadał za porządek w państwie, oczekiwano, że sprawiedliwość będzie wymierzana szybko i skutecznie. W wypełnieniu tego zadania pomagał mu sprawnie działający, jak byśmy go dzisiaj nazwali, wymiar sprawiedliwości.

Król wymierzał sprawiedliwość, ale również starał się zapobiegać przestępstwom.

Prewencja nie byłaby możliwa bez siatki informatorów. Dzięki nim, król mógł interweniować zanim doszło do popełnienia przestępstwa.

Przeciwwagę dla władzy monarchy stanowili ministrowie. Wspólnie tworzyli oni radę, której liczba wahała się od trzech do ponad trzydziestu osób. Decyzje podejmowano większością głosów na tajnych zebraniach. W niektórych wypadkach rada mogła narzucić władcy swe zdanie. Zastępowała króla podczas jego nieobecności lub całkowicie przejmowała rządy, gdy król był słaby lub nieudolny.

Czanakja zasłynął jako królewski doradca, a także jako autor aforyzmów. Traktują one o polityce, ale i o życiu codziennym oraz stosunkach międzyludzkich. Do dziś niektóre z nich są w powszechnym użyciu.

Nie osiedlaj się w kraju, w którym cię nie szanują, gdzie nie możesz zdobyć środków do życia, gdzie nie masz przyjaciół i gdzie nie możesz zdobyć wiedzy.

Nie zostawaj ani dnia dłużej tam, gdzie nie ma: człowieka bogatego, bramina dobrze obeznanego z wiedzą wedyjską, króla, rzeki i lekarza.

Sześć rodzajów złych rzeczy spalają człowieka nawet bez ognia. Są to: rozłąka z żoną, brak miłości ze strony bliskich, wróg oszczędzony w bitwie, służba podłemu królowi, bieda i źle zorganizowane spotkanie.

Wyrzeczenia należy pełnić w samotności, uczyć należy się we dwójkę, a śpiewać we trójkę. W podróż należy wybierać się w czwórkę, ziemię uprawiać w pięciu, a na wojnę wyruszać razem z wieloma osobami.

Człowieka chciwego zjednasz sobie ofiarowując mu podarunek; człowieka zawziętego rękoma złożonymi do pozdrowienia; głupca zjednasz sobie, kiedy go rozweselisz, a człowieka wykształconego - mówiąc prawdę.

Słowo "veda" oznacza wiedzę lub naukę, "ayus" oznacza życie lub okres życia. Medycyna ayurvedyjska jest kompletnym zbiorem zasad zdrowego zrównoważonego życia. Jest ona najstarszą na świecie wiedzą dotyczącą tego jak człowiek może żyć w tym świecie w doskonałej harmonii z naturą, w pełni wykorzystując swoje możliwości. Ayurveda postrzega człowieka jako zintegrowaną całość, a nie jedynie zbiór organów, twój typ psychofizyczny, środowisko, związki z innymi ludźmi, zawód, zainteresowania, twoja dieta, pogoda i pora roku - to ważne czynniki, brane pod uwagę przy określaniu sposobu dbania o zdrowie

Według ayurvedy każda choroba jest oznaką zachwianej równowagi w organizmie, celem tej medycyny jest doprowadzenie do stanu równowagi oraz utrzymywanie jej stale. Ayurveda nie kładzie nacisku na zwalczanie objawów, natomiast dąży do oczyszczenia i wzmocnienia całego organizmu oraz dostrojenie go do naturalnych rytmów i praw rządzących w przyrodzie. Nasze zdrowie zależy tylko i wyłącznie od nas samych, w każdej chwili naszego życia podejmujemy wybór (często niestety nieświadomie). Wybierając pomiędzy tym co wpływa pozytywnie na nasze zdrowie i tym co nie jest dla nas wskazane sami decydujemy o stanie naszego zdrowia. Zrozumienie ayurvedyjskiego sposobu leczenia i zapobiegania chorobom zaczyna się od zrozumienia tego, że każdy z nas jest indywidualnością i potrzeby każdego z nas mogą być inne. Kluczem do zdrowia jest poznanie samego siebie oraz swoich potrzeb i możliwości. Posiadając wiedzę na ten temat będziesz w stanie tak zorganizować sobie życie i ustalić codzienne rutynowe czynności, by zachować stan doskonałej umysłowej i fizycznej równowagi.

Trzy elementy składowe człowieka i natury

Zgodnie z klasyfikacją ayurvedy, wszystko w naturze składa się z pięciu elementów: przestrzeni,powietrza, ognia, wody i ziemi. Te pięć elementów łączy się ze sobą, tworząc trzy podstawowe cechy - dosa, nazywanych vata, pitta, kapha. (vata - przestrzeń i powietrze, pitta - ogień i woda, kapha - woda i ziemia). Ayurveda opisuje wszystkie rzeczy w przyrodzie według występującego w nich stosunku elementów: vata, pitta, kapha. Te trzy cechy obecne są wszędzie - w minerałach, roślinach i zwierzętach, a także w naszych ciałach.

VATA - wiąże się z ruchem i przepływem, w naszym organizmie vata rządzi funkcjonowaniem układu nerwowego oraz ruchem wewnątrz poszczególnych układów, tj.: oddychaniem, wydalaniem i itp. PITTA - wiąże się z trawieniem i metabolizmem. Kieruje procesem trawienia i wchłaniania substancji odżywczych. KAPHA - reguluje proces budowy, gospodarkę płynami oraz spójność. W naszym organizmie kapha rządzi budową fizyczną oraz równowagą płynów. Ayurveda klasyfikuje ludzi na typy psychofizyczne według tych dosa, które dominują w ich układzie. Istnieją osoby, które można scharakteryzować za pomocą jednego tylko dosa, jednakże większość z nas jest kombinacją dwóch lub trzech. Możemy być: vata, pitta, kapha, vata-pitta, pitta-vata, vata-kapha, kapha-vata, pitta-kapha, kapha-pitta oraz vata-pitta-kapha. Osoba, której ciało jest mieszaniną dwóch dosa, posiada przewagę jednego z nich, dlatego też vata-pitta i pitta-vata, to dwie różne budowy ciała. Zamieszczony poniżej opis trzech podstawowych typów psychofizycznych oraz test dadzą Ci wystarczającą liczbę informacji, byś zrozumiał swój własny układ psychofizyczny.

Oto niektóre z najczęściej występujących cech osób, w których układzie psychofizycznym dominuje vata. Czytając o nich dobrze jest pamiętać, że vata składa się z elementu przestrzeni i powietrza oraz, że charakterystyczne cechy vata to suchość, ruch, zimno, światło, zmienność, delikatność, szorstkość i szybkość.

  • szczupła sylwetka (najlżejszy z trzech typów ciała)
  • sucha cera i suche włosy
  • zimne dłonie i stopy; ten typ źle się czuje w zimnym klimacie
  • szybkie mówienie i szybkie chodzenie
  • twórczy bystry umysł
  • bogata wyobraźnia
  • łatwość przyswajania nowej wiedzy, ale i łatwość zapominania
  • pobudliwość, żywość i chęć do zabawy
  • zmienność nastrojów
  • nieregularny tryb życia
  • zmienność apetytu
  • duża energia w krótkotrwałych zrywach
  • radość życia i entuzjazm w stanie równowagi
  • skłonność do działania pod wpływem impulsów
  • nawał chaotycznych myśli
  • typowe problemy zdrowotne to: bóle głowy, nadciśnienie, suchy kaszel, bóle gardła, ucha, niepokój, arytmia serca, kurcze mięśni, bóle w krzyżu, zaparcia, wzdęcia, biegunka, nerwica żołądka. Większość zaburzeń o charakterze neurologicznym ma swoje źródło w nierównowadze vata.

Rada zdrowotna: Najważniejszą sprawą w przypadku osób typu vata - i często najtrudniejszą - jest prowadzenie uregulowanego trybu życia, czyli zachowanie stałych pór posiłków i snu.

Oto przykład cech osób, w których w psychofizycznym układzie dominuje pitta. Pitta składa się z elementu ognia i wody, charakterystyczne cechy to gorąco, ostrość, lekkość, wilgoć, nieznaczna oleistość, płynność oraz kwaśny zapach.

  • dobrze zbudowana, umięśniona sylwetka
  • cera jasna lub różowawa, często upstrzona piegami
  • włosy najczęściej cienkie i proste
  • poci się obficie
  • nie czuje się najlepiej w słoneczne, upalne dni
  • szybka przemiana materii, duży apetyt, denerwuje się, kiedy musi czekać na posiłek lub z niego zrezygnować
  • bystry umysł, wysoka zdolność koncentracji
  • pewny siebie i przedsiębiorczy w okresie dobrej formy, przy braku równowagi agresywny, władczy i napastliwy
  • lubi rywalizację i wyzwania
  • namiętny i romantyczny
  • lubi przewodzić
  • podatny na napady złego humoru, zniecierpliwienia i złość
  • typowe problemy zdrowotne, to podrażnienia i stany zapalne skóry, trądzik, czyraki, rak skóry, wrzody, zgaga, nadkwasota, uczucie gorąca w żołądku i jelitach, bezsenność, przekrwione i piekące oczy, anemia, żółtaczka.

Rada zdrowotna: Układ psychofizyczny typu pitta źle reaguje na alkohol, papierosy, a także na przepracowanie, przemęczenie i przegrzanie. Osoby o tym układzie przy braku równowagi podatne są na takie negatywne uczucia, jak wrogość, nienawiść, nietolerancja i zazdrość. Dlatego ważne jest dla osób typu pitta, by panowały nad sobą i prowadziły spokojny tryb życia.

Oto niektóre z najczęściej występujących cech osób, u których dominuje kapha, które składa się z elementu ziemi i wody i charakteryzowane jest przez takie cechy jak: ciężkość, zimno, tłustość, słodycz, pewność, powolność, miękkość i lepkość.

  • wyrozumiały, spokojny i powolny
  • serdeczny i kochający
  • nie chowa urazy, umie współczuć, nie osądza innych
  • niezawodny i godny zaufania, wierny
  • silny fizycznie, masywna sylwetka
  • ma dużo energii lecz jest powolny i wytrwały
  • porusza się powoli i z gracją
  • mówi wolno
  • wolno się uczy, lecz nigdy nie zapomina
  • miękkie włosy i skóra; zazwyczaj duże, błyszczące oczy i niski, miękki głos
  • skłonność do nadwagi
  • łagodny, delikatny, mało wymagający od życia
  • rzadko wpada w gniew, dąży do utrzymania harmonii w swoim otoczeniu
  • trudno go zdenerwować, stanowi oparcie dla innych
  • ma skłonność do zaborczości w stosunku do rzeczy, osób, pieniędzy; oszczędny
  • nie lubi deszczowej, zimnej pogody
  • najczęściej występujące problemy fizyczne to przeziębienie, niestrawność, zatokowe bóle głowy, astma, katar sienny, alergie i arterioskleroza.

Rada zdrowotna: osoby typu kapha mają skłonność do ospałości, powolności, depresji i nadwagi, potrzebują one ruchu i stymulacji. Codzienna gimnastyka jest dużo ważniejsza dla nich, niż dla jakiegokolwiek typu. Aktywne poszukiwanie nowych doświadczeń jest dla kapha bardzo wskazane.

Powyższe opisy przedstawiają idealny opis poszczególnych typów, jednakże w rzeczywistości bardzo rzadko można spotkać taki "czysty" typ; większość z nas jest mieszanką, w której jeden z typów dominuje, a pozostałe są obecne w mniejszym stopniu.

Zasada równowagi kluczem do pełni zdrowia

Osoba zdrowa to ta, której dosa pozostają w równowadze. Oznacza to, że vata, pitta i kapha obecne są w proporcjach odpowiednich dla tej właśnie osoby. Osoba o układzie psychofizycznym typu vata potrzebuje, dla zachowania siły i równowagi, łagodnych ćwiczeń fizycznych i diety, składającej się z pożywnych i tłustych potraw. W przypadku kapha rzecz się ma odwrotnie: lżejsza dieta, intensywniejsze ćwiczenia. Osoby o naturze vata, posiadają cechę suchości i zimna, muszą unikać przeziębień i narażenia na działanie silnego wiatru. Źle znoszą nadmiernie suchy klimat. Lepiej się czują jedząc potrawy ciepłe i wodniste, na przykład zupy. Osoby typu pitta, których charakterystyczne cechy to gorąco i wilgoć, wspaniale czują się w chłodnym i suchym klimacie; gorące, wilgotne lata mogą być dla nich torturą. Lepiej się czują unikając ostrych przypraw.

Z tych powodów wynika fundamentalna zasada ayurvedy. Czynniki zwiększające vata zaburzają równowagę osób o układzie psychofizycznym typu vata, mogą być jednak pomocne w przypadku pitta i kapha, które zmniejszają lub łagodzą vata, utrzymują lub odbudowują umysłową, emocjonalną i fizyczną równowagę. Ta sama zasada dotyczy pitta i kapha. Dlatego też często będziemy używali zwrotów: zwiększający lub nasilający vata (pitta, kapha), równoważący lub łagodzący vata (pitta, kapha) - w odniesieniu do ziół, pokarmów, ćwiczeń, które przyczyniają się do powstawania równowagi lub nierównowagi.

Autor: Ace Simpson (Śri Prahlada dasa)

Śrila Prabhupada pisze list do uzna­nego kardiologa, Dr Wilfreda G. Bigelow: "Mówisz, że głównym pytaniem jest, "Gdzie jest dusza, i skąd ona pochodzi?" To nie jest trudno zrozu­mieć..."

W 1968 roku, przemawiając przed zgromadzeniem studentów w Massachusetts Institute of Technology, Śrila Prabhupada wskazuje na poważne opóźnienie w badaniach technologicznych "Chociaż macie tak wiele działów wiedzy," mówi "to nie ma działu, którego celem byłoby odkrycie różnic pomiędzy ciałem żywym i martwym."

Chociaż współczesna nauka jest bardzo zaawansowana w po­znaniu mechanicznego działania fizycznego ciała, to jednak poświęca bardzo mało uwagi studiowaniu iskry duchowej, która ożywia to ciało. W, artykule z Montreal Gazette, podanym ni­żej, widzimy jak światowej sławy kardiolog, Wilfred G. Bigelow domaga się systematycznych badań, które by rozstrzygnęły, czym dusza jest i skąd pochodzi. Poniżej wydrukowany jest list Śri­la Prabhupady, bądący odpowiedzią na poważną propozycję Dr Bi­gelow. Śrila Prabhupada podaje podstawową wiedzę wedyjską o duszy i proponuje praktyczną metodę dla naukowego zrozumienia iskry duchowej, która ożywia ciało.

Tytuł artykułu w Montreal Gazette:

Chirurg serca pragnie wiedzieć czym jest dusza

WINDSOR - Kanadyjski chirurg serca mówi, że wierzy, iż ciało posiada duszę, która oddziela się od niego w chwili śmierci i teologowie powinni postarać się zdobyć większą wiedzę na ten temat.

Dr Winfred G. Bigelow, dyrektor zespołu chirurgii kardionaczyniowej w Toronto General Hospital, powiedział, że "jako osoba, która wierzy, że dusza istnieje, uważa, że nadszedł czas, aby odsłonić tę tajemnicę i przekonać się,co to jest".

Bigelow był członkiem zespołu dyskutantów, który pojawił się przed Essex County Medical-Legal Society, aby przedyskuto­wać problemy towarzyszące próbom zdefiniowania dokładnego mo­mentu śmierci.

Pytanie to stało się bardzo żywotne w wieku przeszczepu serca i innych organów w przypadkach, kiedy ofiarodawca nie­uchronnie umiera.

Canadian Medical Association wydało szeroko przyjętą defi­nicję śmierci jako momentu, kiedy pacjent jest w stanie śpią­czki, nie odpowiada na żadnego rodzaju bodźce, a zanotowane na maszynie fale mózgowe są płaskie.

Innymi członkami zespołu dyskusyjnego byli Justice Edson L. Haines z Ontario Supreme Court i J. Francis Leddy, prezy­dent University of Windsor.

Bigelow, dokładnie wyjaśniając punkty, które poruszył podczas dyskusji, powiedział w późniejszym wywiadzie, że jego trzydzieści dwa lata spędzone w chirurgii nie pozostawiają mu żadnych wątpliwości co do tego, że dusza istnieje.

"Są pewne przypadki, kiedy zdarza się nam być obecnym w momencie kiedy ludzie przechodzą ze stanu życia do śmierci i wówczas następują jakieś tajemnicze zmiany.

"Jednym z najbardziej zauważalnych faktów jest nagły za­nik życia czy blasku oczu. Stają się one mętne i dosłownie bez życia.

"Trudno jest zdokumentcwać to, co się obserwuje. W rzeczy­wistości, nie myślę, żeby można było to doskonale udokumento­wać ".

Bigelow, który zyskał światową sławę za swoją pionierską pracę w "głębokim zamrażaniu", chirurgicznej technice znanej jako hipotermia i za swoje osiągnięcia na polu chirurgii za­stawek sercowych, powiedział, że "zarówno technologia, jak i pokrewne nauki uniwersyteckie powinny podjąć badania nad du­szą".

Podczas dyskusji Leddy powiedział, że jeśli dusza istnieje, nie zobaczycie jej. Nie odnajdziecie jej."

"Jeśli istnieje zasada żywotności czy też życia, to co to jest?" Problem polega na tym, że "dusza nie istnieje gdzieś specyficznie, geograficznie. Jest ona wszędzie, a mimo tago nie ma jej w żadnym miejscu w ciele."

"Dobrze by było zacząć eksperymentować, ale nie wiem w jaki sposób sobie z tym poradzicie," - powiedział Leddy...

"We współczesnej medycynie" - powiedział Bigelow - kiedy coś zostało przyjęte za niewytłumaczalne, "hasłem jest znaleźć odpowiedź, wziąć to do laboratorium, zabrać to gdzieś', gdzie można odkryć prawdę."

Centralnym problemem, powiedział Bigelow, jest, "gdzie znajduje się dusza i skąd ona pochodzi?"

Śrila Prabhupada podaje wedyjskie dowody

Mój drógi Mr Bigelow:

Przyjmij moje pozdrowienia. Ostatnio przeczytałem w ?Gazette" artykuł Rae Corelli zatytułowany "Chirurg serca pragnie wiedzieć, czym jest dusza" i było to bardzo' interesujące. Two­je komentarze wykazują wielką wnikliwość, więc postanowiłem napisać ci na ten temat...

Niewątpliwie dusza jest obecna w sercu żywej istoty i jest to źródło wszelkich energii, które utrzymują ciało. Energia duszy rozprzestrzenia się po całym ciele, i jest znana jako świadomość. Ponieważ ta świadomość rozprowadza energię duszy po całym ciele w każdej części tego ciała, można odczuwać ból i przyjemność. Dusza jest indywidualna i transniigruje ona z jed­nego ciała do innego, tak jak osoba transmigruje od niemowlęcości do dzieciństwa, od dzieciństwa do młodości, a następnie do zaawansowanej starości. Wówczas następuje zmiana nazywana śmiercią ? kiedy zmieniamy ciało na nowe, tak jak zmieniamy nasze stare ubranie na nowe. To nazywane jest transmigracją duszy.

Kiedy dusza pragnie cieszyć się tym materialnym światem, zapominając o swoim prawdziwym domu w świecie duchowym, przyj­muje ona to życie ciężkiej walki o egzystencję. To nienatura­lne życie powtarzających się narodzin, śmierci, choroby, sta­rości, może zostać zatrzymane, kiedy jej świadomość łączy się z najwyższą świadomością Boga. To jest podstawowa zasada na­szej świadomości Kryszny.

Jeśli chodzi o transplantację serca, to nie ma kwestii sukcesu, dopóki w sercu nie znajduje się dusza. Więc obecność duszy musi być przyjęta. Jeśli przy zbliżeniu seksualnym nie ma duszy, to nie ma poczęcia, nie ma ciąży. Metody zapobiega­nia ciąży niszczą łono, tak że nie jest już ono dłużej dobrym miejscem dla duszy. To jest przeciwne prawu Boga. Dusza jest posyłana do określonego łona z polecenia Boga, ale poprzez tę metodę zapobiegania ciąży odmawia się jej tego łona i musi ona zostać umieszczona w innym łonie. To jest nieposłuszeństwo Najwyższemu. Na przykład, weźmy człowieka, który przypuszczal­nie ma zamieszkać w jakimś określonym mieszkaniu. Jeśli jed­nakże jest tam tyle różnych zakłóceń, że nie może on wejść do tego mieszkania, to znajduje się on w bardzo niekorzystnej sy­tuacji. Jest to nielegalna ingerencja i podlega karze.

Podjęcie "badań nad duszą" z pewnością oznaczałoby postęp nauki. Ale dzięki postępowi nauki nie będzie się w stanie od­naleźć duszy. Obecność duszy może być jedynie przyjęta poprzez wnioskowanie. Z literatury wedyjskiej dowiesz się, że rozmiar duszy wynosi jedna dziesięciotysięczna punktu. Materialny naukowiec nie jest w stanie zmierzyć długości czy szerokości punktu. Zatem naukowiec materialny nie jest w stanie postrzec duszy. Istnienie duszy można jedynie przyjąć od autorytetu. To, do czego dochodzą najwięksi naukowcy, my wytłumaczyliśmy j uż dawno.

Skoro tylko rozumie się istnienie duszy, natychmiast można zrozumieć istnienie Boga. Różnica pomiędzy duszą i Bogiem jest taka, że Bóg jest bardzo wielką duszą, a żywa istota jest du­szą znikomych rozmiarów. Jakościowo są one równe. Dlatego Bóg jest wszechprzenikający, a żywa istota jest zlokalizowana. Ale natura i cechy są te same.

Głównym problemem, jak mówisz, jest "Gdzie jest dusza i skąd ona pochodzi?" To nie jest trudno zrozumieć. Już przedy­kutowaliśmy to, że dusza rezyduje w sercu żywej istoty i że po śmierci przyjmuje schronienie innego ciała. Oryginalnie dusza pochodzi od Boga. Tak jak iskra pochodzi z ognia, i kiedy spa­da na ziemię, zdaje się ginąć, tak iskra duszy pierwotnie przychodzi ze świata duchowego do świata materialnego. W tym świecie materialnym upada w trojakiego rodzaju warunki, które są nazywane siłami natury. Kiedy iskra spada z ognia na suchą trawę, to nadal zachowuje swoją cechę ? ognistość. Kiedy spada ona na ziemię, nie może zamanifestować swojej cechy ognistości, jeśli grunt ten nie jest korzystnie usytuowany. A jeśli spada na wodę, zostaje zniszczona. Tak również znajdujemy tro­jakie warunki życia. Jedna żywa istota całkowicie zapomniała o swojej naturze duchowej. Inna prawie zapomniała, ale nadal ma instynkt duchowej natury, a jeszcze inna w pełni poszukuje du­chowej doskonałości. Istnieje bona fidę metoda do osiągnięcia doskonałości duchowej przez tę duchową iskrę duszy, i jeśli jest ona właściwie kierowana,z łatwością wraca do domu, z pow­rotem do Boga, skąd oryginalnie opadła.

Byłoby to wielką przysługą dla społeczeństwa ludzkiego, gdyby te autoryzowane informacje z literatury wedyjskiej zos­tały zaprezentowane współczesnemu światu w oparciu o współcze­sne naukowe poznanie. Fakt ten jest już obecny. Jedynie musi być przedstawiony w sposób odpowiedni współczesnemu rozumie­niu.

Z poważaniem
A.C. Bhaktivedanta Swami

Kiedy spoglądamy na niebo pełne gwiazd - podziwiając jego piękno oraz niesamowitą głębię - zastanawiamy się nad jego bezmiarem oraz tajemnicą pochodzenia. Szukając odpowiedzi możemy przeglądnąć, któryś z współczesnych podręczników czy opracowań naukowych na temat początków naszego wszechświata, gdzie znajdziemy w nich jedną z wersji teorii wielkiego wybuchu: "Na początku cała materia skupiona była w jednym punkcie o nadzwyczaj wysokiej temperaturze, a następnie wybuchła z ogromną siłą. Z rozprzestrzeniającej się super gorącej chmury subatomowych cząstek, stopniowo ukształtowały się atomy, następnie, gwiazdy, galaktyki, planety i wreszcie życie." Wyjaśniając działanie wszechświata i człowieka w sposób mechanistyczny, traktując je wyłącznie jako produkty materii, działające zgodnie z prawami przyrody, naukowcy tradycyjnie odrzucają czynniki nie fizyczne, zwłaszcza wtedy, gdy implikuje to istnienie Boga, Świadomej, Osobowej Inteligencji. Twierdzi się, że byłoby to sprzeczne z naukowymi metodami analizowania i badania rzeczywistości.

Zwolennicy teorii wielkiego wybuchu nie mogą zaakceptować Wyższej Inteligencji, jako najwyższego planisty oraz kontrolera wszechświata. Laureat Nagrody Nobla, austriacki fizyk, Erwin Schordinger - odkrywca fundamentalnych równań mechaniki kwantowej - w swojej książce Mind and Mater argumentuje to w ten sposób: "Żaden osobowy bóg nie może stworzyć modelu świata, usunąwszy z niego wszystko, co osobowe". [Przypis 1] Tak więc nie trudno zrozumieć, że to nie dzięki empirycznym odkryciom i rzeczywistym faktom wyeliminowaliśmy Boga z fizycznej rzeczywistości lub ograniczyliśmy Jego rolę we wszechświecie. To raczej wybrana przez nas droga - metoda z góry określonych założeń - od samego początku wyklucza Jego istnienie.

Podejmowana przez większość naukowców próba zrozumienia wszechświata w kategoriach czysto fizycznych, oparta jest na trzech głównych założeniach:

1) wszystkie zjawiska można całkowicie wytłumaczyć prawami przyrody, wyrażonymi w języku matematyki, 2) prawa fizyczne działają w każdym miejscu i czasie, 3) podstawowe prawa przyrody są proste, oparte na chemiczno-fizycznej zasadzie bytu

4) Wiele osób przyjmuje owe założenia, jako rzeczywistą podstawę oceny świata, pomimo, że do tej pory nie poparto ich słuszności rzetelnymi dowodami. Są one jedynie elementem arbitralnego poglądu na rzeczywistość.

Dostrzegając złożoność zjawisk, w obliczu których staje każdy obserwator wszechświata, postanowiono skorzystać z metody redukcjonistycznej. Twierdzi się w związku z tym, że "należy sprowadzić wszystko do wartości mierzalnych i opisać za pomocą prostych, uniwersalnych praw fizyki". Jednakże nie ma żadnych logicznych powodów, by wykluczać alternatywne poglądy dotyczące wszechświata, które uwzględniałyby prawa i zasady o nie dającej się zredukować złożoności "wyższej natury". Jednak zdaniem większości naukowców, wszechświat może być całkowicie opisany przy pomocy prostych wzorów matematycznych. Leon Lederman - dyrektor Fermi National Accelerator Laboratory w Batavii, w stanie Ilinois, powiedział: "Mamy nadzieję, że opiszemy cały wszechświat jednym, prostym wzorem, który będzie można nosić na koszulkach". [Przypis 2]

Jest kilka powodów, dla których naukowcy czują się zmuszeni do przyjęcia strategii upraszczania. Jeżeli rzeczywistość można opisać prostymi prawami ilościowymi, to istnieje pewna szansa poznania jej oraz możliwość manipulowania nią, nawet przy uwzględnieniu ograniczeń ludzkiego umysłu. Naukowcy zakładają zatem możliwość opisania rzeczywistości i tworzą w tym celu wiele różnych teorii. Jeżeli jednak wszechświat jest nieskończenie złożony, to bardzo trudno będzie nam go poznać naszym ograniczonym, ludzkim umysłem i zmysłami. Z kolei to, czy prawa fizyczne odkryte w laboratoriach na Ziemi obowiązują zawsze i w każdym punkcie wszechświata, jest z pewnością kwestią otwartą. Na przykład zaobserwowane w laboratorium określone zachowanie pola elektrycznego, nie daje gwarancji, że będzie ono takie samo w bardzo odległych rejonach wszechświata, albo że było takie samo miliardy lat temu.

Mimo to, tego typu założenia odgrywają decydującą rolę w próbach opisania początku wszechświata oraz natury odległych obiektów, takich jak na przykład kwazary. Ostatecznie nie możemy cofnąć się o miliardy lat w przeszłość, do początku istnienia wszechświata, a także nie mamy bezpośrednich dowodów na to, że nasze prawa obowiązują poza Układem Słonecznym. Współczesna kosmologia wydaje się być czymś niepewnym, ponieważ bada bardzo duży wszechświat na podstawie bardzo małego, podlegającego wielu wpływom, fragmentu rzeczywistości. Ponadto obserwujemy ten fragment przez bardzo krótki wycinek jego całego czasu istnienia. Wydaje się także, iż sama próba stworzenia prostego, matematycznego modelu wszechświata, odpowiadającego rzeczywistości, napotyka na zasadnicze trudności, które spróbujemy opisać poniżej.

Osobliwa osobliwość

Jednym z największych problemów, przed jakim stoją zwolennicy teorii wielkiego wybuchu, jest to, że chociaż próbują opisać początek wszechświata, to proponowany przez nich scenariusz nie jest możliwy do opisania matematycznie ani fizycznie. Zgodnie ze standardowymi teoriami wielkiego wybuchu, pierwotnym stanem wszechświata był punkt o nieskończenie małych rozmiarach oraz o nieskończenie dużej gęstości i temperaturze. Jednakże taki pierwotny stan wykracza poza opis matematyczny. Tak naprawdę nic nie można o nim powiedzieć, a wszelkie obliczenia zawodzą. Jest to podobne do próby podzielenia liczby przez zero. Jaki będzie wynik 1? ...5? ...5 trylionów? Technicznie, zjawisko to określa się mianem osobliwości.

Sir Bernard Lovell, profesor radioastronomii na Uniwersytecie Manchester, tak wyraził się o osobliwości: "Próbując w sposób fizyczny opisać początek czasu, napotykamy na przeszkodę. Powstaje pytanie, czy rzeczywiście stanowi to zasadniczą barierę w naukowym opisie początkowego stanu wszechświata, czy też nie. Związane z tym trudności pojęciowe w naszych rozważaniach jednego punktu na początku czasu, są niezwykle istotne". [Przypis 3] Jak dotąd bariery tej nie pokonali nawet najwybitniejsi przedstawiciele teorii wielkiego wybuch. Widać zatem, że teoria ta w ogóle nie opisuje początku wszechświata, gdyż osobliwość z definicji jest nie opisywalna.

Podczas, gdy w popularnonaukowych wyjaśnieniach problem osobliwości jest całkowicie pomijany, to w bardziej szczegółowych sprawozdaniach naukowych, starających uporać się z jego faktycznymi matematycznymi implikacjami, jest on uważany za rzecz niedopuszczalną z naukowego punktu widzenia. Steven Hawking - profesor matematyki na Uniwersytecie w Cambridge oraz G.F.R. Ellis - profesor matematyki na Uniwersytecie w Cape Town, w swojej książce The Large Scale Structure of Space - Time, wykazują: "Wydaje się, że można przyjąć, iż przewidywanie przez teorię fizyczna czegoś takiego, jak osobliwość świadczy o załamaniu się tej teorii". I dodają: "Osiągnięte przez nas rezultaty potwierdzają koncepcję, że wszechświat zaistniał skończony czas temu. Jednakże rzeczywisty punkt powstania - zwany osobliwością - znajduję się poza zasięgiem obecnie znanych praw fizyki." [Przypis 4]

Każdy opis początku wszechświata zaczynający się od czegoś niemożliwego do opisania w kategoriach fizyki jest kwestią otwartą. Jednak zaraz pojawia się kolejna trudność. Skąd wzięła się osobliwość? Ponadto problem osobliwości jest tylko częścią większego problemu, polegającego na zrozumieniu źródła początkowego stanu wszechświata. Jeśli model początku wszechświata dopuszcza istnienie osobliwości, to z pewnością stwarza poważne trudności teoretyczne, lecz nawet jeśli uda się pominąć osobliwość, to nadal stoimy przed pytaniem, skąd wziął się wszechświat?

W nadziei uniknięcia całego zagadnienia związanego ze źródłem, niektórzy naukowcy proponują tak zwany "wszechświat, który rozszerza się i kurczy raz za razem w nieograniczenie długim czasie." Taki wszechświat nie ma początku ani końca. Istnieje jedynie niekończący się cykl rozszerzania się i kurczenia. Zatem stwierdzenie, że nie istnieje żadne źródło, oraz że materialny wszechświat istniał zawsze, rozwiązuje cały ten problem. Ale nie do końca. Jak dotychczas, nikt nie przedstawił zadawalającego wyjaśnienia mechanizmu pulsacji. Fizyk Steven Weinberg w swojej książce Pierwsze Trzy Minuty wykazuje, że z każdą kolejną pulsacją, we wszechświecie wzrasta stosunek fotonów do nukleonów, co prowadzi do wygasania nowych pulsacji. Wniosek jest taki, że liczba cyklów jest skończona, a więc w pewnym momencie pulsacje te musiały się zacząć. [Przypis 5] Zatem ponownie stajemy w obliczu problemu źródła.

Wszechświat inflacyjny

Współczesnych kosmologów niepokoją również inne problemy. Według tradycyjnej teorii wielkiego wybuchu, po to, aby można było przewidzieć rozprzestrzenienie się materii, które obserwujemy we wszechświecie, stan początkowy musi być niesłychanie precyzyjnie zestrojony. Pojawia się zatem pytanie, w jaki sposób do tego doszło?

Fizyk Alan H. Guth z Massachusetts Institute of Technology przedstawił wersję modelu wielkiego wybuchu, w której owe wymagane, precyzyjne dostrojenie odbywa się automatycznie, tak że nie ma potrzeby sztucznego wprowadzania go do równań. W tym modelu, zwanym modelem inflacyjnym, założono, że w szybko rozszerzającym się przegrzanym obszarze wszechświata, mała jego część zastyga, a następnie zaczyna rozprzestrzeniać się jeszcze gwałtowniej. Właśnie ta faza szybkiego rozprzestrzeniania się materii rozwiązuje pewne trudności związane z standardowymi teoriami wielkiego wybuchu.

Jednakże również w wersji Gutha nie wszystko jest rozwiązane. Był on zmuszony tak dobrać wszystkie równania, by otrzymać wynik, zgodnie z którym wszechświat będzie inflacyjny. Oznacza to, że staną w obliczu tej samej trudności, którą jego model miał usunąć. Miał nadzieję, że precyzyjnie opisze zestrojenie się wszechświata powstałego w wyniku wielkiego wybuchu, a tym czasem sam jego model, z niewiadomych przyczyn, wymaga zestrojenia.

Innym problemem tej teorii jest brak nawet próby wyjaśnienia źródła przegrzanego, rozszerzającego się stanu, z którego miałaby nastąpić inflacja. Według Gutha, inflacja zachodzi na etapie początkowym. Model ten nie rozwiązuje jednakże omawianego już wcześniej problemu osobliwości. Oczywiście można założyć, że stan początkowy to przypadkowy chaos, w którym pewne obszary były gorące, inne zimne, pewne rozszerzały się, zaś inne kurczyły. Inflacja rozpoczyna się na obszarze, który jest niezwykle gorący i ciągle się powiększa. Guth przyznaje jednak, że nie potrafi fizycznie wyjaśnić źródła tego wyobrażonego, przypadkowego i początkowego chaosu.

Ogólna teoria względności i rzeczywistość kwantowa

W tym momencie nasi naukowcy teoretycy prawdopodobnie podziękują nam za sugestię o bezsilności ich wysiłków. Jednakże po chwili zagrają dwoma mocnymi kartami w postaci ogólnej teorii względności i mechaniki kwantowej. Faktem jest, że te dwie teorie okazały się skuteczne w opisie pewnych zjawisk fizycznych, lecz nie dowodzi to, że są doskonałe pod każdym względem.

Ogólna teoria względności opisuje zakrzywioną czasoprzestrzeń i jest integralną częścią każdej współczesnej teorii początku wszechświata, z teorią wielkiego wybuchu i modelem inflacyjnym Gutha włącznie. Jeśli ogólna teoria względności wymaga jakiejkolwiek rewizji, to każda oparta na niej teoria początków wszechświata także będzie tego wymagała.

Głównym problemem teorii względności Einsteina jest to, że wyklucza ona czas taki jakim go znamy. W ensteinowskiej teorii względności, czas i przestrzeń łączą się, tworząc czterowymiarowe, czasoprzestrzenne continuum. Nie można już opisać danego przedmiotu jako zajmującego określone miejsce w przestrzeni w określonym czasie. Relatywistyczny opis przedmiotu ukaże jego przestrzenne i czasowe istnienie jako całość, połączone od początku do końca. Na przykład ludzka istota zostałaby przedstawiona jako całość rozwoju od embriona do martwego ciała. Takie konstrukcje noszą nazwę "robaków czasoprzestrzennych". Jeżeli jesteśmy "robakami czasoprzestrzennymi", to stanowimy tylko układy materii; nie jesteśmy osobami obdarzonymi świadomością.

Definiując ludzkie istoty w ten sposób, unieważniamy nasze indywidualne postrzeganie przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, co może doprowadzić do wniosku, że jest ono nierzeczywiste. Jest to efekt odrzucania świadomości, która obejmuje doświadczanie chwili obecnej. W rzeczywistości doświadczamy, że nasza obecna postać jest prawdziwa, zaś na przykład w postać dziecka istnieje tylko w naszej pamięci. Jako świadome istoty możemy stanowczo doświadczyć tego, iż zajmujemy określoną formę cielesną w określonym czasie Pomimo to, teoria względności przemienia szereg wypadków w pojedyncze, ujednolicone czasoprzestrzenne istnienia. Oznacza to, że wszystkie koncepcje początku wszechświata oparte na teorii względności wykazują braki w opisie naszego świadomego postrzegania czasu, co sprawia, że tak naprawdę są one bardzo trudne do przyjęcia.

Wszystkie aktualne teorie kosmologiczne silnie podpierają się domeną współczesnej nauki, mianowicie mechaniką kwantowa, która definiuje zachowanie się cząsteczek atomowych i subatomowych. Jednakże stosowanie mechaniki kwantowej do opisu wszechświata stwarza wiele poważnych trudności. Z definicji, wszechświat zawiera wszystkich obserwatorów, więc nie można w fizycznym systemie wszechświata umieścić obserwatora na zewnątrz. Próbując sformułować taką wersję mechaniki kwantowej, która nie wymagałaby obserwatora zewnętrznego, znakomici fizycy, tacy jak John Wheeler, wysunęli tezę, że wszechświat bezustannie dzieli się na niezliczone, identyczne wszechświaty... Jeśli teoria wielkiego wybuchu ma wyjaśnić początek wszechświata, tak aby wyjaśnienie to było zgodne z mechaniką kwantową, powstanie jeszcze nie jedna niezwykła hipoteza.

Jeszcze więcej problemów istnieje w redukcjonizmie materialnym, który stosuje większość naukowców. Zarówno ogólna teoria względności, jak i mechanika kwantowa prowadzą do zadziwiających wniosków, kiedy próbuje się je zastosować w kosmologii, ale trudności te wzrastają do niezwykłych rozmiarów przy połączeniu obu tych teorii w celu dokonania właściwego opisu zarówno samego wszechświata, jak i jego początku. Proponowanym rezultatem jest teoria wielkich unifikacji (Grand Unified Theory - GUT) mogąca ująć wszystkie działające we wszechświecie siły jednym, prostym, ogólnym matematycznym wyrażeniem. Ogólna teoria względności potrzebna jest do wyjaśnienia podstawowych struktur czasoprzestrzeni, zaś mechanika kwantowa potrzebna jest do wyjaśnienia zachowania się cząsteczek elementarnych atomu. Wydaje się jednak, że te dwie teorie są ze sobą sprzeczne.

Pierwszym krokiem ku tej matematycznej integracji jest teoria pola kwantowego, która próbuje opisać zachowania elektronów, łącząc mechanikę kwantową z einsteinowska szczególną teorią względności. Mimo, iż teoria ta odniosła kilka znaczących sukcesów, jej twórca - laureat Nagrody Nobla - P. A. M. Dirac oświadczył: "Dla teorii tej nie jest możliwe stworzenie solidnych podstaw matematycznych" [Przypis 6]. Kosmolodzy mówią, że potrzebują teorii wielkich unifikacji, aby opisać początek wszechświata, ale jak na razie teoria taka nie istnieje. Może to oznaczać, że obecne modele teorii wielkiego wybuchu i rozszerzającego się wszechświata nie mają żadnych podstaw matematycznych.

Od czasów Newtona i Galileusza w programie nauk fizycznych istniały założenia wyrażania wszystkiego w kategoriach matematycznych. Ponadto podstawową zasadą w tych założeniach jest zasada mówiąca, że opisy matematyczne muszą potwierdzać obserwacje i kontrolowane eksperymenty. Tu jednakże zauważamy, że teorie wielkiego wybuchu nie spełniają tych wymagań. Teorie fizyczne powinny cechować się również prostotą, a jak tutaj widzimy z każdym kolejnym sformułowaniem, stają się coraz bardziej zawiłe i dziwne.

W tym miejscu każdy badacz napotyka tę samą trudność, co niezbyt poważani lidzie wierzący w Boga, których może zapytać: "Skąd wziął się Bóg?" I tak jak teiści odpowiedzą, że Bóg to bezprzyczynowa wszystkich przyczyn, tak ludzie nauki stoją obecnie przed perspektywą oświadczenia, że matematycznie nie opisywalny punkt o nieskończonej gęstości i nieskończenie małych rozmiarach, istniejący jako coś pierwotnego w stosunku do wszelkich koncepcji czasu i przestrzeni, jest bezprzyczynową przyczyną wszystkich przyczyn. Jednakże takie niesprawdzalne twierdzenia o zjawisku materialnym, może zostać zakwestionowane na tych samych zasadach, co oświadczenia świętych i mistyków. Wydaje się więc, że w celu bardziej dokładniejszego ustalenia początku wszechświata, należałoby rozważyć możliwość przyjęcia metod dociekania i badania, wykraczających poza ramy współczesnej fizyki (?).

Alternatywny obraz rzeczywistości

Teoria wielkiego wybuchu ma na celu opisać wszechświat, lecz jej główny problem polega na tym, że wiele aspektów wszechświata jest nadal na tyle niezrozumiałych, iż nie mogą być przedmiotem takiego opisu. Tradycyjnie przyjmuje się, że teorię naukową można zaakceptować wtedy, gdy wychodząc z początkowego układu, można dojść jasno i prosto potwierdzić przyszłą sytuację. Wartość teorii, w której trzeba kluczyć, by dojść do przekonywujących przewidywań, jest wątpliwa. Jak pisze Steven Weinberg w Pierwszych trzech minutach: "Teoria powstania galaktyk jest jednym z wielkich problemów astrofizyki, które wydają się być jeszcze bardzo dalekie od rozwiązania" [Przypis 7]. Inna z wielkich tajemnic jest problem brakującej masy. Fizyk David Schramm z Uniwersytetu w Chicago wyjaśnia: "Na podstawie obliczeń mocy światła emitowanego przez Drogę Mleczną, możemy przyjąć, że nasza galaktyka posiada masę około stu miliardów słońc. Lecz gdy weźmiemy ten sam obiekt (Mleczną Drogę) i prześledzimy w jaki sposób zachowuje się w stosunku do innych galaktyk, takich jak sąsiednia Andromeda, odkryjemy, że nasza galaktyka grafituje ku Andromedzie z taką siłą, jakby miała masę niemal dziesięciokrotnie większą" [Przypis 8].

Wydaje się zatem, że brakuje na ponad 90% masy wszechświata. Astronomowie z niezachwianą wiarą twierdzą, iż wszechświat ma średnice "X" milionów lat świetlnych i że istnieje od "Y" milionów lat. Mówi się, że zdefiniowano już wszystkie główne obiekty we wszechświecie, takie jak galaktyki, odległe gwiazdy, mgławice, kwazary itd. A tym czasem nie poznaliśmy wystarczająco nawet naszej Drogi Mlecznej. Aby to zilustrować ? znany astronom, Bart J. Bok napisał w Scientific American: "Wspominam połowę lat 70-tych jako czas, kiedy obserwowałem wraz z kolegami Drogę Mleczną. Byliśmy całkowicie pewni siebie ... nie podejrzewając, że wkrótce staniemy przed koniecznością wydłużenia promienia Drogi Mlecznej trzy albo więcej razy i dziesięciokrotnego zwiększenia jej masy". Jeśli pod tylu dziesięcioleciach obserwacji trzeba było zrewidować tak podstawowe wymiary, to co może przynieść przyszłość?

Podobnie jest z wiedzą na temat naszego systemu słonecznego. Tradycyjne wyjaśnia się, że planety powstały w skutek zagęszczenia chmur gazu i pyłu kosmicznego. Nie jest to jednak przekonywujące ponieważ nigdy nie udało się podać zadawalających równań opisujących wzajemne oddziaływania obłoków gazu. William McRae, profesor astronomii Uniwersytetu Angielskiego w Sussex, stwierdza: "Sprawa powstania Układu Słonecznego jest najbardziej godną uwagi spośród wszystkich nierozwiązanych problemów w astronomii" [Przypis 9].

Zatem stosowana przez kosmologów strategia redukcjonizmu materialistycznego uniemożliwiła im dojście do wiarygodnych wniosków o pochodzeniu i naturze wszechświata. Z pewnością nie ma poważnego powodu, aby upierać się przy założeniu, że ostateczne odpowiedzi na pytania stawiane przez kosmologię muszą się zawierać w prostych prawach fizycznych, wyrażonych w języku matematyki. W rzeczywistości metoda ilościowa okazała się nieodpowiednia do wyjaśnienia wielu bardzo bliskich nam zjawisk, a co tu dopiero mówić o opisie całego ogromnego wszechświata. Zatem na pewno jest jeszcze za wcześnie, by wykluczyć inne koncepcje kosmologiczne.

Rozważając alternatywne koncepcje dla niemechanistycznego opisu natury, John Gribbin w swojej książce White Holes, z zachwytem określa je jako "najnowszą serię szczytowych wzlotów wyobraźni twórczych myślicieli, których dziś już nie nazywamy prorokami, jasnowidzami ani wyroczniami, ale naukowcami." [Przypis 10] Jednym z takich uniesień jest koncepcja białej dziury, czyli kwazara, który w kosmicznym wytrysku wypluwa z siebie całą galaktykę. Gribbin pisze: "Czy białe dziury nie mogłyby w rzeczywistości dzielić się na fragmenty, tak by galaktyki rozmnażały się jak ameby przez patogenezę (dzieworództwo)? Brzmi to tak nieprawdopodobnie w świetle naszych codziennych doświadczeń z materią, że warto spojrzeć na standardowe teorie formowania się galaktyk, choćby po to, by pokazać, jak bardzo są one nieprzydatne jako wyjaśnienia faktycznie istniejącego wszechświata. Rozmnażanie się przez podział białych dziur może być tym oczekiwanym przez nas rozwiązaniem, ponieważ żadna inna teoria nie potrafi dać zadawalających wniosków. Jest to z pewnością rozwiązanie, które musimy przyjąć" [Przypis 11].

Inną poważnie przyjmowaną przez kosmologów ideą, są tunele czasoprzestrzenne, czyli tzw. kosmiczne kanały. Pomysł ten, po raz pierwszy został omówiony w 1962 roku przez fizyka Johna Wheelera w jego książce Geometrodynamics, w której przedstawił możliwość nadprzestrzennych, niezwykle szybkich przelotów międzygalaktycznych, trwających normalnie miliony lat - przy podróżowaniu z prędkością świtała Niektóre wersje koncepcji owych kanałów nadprzestrzennych, upatrują w nich wejścia w przeszłość i przyszłość, czy też nawet do innych wszechświatów lub wymiarów.

Z początkiem tego wieku Einstein wysnuł postulat istnienia czwartego wymiaru; obecnie, w miarę postępu badań nad wnioskami z jego równań pola grawitacyjnego, dodawane są kolejne wymiary. Paul Davies, fizyk teoretyk, pisze: "Poza trzema wymiarami przestrzennymi i jednym czasowym, postrzeganymi w codziennym życiu, istnieje siedem dodatkowych, które dotychczas nie były zauważane"[Przypis 12].

Jak widzimy, współcześni naukowcy coraz częściej zmuszani są do opracowywania koncepcji na temat wszechświata, które burzą podstawy obecnego ortodoksyjnego poglądu naukowego. Chociaż koncepcje te nazywają się teoriami naukowymi, stosowniejszym określeniem byłoby słowo hipotezy, jako że nie są one ani udowodnione, ani wystarczająco opatrzone w aparat matematyczny. Jednocześnie możemy zauważyć, że tym co zdecydowało o wyparciu zjawisk nadprzyrodzonych przez naukę - czyli element wiary - występuje całkiem powszechnie w wielu publikacjach naukowych i wydaje się, że właśnie spekulacje dotyczące początku wszechświata, są tego najlepszym przykładem. Różnica jest jedynie taka, że naukowcy wierzą w materię i w swoje teorie z nią związane, podczas gdy teiści uznają Najwyższą Inteligencję.

Mimo to możemy zauważyć, że wzrasta również liczba naukowców, szczególnie wielkich teoretyków matematyki i fizyki (m.in. laureat Nagrody Nobla George Wald i William H. McCrea), w których dojrzewa przekonanie o konieczności istnienia takiej Wyższej Inteligencji. Nawet tak wielkie umysły nie potrafią wytłumaczyć doskonałej harmonii i organizacji wszechświata za pomocą znanych praw przyrody. "Dlatego ktoś musiał wszechświat stworzyć... Chociaż fizycy wzbraniają się przed tym, podświadomie wprowadzają Boga do swojej nauki... Zródło i piękno wszechświata oraz dziwne zbieżności w przyrodzie, kuszą by zrobić powrotny krok od nauki do religii" [Przypis 13]. Wielu osobom ta idea może przywieść na myśl fundamentalizm chrześcijański, na którego temat panują jednak różna opinie. Jednakże możliwości obecnych teorii kosmologicznych nie ograniczają się tylko do fundamentalistycznej chrześcijańskiej interpretacji Genesis.

Współczesnemu człowiekowi bardzo trudno konsekwentnie zaakceptować rolę Stwórcy (tzn. nie fizycznej zasady sprawczej), jako przyczynę wszystkich przyczyn. Niektórym wydaje się, że ta "nie fizyczna zasada sprawcza" jest kimś w rodzaju "Zegarmistrza", który nakręcił zegar kosmosu i pozostawił go samemu sobie. Inni myślą, że stworzył On świat i bacznie go obserwuje oraz utrzymuje, a jeszcze inni zakładają istnienie wszechprzenikającej Kosmicznej Energii. Koncepcje te nie wykluczają się wzajemnie i można je również pogodzić z obecnie panującym światopoglądem. Taką właśnie syntezę można odnaleźć w starożytnej literaturze wedyjskiej Jak powiedział Carl Sagan, podczas filmowania w Indiach serialu telewizyjnego Kosmos, "najbardziej wyszukane starożytne koncepcje kosmologiczne pochodzą z Indii. Hinduizm oparty na Wedach jest jedyną religią, w której skala czasu odpowiada naukowej kosmologii". Zauważył także, iż mędrcy starożytnych Indii utrzymywali, że wszechświat podlega postępującym cyklom tworzenia i destrukcji, w przedziałach czasu obejmujących tryliony lat. (Czytaj także: "Tajemnice przeszłości", Wiedza Wedyjska Nr 2/97, str. 5)

W wedyjskim opisie, materialny kosmos uważany jest za nieskończony ocean Viraja umieszczony wewnątrz małej części nieskończonego antymaterialnego świata. Na powierzchni tego oceanu znajdują się nieprzeliczone wszechświaty, czyli brahmandy, które można porównać do sferycznych baniek piany, zgrupowanych w gronach. Podobne są do pęcherzyków, które stopniowo rozszerzają się i rosną, gromadząc się w pobliżu materialnego brzegu oceanu i pozostają tam, pływając na wodach przyczyn. Każdy z tych kosmicznych globów składa się z serii okryw i wewnętrznych części zamieszkałych przez żywe, uwarunkowane istoty. W zaskakujący sposób przypomina to jedną z najnowszych teorii opracowanych w Massachusets Institute of Technology, według której brakująca masa materii znajduje się właśnie w powłokach pęcherzy, którymi jest przestrzeń pomiędzy galaktykami unoszącymi się na powierzchni "kosmicznej zupy". Trzecia księga Śrimad Bhagavatam podaje, że na początku cyklicznego istnienia, "pod wpływem interakcji zewnętrznej energii Najwyższego Pana Kryszny, zamanifestowana została totalna suma materii zwana mahat-tatvą. Następnie mahat-tatva została zróżnicowana w wiele form, jako zbiornik przyszłych istot" (Śrimad Bhagavatam 3.5.27-28). Według tego opisu, Mahat-tattva jest via medium po między czystą świadomością, a materialną egzystencją. Jest ona bezpośrednio powiązana z świadomością Najwyższej Istoty, ale mimo to przejawia się jako materia, czyli cień czystej świadomości.

Innym tematem zawartym w literaturze wedyjskiej jest formowanie się galaktyk, atomów, praw przyrody, czasu itd. Jest tam powiedziane, że Kryszna, Najwyższy Bhagavan, który jest daleko poza światem materialnym i nie ma z nim bezpośredniego związku, jest przyczyną sprawczą natury materialnej, dzięki swojej ekspansji - jako Paramatma. To właśnie Paramatma jest wszechprzenikającą Najwyższą Inteligencją widzianą jako źródło różnorodności form fizycznych oraz kosmicznej energii. Opisana jest jako zintegrowana, osobowa, wyższa, świadoma zasada wszechrzeczy, w której ciele istnieje całe stworzenie, i która jednocześnie istnieje w każdym atomie, a także pomiędzy nimi - zawierając w sobie wszelkie informacje o całym uniwersumi

Interesujące jest to, że również dzisiaj - mimo wielkiego sceptycyzmu - naukowcy zmuszeni są akceptować wyniki swoich obserwacji, które w niewiarygodnym stopniu nadwerężają możliwości naszego umysłu. Szczególnie dotyczy to fizyki kwantowej, gdzie naukowcy odkrywają właściwości materii wyraźnie nie fizyczne. Może to oznaczać, że również w przeszłości wszechświata mogły działać czynniki nie fizyczne i mogą także istnieć nie tylko nie fizyczne rejony kosmosu, ale także naszej makro i mikro rzeczywistości, która wydaje się nam być dobrze znana. Fizyk David Bohm przyznaje, że "ciągle zachodzi możliwość istnienia nieograniczonej różnorodności dalszych własności, jakości, bytów, systemów, poziomów itp., do których stosują się inne rodzaje praw przyrody i fizyki." [Przypis 14] Rzeczywiście, badając subatomowe cząsteczki, fizycy kwantowi odkrywają świat, w którym zjawiska niemożliwe stają się możliwe, a nierzeczywistość jawi się jako coś realnego. Tak wiec jest całkiem możliwe, że tak jak nasze rozumienie praw natury nieustannie się rozwija, podobnie może się pojawić obraz rzeczywistości całkiem różny od tego, jaki obecnie akceptujemy. Nie powinniśmy podchodzić do tego sceptycznie, skoro w świecie nauki, poważnie rozważa się opisane tutaj koncepcje, które - co ciekawe - nie są obce mądrości wedyjskiej.

Autor: Artur Malec

Przypisy

  1. E. Schroedinger - What Is Life? And Mind and Matter, str. 68 Cambridge: Cambridge University Press, 1967
  2. R. Wolkomir - Quark City Omni, str. 41, luty 1984
  3. Sir B. Lovell - The Universe, The Random House Encyclopedia, str. 37 New York: Random House, Inc., 1977
  4. W. Hawking i G.F.R. Ellis - The Large Scale Structure of Space ? Time str. 364, Cambridge: Cambridge University Press, 1973.
  5. S. Weinberg - The First Three Minutes, str. 143 New York: Bantam 1977.
  6. B. D. Witt - Quantum Mechanics and reality, str. 23 Physics Today, wrzesień 1970
  7. D. Hunter - The Grand Unification of Physics str. 91, Softalk, marzec 1984
  8. S. Weinberg - The First Three Minutes, tamże str. 68.
  9. Bart J. Bok - "The Milky Way Galaxy" Scientific American, str. 94, marzec 1981
  10. D. Bohm - Causality and Chance in Modern Physics str. 133, London: Routledge and Kegan Paul, Ltd., 1957
  11. J. Gribbin - White Holes, str. 9 New York: Delacorte Press, 1977
  12. J. Gribbin - White Holes, tamże str. 9
  13. P. Davies - The Eleventh Dimension, Science Digest str. 72, styczeń 1984
  14. W. McRae - "The Origin of Earth, Moon, and Planets" w Encyclopedia of Ignorance, str. 48 wyd. R. Duncan i M. Westom-Smith New York: Pergamon Press, Ltd., 1977

Ostatnio mówi się dużo o genach. Genetycy szczegółowo opisali skomplikowany sposób w jaki geny kontrolują życiowe funkcje biologiczne. Zanalizowali geny i opisali ich strukturę. Biolodzy molekularni zsyntetyzowali geny w laboratoriach i potrafią nawet zmienić mikroorganizmy na małe fabryczki. Wprowadzając do nich materiał genetyczny zmuszają je do wytworzenia potrzebnych związków biochemicznych.

Zachwyceni tymi sukcesami genetycy obiecują, że w przyszłości będą mogli całkowicie kontrolować chemię naszego ciała. Twierdzą, że w przyszłości będą w stanie wytworzyć każdą liczbę ludzkich istot z określonymi, pożądanymi cechami poprzez bezpłciowe rozmnożenie jednej osoby. Będą mogli wytworzyć każdą liczbę nadludzi albo uległych robotników. Ostatnio naukowcy oświadczyli, że już w roku 2000 będą mogli kontrolować starzenie się i śmierć. Postęp w genetyce uczyni nas nieśmiertelnymi.

Naukowcy wiedzą, że kluczem do szczęśliwej przyszłości rodzaju ludzkiego jest postęp w genetyce. Wierzą również, że genetyka jest kluczem do zrozumienia naszej przeszłości z powodu jej wielkiego znaczenia w teorii ewolucji. Ewolucjoniści mają nadzieję, że znajdą mechanizm, poprzez który mogły pojawić się niezliczone odmiany nowych, biologicznych form. Twierdzą, że będą mogli wyjaśnić w jaki sposób ludzkie istoty rozwinęły się z wcześniejszych form życia i ostatecznie z systemów nieżyjących. Wielu ewolucjonistów wierzy, że genetyczna mutacja wytworzy nowe gatunki biologiczne, chociaż jak dotychczas nie przedstawili na to żadnych konkretnych dowodów. Ile mamy naukowych dowodów na tego typu teorie i przepowiednie o naszej przyszłej wiedzy i możliwościach. Co możemy rzeczywiście osiągnąć dzięki genom? Optymistyczne nie potwierdzone przepowiednie o tym, czego może dokonać inżynieria genetyczna w przyszłości oraz teorie o naszej ewolucji z niższych form życia są oparte na założeniu, że geny są przyczyną powstania biologicznych form i funkcji. Jednakże udowodniono, że to założenie jest fałszywe. W ten sposób ślepa wiara w genetykę jest dobrym przykładem tego, że możemy nierozsądnie zaakceptować ograniczony technologiczny postęp za prawdę. W ten sposób unikamy odpowiedzialności za wykorzystanie naszej cennej ludzkiej inteligencji do odkrycia prawdziwego celu życia.

Geny i forma

Pierwszą osobą, która podjęła badania nad czynnościami genów był Gregor Mandel - austriacki mnich, który w połowie XIX w. analizował wariacje właściwości kolejnych generacji groszku. Kiedy jego prace zostały odkryte w 1900 roku rozpoczęto szerokie badania nad działalnością genów. Obecnie genetycy mogą przedstawić bardzo precyzyjne wzory dziedzictwa cech takich jak kolor naszych oczu, włosów oraz pewne cechy chemicznych związków naszego ciała. Jeśli jednak chcemy zachować naszą naukową uczciwość powinniśmy zauważyć, że nie otrzymujemy w ten sposób odpowiedzi na temat źródła biologicznych form.

Genetyka nie omawia źródeł funkcji i biologicznej struktury, ale jedynie dziedziczność rozmaitych cech w już istniejącej cielesnej strukturze i chemii. Posiadając pewne informacje o populacji rodziców genetycy mogą dokładnie przepowiedzieć jakie cechy rodzicielskie pojawią się w następnych pokoleniach, lecz nie mogą zupełnie nic powiedzieć np. na temat pochodzenia struktury oka. Oni po prostu zakładają, że podstawowe struktury już istnieją. Jak powiedział Paul Weiss - wybitny embriolog z Uniwersytetu Rockefellera: "Problem pochodzenia struktury oka czy jakiejkolwiek organicznej formy pozostaje zagadką. Nikt dotychczas nie udowodnił, że przyczyną powstania jakiejkolwiek struktury czy formy jest działalność genów" [Przypis 1].

Ogólnie zakłada się, że wszystkie informacje potrzebne do zbudowania żyjących organizmów z pierwszej zapłodnionej komórki pochodzą z DNA. Paul Weiss potępia to założenie: "Zgodnie z moimi odkryciami to oświadczenie jest oparte na ślepej wierze i nienaukowych, z góry wyrobionych sądach" [Przypis 2].

W rzeczywistości, nie tylko nikt nie może udowodnić, że geny całkowicie determinują biologiczną formę i funkcję, ale jest wiele dowodów na to, że tak nie jest. Najbardziej oczywistym z nich jest to, że wszystkie komórki organizmu, które mają różne formy i funkcje, mają tą samą genetyczną informację. Wszystkie komórki wielokomórkowych organizmów pochodzą pierwotnie z jednej komórki. Ta jedna komórka dzieli się na dwie, które się dzielą na cztery itd. Podczas tych podziałów każda komórka zaczyna przyjmować określoną rolę w rozwijającym się organizmie. Co zatem kontroluje współpracę tego skomplikowanego systemu rozwoju?

Można by z nadzieją zasugerować, że DNA zawiera program kontrolujący zróżnicowanie, ale jest to bardzo wątpliwe. Organizm może się przystosować do straty jednej ze swoich części w taki sposób, w jaki nie może zrobić tego maszyna. Na przykład jeśli zabijemy jedną z dwóch komórek dwukomórkowego embriona jeża morskiego to i tak z tego embriona rozwija się doskonały, chociaż mniejszy, dojrzały jeż morski. Takie same zjawisko występuje po zabiciu jednej, dwóch lub trzech komórek embriona czterokomórkowego. Zrośnięcie się dwóch komórek także powoduje powstanie jednego, nieco większego, dojrzałego organizmu [Przypis 3]. Te zjawiska nie mogą być spowodowane jedynie zorganizowanym działaniem DNA, ponieważ mechanistyczny system zostałby zaburzony i zniszczony przez usunięcie dużej jego części.

Embriolodzy zaobserwowali także, że dwie komórki znajdujące się na odpowiadających sobie pozycjach w dwóch embrionach mogą się znaleźć na zupełnie innych pozycjach w dojrzałych organizmach [Przypis 4].

Gdyby DNA kontrolowało rozwojem w mechanistyczny sposób, to z pewnością by do tego nie doszło."

Ponadto jeśli zmieszamy komórki wątroby myszy i pisklęcia to one się połączą i wytworzą funkcjonującą wątrobę zbudowaną z różnych komórek. To również nie byłoby możliwe, gdyby forma i funkcja wątroby była kształtowana przez geny, ponieważ genetyczne informacje w myszach i pisklętach są zupełnie inne.

Innym symptomem tego, że geny nie wpływają całkowicie na kształtowanie się osobistych cech jest to, że DNA i proteiny w różnych gatunkach mogą być identyczne lub bardzo podobne. Na przykład ok. 99% protein u człowieka i u szympansa jest identycznych. DNA w tych dwóch gatunkach różnią się tylko o 1,1%. Istnieje na pewno wielka różnica w zachowaniu i formach ludzi i szympansów. Równocześnie gatunki owadów nasiennicowatych, które są znacznie bardziej ze sobą spokrewnione mają często o wiele większe różnice pomiędzy proteinami lub DNA. Różnice pomiędzy DNA i proteinami blisko ze sobą spokrewnionych mysz mogą także być większe niż te; które występują pomiędzy ludźmi i szympansami [Przypis 5].

Z drugiej strony identyczne bliźniaki o tym samym układzie genetycznym mogą mieć odmienną budowę cielesną. Bliźniaki są identyczne wtedy, kiedy zapłodnione jajo rozczepia się i rozwijają się dwa indywidualne organizmy zamiast jednego. Zatem obydwa bliźniaki mają tą samą genetyczną informację. Mimo to zdarza się, że te same organy są umieszczone po przeciwnych stronach ciała lub są skręcone w dwóch różnych kierunkach. W ten sposób możemy zauważyć, że biologiczne formy nie zależą jedynie od informacji w DNA, mimo, że ona pomaga utworzyć biologiczną budowę.

To może brzmieć zadziwiająco. Czyżby molekularni biolodzy nie rozumieli w jaki sposób geny tworzą biologiczną formę? Odpowiedź brzmi: Nie. Nie rozumieją. Molekularni biolodzy mówią nam w jaki sposób genetyczna informacja w DNA w jądrze komórki kontroluje tworzenie protein w komórce, ale nie mówią nam o tym w jaki sposób proteiny tworzą razem biologiczną formę.

Synteza protein

Proteiny stanowią znaczną część budowy żyjącego organizmu. Inne proteiny działają jako enzymy katalizujące reakcje biochemiczne, do których w innym przypadku by nie doszło. W ten sposób proteiny stanowią niezwykle istotną klasę składników w biochemii. Komórka wytwarza specyficzne proteiny w tzw. procesie "syntezy protein". Części komórek zwane rybosomami opuszczają (move down) DNA i zgodnie z instrukcjami zakodowanymi w nici DNA rybosomy składają odpowiednie proteiny z dostępnych w otoczeniu aminokwasów. Do tego momentu wszystko jest bardzo logiczne. Możemy wyjaśnić w jaki sposób geny kontrolują produkcję danego zespołu protein. Ale co wpływa na sposób układania się protein w struktury nowych komórek? W jaki sposób komórki ze sobą współpracują i tworzą nowe biologiczne struktury? Genetycy i biolodzy molekularni milczą w odpowiedzi na te pytania. W swojej książce "Nowa nauka o życiu" Rupert Sheldrake zaobserwował: "W decydującym momencie mechanistyczna biologia kapituluje" [Przypis 6].

Nikt nie zna źródła informacji, która powoduje, że związki biochemiczne przyjmują pewną biologiczną formę i funkcję. Informacja w DNA kontroluje produkcją protein, ale nie gromadzeniem się olbrzymich ilości bardzo zróżnicowanych protein w funkcjonalne układy biologiczne. Nikt nie wie w jaki sposób z ogromnych ilości związków biochemicznych powstają komórki ani też nikt nie wie w jaki sposób komórka staje się częścią oka, wątroby czy innych organów.

Niektórzy naukowcy wierzą, że komórki mogą się zgromadzić same, automatycznie z niezorganizowanych mieszanin związków biochemicznych, lecz Paul Weiss wskazuje, że jest to niemożliwe. Komórka nie jest jakimś sztywnym układem. Jest ona bardzo skomplikowanym i dynamicznym systemem składników, które często dowolnie się poruszają lub mogą się rozpaść w jednym miejscu i powstać w innym. Mechanistyczne wyjaśnienie jest zupełnie nieodpowiednie.

Brak tej podstawowej wiedzy i opieranie się przy wierzeniu, że DNA kontroluje całą formę i funkcję żyjącej komórki oraz, że przez genetyczną manipulację możemy wytworzyć jakąkolwiek żyjącą istotę jest nierozsądne. W żyjących organizmach istnieją inne siły, o których wiemy jeszcze bardzo niewiele i nie mamy żadnej pewności, że będziemy mogli robić z nimi to co się nam podoba.

Geny a ewolucja

Wielu ludzi zarówno ze świata nauki jak i spoza niego akceptuje ewolucję gatunków jako ustanowiony fakt naukowy. Niemniej nikt bezpośrednio nie zaobserwował ewolucji jednego gatunku w drugi. Kiedy Darwin na początku zasugerował, że biologiczne zmienności wytworzone przez hodowców mogą się kontytnuować bez końca i wytworzyć całkowicie nowe formy życia, powstały wielkie protesty. Zgodnie z doświadczeniem przyrodników, biologów i hodowców biologiczna forma mogła się zmienić jedynie do pewnego stopnia. Darwin niechętnie przyznał rację, ale upierał się przy swoim wierzeniu, że odmiany biologiczne nie mają końca [Przypis 8]. Jednak ani on ani jego sukcesorzy nigdy nie znaleźli dowodu chociaż nadal mają nadzieję.

Ewolucjoniści wierzą, że genetyczna mutacja może wytworzyć nieograniczoną różnorodność biologicznych form i w ten sposób rozpocząć nieograniczoną przemianę ewolucyjną. Często podają przykład programu komputerowego dla zilustrowania działania genów tzn. mówią, że genetyczna mutacja jest podobna do tworzenia odmian w programie komputera dla wytworzenia nowych rezultatów. Problem jednak polega na wyjaśnieniu w jaki sposób funkcjonalne programy komputerowe mogą pojawić się przez przypadek i w jaki sposób przypadkowe, nie planowane zmiany mogłyby je udoskonalić. Każdy kto kiedykolwiek próbował napisać program komputerowy wie, że programator spędza większość swojego czasu na usuwaniu błędów, które nie pozwalają na realizację programu, a trudność zwiększa się wraz ze stopniem skomplikowania programu. Twierdzenie, że program działania żyjącego organizmu mógł powstać przez przypadek lub że można udoskonalić istniejący program przez przypadkowe zmiany wydaje się absurdalny.

Model ewolucji oparty na "przypadkowym programie" został w rzeczywistości obalony w laboratorium komputerowym w Paryżu gdzie pan Marcel Schutzenberger i jego współpracownicy próbowali zmienić programy komputerowe na ślepo. Chcieli sprawdzić w ten sposób czy one mogą się udoskonalić. Schutzenberger oświadczył: "Uważamy, że nie mamy żadnej szansy (tzn. mniej niż jedna szansa na 10 do 56) nawet na ujrzenie, co mógłby obliczyć zmodyfikowany program. To jest po prostu korek". Nie ma nadziei na udoskonalenie istniejących programów przez tego typu działanie. Schutzenberger ostatecznie wywnioskował: "Wierzymy, że istnieje olbrzymia luka w neodarwinowskiej teorii ewolucji i wierzymy, że nie może być ona uzupełniona przez żadną bieżącą koncepcję w biologii" [Przypis 9].

Mit mutacji

Wiara ewolucjonistów, że genetyczna mutacja wytworzy wszystkie biologiczne odmiany potrzebne im do ich teorii opiera się na wcześniejszym założeniu, że geny całkowicie decydują o biologicznej formie. Więc jak już wcześniej stwierdziliśmy kod genetyczny, czy struktura DNA w komórce nie kontroluje wszystkich cech komórki ani żyjącego organizmu. W rzeczywistości nikt nie może stwierdzić, jaki jest związek pomiędzy genetycznym kodem a biologiczną formą. Jeśli genetyczna informacja nie jest podstawową przyczyną biologicznej formy to przypuszczenie, że zmiana, w genetycznej informacji jest podstawową przyczyną zmian w biologicznej formie jest zupełnie nielogiczne. Innymi słowy nie ma rzetelnego powodu na przypuszczenie, że genetyczna mutacja jest lub mogłaby być podstawą ewolucji.

Pomimo wiary Darwina i wiary wielu pokoleń ewolucjonistów nie ma bezpośredniego dowodu na to, że poszczególne gatunki mogą się zmieniać w nowe gatunki chociaż istnieje wiele dowodów na pojawienie się nowych odmian. Zostało to ustanowione w 1980 r, na konferencji w Chicago, w której brali udział najbardziej wybitni ewolucjoniści, palentolodzy i genetycy. Głównie omawiano zagadnienie czy małe zmiany wytworzone przez hodowlę i mutację mogą wyjaśnić znacznie większe zmiany pomiędzy gatunkami. Magazyn "Science" zakomunikował: "Odpowiedź jest bardzo jasna: "Nie!" [Przypis 10]

Ponadto większość uczestników konferencji zgodziła się, że nie ma bezpośredniego dowodu na to, że mutacja genetyczna jest przyczyną nowych gatunków, czy to poprzez pojedyncze wielkie skoki czy też poprzez serię małych zmian [Przypis 11]. Wiodący genetycy i ewolucjoniści przyznali, że nie ma jasnego związku pomiędzy genetyką i ewolucją. Niedawno odbyła się wielka konferencja o ewolucji, po której Ernst Mayr ? jeden z architektów współczesnej teorii ewolucji ? przedstawił wynik: "Jedną rzeczą, co do której wszyscy się zgodziliśmy to ta, że nadal nie mamy żadnego pojęcia o tym, co się dzieje genetycznie podczas specjacji (powstawania gatunków). Jest to obciążające oświadczenie, ale jest ono prawdą" [Przypis 12].

Istnieje inny, jeszcze większy problem. Genetyczna mutacja nie tylko nie wytworzyła żadnych gatunków, ale nawet nowe odmiany, które się pojawiły dzięki mutacji są mniej zdolne do przetrwania w dzikim środowisku niż formy rodziców [Przypis 13]. Zatem jeśli mutacje wytwarzają tylko odmiany a nie nowe gatunki i jeśli nawet te nowe odmiany są mniej biologicznie przystosowane od swoich rodziców to z pewnością nie ma żadnego dowodu na to, że mutacja genetyczna ma cokolwiek wspólnego z ewolucją.

Ponieważ nie mamy bezpośredniego dowodu na ewolucję i żadnego pojęcia o tym jaki mógłby być mechanizm procesu ewolucyjnego, nie możemy nazwać ewolucji naukowym faktem. Jak ewolucja może być faktem jeśli nie możemy sprecyzować czym jest ten fakt lub w jaki sposób do niego doszło?

Tajemnica życia

Istnieje niebezpieczeństwo, że będziemy wierzyć w coś co nie ma sensu i że nie przyznamy się do braku wiedzy o prawdziwych postawach egzystencji. Materialistyczny punkt widzenia jest w rzeczywistości nielogiczny. Po pierwsze materialiści nielogicznie zakładają, że będą w stanie wyjaśnić egzystencję i naturę świadomości poprzez swoje badania nad materią. Eksperymentalna nauka opiera się na życiu i świadomości, życiu i świadomości naukowca. Ponieważ on już zakłada egzystencję życia i świadomości, nie może ona jej wyjaśnić. Wiedza i świadomość nie są jasno wyjaśnione w żadnych naukowych oświadczeniach. Świadomość jest podstawową rzeczywistością, poprzez którą obserwujemy świat materii. Sir Artur Eddington - wiodący brytyjski astronom - stwierdził kiedyś: "Jedynym przedmiotem jaki chciałbym zbadać jest zawartość mojej świadomości" [Przypis 14].

Naukowcy nigdy nie opiszą tego jak świadomość pochodzi z materii ponieważ wszystko co wiedzą o materii pochodzi z doznawania jej przez ich świadomość. W rzeczywistości materia jest czymś czego my jesteśmy świadomi. Stwierdzenie "świadomość pochodzi z materii" jest takie samo jak stwierdzenie "świadomość pochodzi z czegoś czego my jesteśmy świadomi", co nie jest logiczne. Ktoś może wierzyć, że świadomość pochodzi z materii ale nie jest to naukowe wierzenie, ponieważ nie możemy nigdy opisać tego, czym byłaby materia, gdyby nie było obserwującej ją świadomości.

Świadomość jest rzeczywistą i pozytywną energią, której egzystencję naukowcy muszą zaakceptować jeśli ich nauka ma mieć jakąkolwiek wagę. Nie można jej jednak wyjaśnić w kategoriach wzajemnych materialnych oddziaływań. Innymi słowy my rzeczywiście istniejemy jako indywidualne świadome istoty ale nasza podstawowa natura jest zasadniczo odmienna od natury materii.

Drugie nielogiczne założenie materialistycznych biologów polega na tym, że struktura żyjących organizmów jest produktem praw fizyki i chemii chociaż prawa fizyki i chemii przyczyniają się do zwyrodnienia organicznych systemów. Węgierski laureat nagrody Nobla - Albert Szent-Gyorgyi - stwierdził: "Znamy życie poprzez egzystencję rzeczy, które nie mają bezpośredniej, fizycznej przyczyny i które nawet wydają się być sprzeczne z prawami fizyki. Życie wygląda tak jakby było buntem przeciwko prawom natury" [Przypis 15]. W jaki zatem sposób organiczne systemy mogą być produktem niewspomaganych praw natury? Musimy logicznie zaakceptować wpływ jakiejś innej organizującej zasady.

Wedyjska wiedza

Lepiej przyznać się do swojej niewiedzy niż ukrywać ją przed sobą i innymi. Najgorszą rzeczą u osób, które próbują uchodzić za bardzo mądre jest to, że przestają poszukiwać wiedzy lub poszukują jej w złym kierunku. Odpowiedzi na największe problemy, przed którymi stoją dzisiaj naukowcy, można znaleźć w najstarszej literaturze świata. Naukowcy w wedyjskiej tradycji stwierdzili już tysiące lat temu, że świadomość jest (pierwotną) rzeczywistością, samoistniejącą formą energii, która jest podstawą naprawdę naukowego światopoglądu Najbardziej znanym tekstem wedyjskim: jest Bhagavad-gita [Przypis 16], która wyjaśnia, że jesteśmy zasadniczo nieprzemijającymi kwantami świadomej energii i że prawdziwy związek mamy nie z materią ale z odwieczną całością czystej świadomej energii, która jest podstawą wszelkiej egzystencji, Jest to w pełni zgodne z logicznymi konkluzjami ze współczesnych naukowych obserwacji. Z drugiej strony zaprzecza to niekonsekwentym wnioskom, które wiele razy były publikowane jako ustanowione fakty.

Wedyjska literatura wyjaśnia również, że materialne ciało jest zaprojektowane i skonstruowane przez wyższą inteligencję i że ta wyższa inteligencja - Najwyższa Istota - daje indywidualnej, świadomej żywej istocie jej ciało tak samo jak producent dostarcza klientowi pojazd. Ponieważ jesteśmy wieczni intuicyjnie poszukujemy stałej pozycji. Nieśmiertelność jest w rzeczywistości możliwa do osiągnięcia, ale nasze poszukiwania nieśmiertelności poprzez inżynierię genetyczną nie mogą się zakończyć powodzeniem. Celem życia jest pełne zrealizowanie tego, że nie jesteśmy tymi materialnymi ciałami, które podlegają wpływowi czasu ale wiecznymi, samoistniejącymi kwantami. Dzięki tej realizacji osiągniemy nieśmiertelność i nieuchronna śmierć tego ciała będzie oznaczać porzucenie naszego tymczasowego materialnego okrycia i wkroczenie na platformę czystej świadomej egzystencji.

Wielu współczesnych naukowców stara się udowodnić koncepcję ewolucji. Próby zrozumienia tego jak powstaliśmy z materii są bezużyteczne, ponieważ my - świadome istoty żyjące w tych materialnych ciałach nie jesteśmy materią. Prawdziwym procesem ewolucji jest ewolucja świadomości. Każdy powinien wznieść się ponad stan odnoszenia się do materii jako podstawowej rzeczywistości. Powinniśmy zrozumieć i w pełni zrealizować to, że jesteśmy wiecznymi duchowymi istotami, zupełnie odmiennymi od świata tępej materii. Nasza oryginalna natura jest naturą duchową a nasz prawdziwy związek jest związkiem z duchem. Celem naszego życia jest udoskonalenie naszego związku miłosnej wymiany z Najwyższą Istotą. Dzięki temu możemy porzucić całkowicie świat materii i szczęśliwie się pogrążyć w pełnej duchowej wiedzy transcendentalnej różnorodności.

Osoba znajdująca się na tak zaawansowanym poziomie świadomości wie jak wykorzystać udogodnienia współczesnej edukacji i technologii (np. biologii i inżynierii genetycznej) dla korzyści całej ludzkości.

Autor: Dr Richard Thompson (Sadaputa dasa)

Przypisy

  1. Weiss, Pm, In "Bevond Reductionism", Ed. by Koestler A. I Serthies J.R. Hutchinson. London, 1968.
  2. Ibid., p. 36.
  3. Driesch H., Science and Philosophy of the Organizm, A. i C. Black, London, 1968.
  4. Weiss P., The Science of Life, Futura Pub. Co., New York, 1973, p. 43.
  5. King M.C. I Wilson A.C., Science, 188, (1975), pp. 107-116.
  6. Sheldrake R., "A New Science of Life", J.P. Tarcher, Inc., Los Angeles, 1981, p. 41.
  7. Weiss P., The Science of Life, Futura Pub. Co., New York, 1973.
  8. See Chapter 3 of Vorzimmer P.J., Charles Darwin: The years of controversy, Tempie University Press, Philadelphia, 1970.
  9. Schutzenberger M., in Moorehead P.S. i Kaplan M.M. (Eds), "Mathematical Challenges to the neo-Darwinian Interpretation of Evolution", Monograph No. 5. Wistar Institute Press. Philadelphia, 1967.
  10. Science. 210, 883-887, (1980).
  11. Ibid.
  12. Omni. February 1983, p. 78.
  13. See Hitching F., The Neck of the Giraffe, Pan Books, London, 1981, p. 56.
  14. Quoted in Eccles J.C. "Facing Reality", Heidelberg Science Library, Vol. 13, New York 1970.
  15. Szent-Gyorgyi A., "The Living State". Academic Press, 1972, p. 1.
  16. Bhagavad-gita Taką Jaką Jest ? tłumaczenie i znaczenie Śri Śrimad A. C. Bhaktivedanta Swami Prabhupada.

Artykuł ten zajmuje się badaniem procesu zdobywania wiedzy w nauce, matematyce i sztuce. Skupimy się tu głównie na formo­waniu koncepcji oraz hipotez w nauce i matematyce, ponieważ metodyczna natura tych gałęzi wiedzy stawia interesujące nas zjawisko w szczególnie wyraźnej perspektywie.

Ukażemy tu państwu, że zjawisko nazywane zazwyczaj inspi­racją jest bardzo istotną częścią procesu zdobywania wiedzy we współczesnej nauce i matematyce, a także w sztuce twórczej (np. w muzyce). Będziemy starali się dowieść, że zjawisko in­spiracji nie może zostać wyjaśnione przy użyciu mechanicznych modeli natury zgodnych ze współczesnymi teoriami fizyki i che­mii. Przedstawimy także alternatywę takich modeli - zarys niemechanistycznej teorii opisu natury. Teoria ta dostarcza bez­pośredniego wyjaśnienia inspiracji, ale jednocześnie jest na tyle ogólna i szeroka, że zawiera w sobie współczesne teorie fizyki jako przypadek graniczny.

Współcześni naukowcy zdobywają wiedzę zasadniczo przy uży­ciu tzw. metody hipotezyjno-dedukcyjnej. Metoda ta polega na tym, że formułuje się hipotezy, które są następnie sprawdzane przy użyciu obserwacji eksperymentalnej. Badający uznają słuczność hipotez tylko wtedy, gdy nie są one sprzeczne z infor­macjami uzyskiwanymi w wyniku obserwacji. Istnieje też zasada, za każda hipoteza sprzeczna z obserwacją musi zostać odrzuco­na. Przeprowadzono wiele badań nad tą metodą, ale badania te zajmowały się w zasadzie jedynie stroną dedukcyjną - proces formułowania hipotez (który przecież jest równie istotny co dedukcja) był analizowany bardzo rzadko. Naszym pytaniem jest więc: "Skąd biorą się hipotezy?"

Jest rzeczą oczywistą, że naukowcy nie mogą stosować ja­kiegoś bezpośredniego procesu, który umożliwiałby formułowanie hipotez krok po kroku z surowych wyników obserwacji. Aby w ogóle można było wykorzystać wyniki obserwacji, konieczne jest posiadanie hipotez roboczych, gdyż inaczej informacje takie będą jedynie dezorientującą masą symboli (lub obrazów i dźwię­ków), przedstawiającą wartość taką samą, jak tabela liczb loso­wych . Wypowiadając się na ten temat, Albert Einstein powie­dział: "Pamiętanie o wszystkim, co się widziało, może być heurystycznie pożyteczne. Próbowanie opierania jakiejś teorii na samych wielkościach obserwowanych jest jednak rzeczą całkowi­cie niewłaściwą. Tak naprawdę to jest zupełnie na odwrót - to właśnie teoria determinuje to, co jesteśmy w stanie zaobserwować." [Przypis 1]

Czysta matematyka posługuje się ekwiwalentem metody hipotezyjno-dedukcyjnej. Hipotezami są tu proponowane systemy ma­tematycznego rozumowania mające udzielić odpowiedzi na okre­ślone pytania matematyczne, a eksperymentalnym sprawdzaniem hipotez ? szczegółowe dowody matematyczne, które krok za kro­kiem ukazują słuszność określonego twierdzenia lub określonej linii rozumowania. Taki proces weryfikacji jest czymś prostym i zasadniczo mógłby być dokonywany przy użyciu komputera. Nie ma jednak żadnej systematycznej metody, która pozwalałaby krok po kroku dochodzić do dowodów matematycznych i systemów poję­ciowych, takich jak np.teoria grup czy teoria całki Lebesque'a. Dowiedziono, że dla pewnych grup pytań matematycznych nie ist­nieje żadna systematyczna procedura umożliwiająca uzyskanie odpowiedzi na każde z pytań w danej grupie. Oto prosty przy­kład z dziedziny funkcji elementarnych. (Funkcje elementarne, które zazwyczaj poznaje się na początku studiów kalkulacyj­nych, są to wszelkie funkcje zmiennej rzeczywistej zbudowane z kombinacji liczb całkowitych, sum, wykładników potęgi, ilo­czynów, funkcji wykładniczych, ciągów pierwiastków, logarytmów oraz funkcji trygonometrycznych i ich odwrotności). Dowiedzono, że nie istnieje żaden algorytm, czy też systematyczny pro­ces, przy pomocy którego można by odpowiedzieć na następujące ogólne pytanie: "Czy całka z funkcji elementarnej jest także funkcją elementarną?" [Przypis 2]

Jeśli hipotezy w nauce oraz systemy rozumowania w matema­tyce nie powstają w wyniku systematycznej procedury, to jakie jest ich źródło? Z historii nauki wynika jasno, że prawie zaw­sze hipotezy i systemy rozumowania pojawiają się w umyśle ba­dacza w wyniku nagłej inspiracji. Klasycznym przykładem może tu być odkrycie przez Archimedesa zasady szczególnej grawita­cji. Ten grecki matematyk stanął w obliczu trudnego problemu. Miał on stwierdzić bez wiercenia żadnych otworów, czy królew­ska korona jest szczerozłota, czy też tylko pozłacana. Po wie­lu bezskutecznych wysiłkach otrzymał rozwiązanie tego problemu na zasadzie nagłej inspiracji, podczas kąpieli w wannie.

Inspiracje takie pojawiają się z reguły nagle i niespo­dziewanie osobom, które wcześniej podejmowały świadome, ale bezskuteczne wysiłki rozwiązania danego problemu. Pojawiają się one zwykło kiedy badacz nie myśli o problemie w sposób świadomy i często ukazują całkowicie inny sposób patrzenia na zagadnienie - sposób,który nie był nawet brany pod uwagę przez badacza w jego świadomych poszukiwaniach rozwiązania. Inspira­cja pojawia się zazwyczaj jako nagłe uświadomienie sobie roz­wiązania problemu, a świadomości tej towarzyszy przekonanie, że rozwiązanie to jest prawdziwe i ostateczne. Badacz widzi rozwiązanie w całości, nawet jeśli jest ono bardzo rozbudowane i skomplikowane w ostatecznym zapisie.

Inspiracja odgrywa zdumiewającą i zasadniczą rolę w roz­wiązywaniu trudnych problemów w nauce i matematyce. Świadome wysiłki badacza zazwyczaj są w stanie rozwiązać jedynie pro­blemy proceduralne. Znaczący postęp w nauce prawie zawsze wią­że się z nagłą inspiracją. Życiorysy wielkich naukowców i ma­tematyków dostarczają w tej kwestii wystarczającej liczby przykładów. Typowym może tu być np. doświadczenie Karla Gaussa, matematyka żyjącego w XIX wieku, który przez wiele lat bezsku­tecznie próbował udowodnić pewne twierdzenie związane z licz­bami. Causs uświadomił sobie rozwiązanie tego problemu zupeł­nie nagle. Opisał to później w sposób następujący: "Wreszcie, dwa dni temu udało mi się. Udało mi się nie dzięki moim mozol­nym wysiłkom, ale dzięki łasce Bożej. Zagadka wyjaśniła się niby ciemność rozdarta nagłą błyskawicą. Nie jestem w stanie powiedzieć, co było nicią przewodnią, która połączyła to, co wiedziałem wcześniej, z tym,co umożliwiło mi osiągnięcie suk­cesu." [Przypis 3]

Podobnych przykładów nagłej inspiracji jest wiele. Oto następny, tym razem z życia Henri Poincare, słynnego francus­kiego matematyka z końca XIX wieku. Poincare zmagał się przez pewien czas z pewnymi problemami dotyczącymi teorii funkcji. Pewnego dnia wyjechał jednak na wycieczkę geologiczną, podczas której w ogóle nie zajmował się matematyką. W czasie tego wy­jazdu otrzymał nagłą inspirację związaną ze swoimi matematycz­nymi badaniami. Poincare opisuje to w sposób następujący: "W chwili, kiedy stawiałem swoją nogę na stopniu,przyszła do mnie nagle ta myśl. W moich poprzednich myślach nie było nic, co można by uznać za jej przygotowanie. Zrozumiałem nagle, że używane przeze mnie przekształcenia... były identyczne z przek­ształceniami geometrii nie-Euklidesowej." [Przypis 4] W jakiś czas póź­niej, po długiej i bezskutecznej pracy nad zagadnieniem pozor­nie nie związanym z poprzednim, Poincare uświadomił sobie nag­le ("z taką samą przejrzystością, nagłością i bezpośrednią pewnością" [Przypis 5]), że połączenie tego zagadnienia z poprzednią in­spiracją może być istotnym krokiem naprzód w prowadzonych przez niego badaniach nad teorią funkcji. Trzecia nagła Inspi­racja dostarczyła temu matematykowi ostatecznego argumentu po­trzebnego do zakończenia jego pracy.

Jak mówiliśmy już o tym wcześniej, inspiracje mają miejsce zazwyczaj po stosunkowo długim okresie intensywnych, ale bez­skutecznych wysiłków w celu świadomego rozwiązania problemu. Nie jest to jednak zasada bezwzględna. Oto przykład z innej dziedziny ludzkich wysiłków - tworzenia muzyki. Wolfgang Mo­zart opisał kiedyś w jaki sposób komponował swoje utwory: "Kiedy czuję się dobrze i mam dobry humor albo kiedy jestem na przejażdżce lub przechadzam się... myśli tłoczą mi się do gło­wy tak łatwo, jak tylko można sobie wyobrazić. Skąd i jak się one biorą? Zupełnie nie wiem i nie mam z tym procesem nic wspólnego... Kiedy mam już główny temat, przychodzi następna melodia i łączy się z poprzednią zgodnie z potrzebami kompozy­cji jako całości... W takiej chwili moja dusza rozpala się od inspiracji, chyba że zdarzy się coś, co rozproszy moją uwagę. Dzieło rośnie, a ja rozwijam je ciągle, widząc je coraz wyraź­niej, aż w końcu cały utwór jest już gotowy w mojej głowie ? na­wet jeśli jest długi... To wcale nie przychodzi do mnie stop­niowo, a poszczególne części kompozycji nie są dopracowane w każdym szczególe. To dzieje się dopiero później. Moja wyobraź­nia pozwala mi jednak słyszeć całość". [Przypis 6]

Przykłady te ukazują nam dwa istotne aspekty zjawiska ins­piracji; po pierwsze,źródło" inspiracji znajduje się poza świa­domą percepcją doznającego, a po drugie ? inspiracja dostarcza doznającemu informacji nieosiągalnych przez jakikolwiek świa­domy wysiłek. Te dwa aspekty spowodowały, że Poincare i jego zwolennik, Hedamard, przypisali inspirację czemuś, co Poincare nazwał "jaźnią podświadomą" i utożsamiał z podświadomością, czy też jaźnią nieświadomą, psychoanalityków. Poincare doszedł w tej dziedzinie do pewnych interesujących wniosków: "Jaźń pod­świadoma nie jest pod żadnym względem niższa od jaźni świado­mej ? nie jest ona czymś czysto automatycznym; posiada zdol­ność rozróżniania; jest taktowna i delikatna; wie jak dokonać wyboru; może przepowiadać przyszłość. Cóż jak tu mówię? Potra­fi ona przepowiadać przyszłość daleko lepiej niż jaźń świado­ma, ponieważ osiąga sukces tam, gdzie jaźń świadoma zawiodła. Jednym słowem, czyż jaźń podświadoma nie jest wyższa od jaźni świadomej?" [Przypis 7] Po postawieniu tego pytania Poincare wycofuje się jednak: "Czy ta odpowiedź twierdząca jest na nas wymuszona przez przedstawione przeze mnie fakty? Przyznają, Afi myśl o pogodzeniu się z tym jest dla mnie czymś nie do zniesienia". [Przypis 8] Poincare przechodzi następnie do szkicowania mechanicznego wy­jaśnienia tego, w jaki sposób jaźń podświadoma (którą Poincare przedstawia jako automat) może wywoływać obserwowane przez nas zjawisko inspiracji.

Zbadajmy więc dokładnie wszelkie argumenty tego mechanicz­nego wyjaśnienia inspiracji. W chwili obecnej kwestia ta jest rzeczą szczególnie istotną, ponieważ dominująca współczesną naukę filozofia materialistyczna twierdzi, że umysł jest tylko maszyną, i że wszelkie zjawiska umysłowe (włączając w to świa­domość) są jedynie produktami oddziaływań mechanicznych. Uważa się, że tą maszyną umysłu jest mózg, którego podstawowymi ele­mentami funkcjonalnymi są (w opinii naukowców mechanistycznych) komórki nerwowe i być może także jakieś systemy wzajemnie od­działywujących na siebie makromolekuł wewnątrz tych komórek. Wielu współczesnych naukowców wierzy, że cała aktywność mózgu jest jedynie rezultatem wzajemnych oddziaływań (zgodnych ze znanymi nam prawami fizyki) tych elementów. Na tyle, na ile jest nam wiadomo, nikt jeszcze nie sformułował trafnej definicji różnicy pomiędzy maszyną świadomą a nieświadomą, ani nawet nie przedstawił w jaki sposób maszyna może być w ogóle świado­ma. W rzeczywistości wszelkie próby opisywania jaźni w ujęciu mechanicznym skupiają się wyłącznie na kopiowaniu zachowania zewnętrznego przy użyciu środków mechanicznych. Naukowcy zaj­mujący się tym zagadnieniem całkowicie ignorują doświadczenia własnej świadomości,odbierane subiektywnie przez każdą indywi­dualną osobę. Takie właśnie podejście do jaźni charakteryzuje współczesną psychologię behawiorystyczną. Psychologia ta zo­stała formalnie przedstawiona przez angielskiego matematyka A.M. Turgina, który twierdził, że ponieważ wszystko, co robi człowiek, może być zrobione także i przez komputer; człowiek jest po prostu jedynie maszyną.

Przyjmijmy na chwilę to podejście behawiorystyczne i roz­ważmy kwestię tego, w jaki sposób zjawisko inspiracji może zo­stać skopiowane przez maszynę. Poincare sugeruje, że jaźń pod­świadoma zestawia w sposób przypadkowy wiele kombinacji symbo­li matematycznych, aż wreszcie trafia na układ spełniający istniejące w świadomym umyśle pragnienie uzyskania określonego rodzaju matematycznego rezultatu. Poincare sugeruje, że świa­domy umysł nie odbiera kombinacji bezużytecznych, ale natych­miast reaguje na utworzenie kombinacji zadowalającej. Twierdzi on,że jaźń podświadoma jest w stanie zestawić olbrzymią ilość kombinacji v; bardzo krótkim czasie i wszystkie te kombinacje są oceniane natychmiast po sformułowaniu, zgodnie z ustalonymi przez świadomy umysł kryteriami zadowalającego rozwiązania.

Pierwszym krokiem w ocenie tego modelu będzie ustalenie liczby kombinacji symboli mogących powstać w mózgu w jakimś rozsądnym przedziale czasu. Przyjmując, że w jednym angstremie sześciennym mózgu w ciągu jednej bilionowej części sekundy zo­staje utworzona i oceniona jedna kombinacja symboli, i że pro­ces ten trwa sto lat, otrzymujemy liczbę 3,2 x 10 . Mimo iż liczba ta jest niezwykle zawyżoną oceną możliwości mózgu (mo­żliwości określanych zgodnie z naszą obecną znajomością praw natury), to jednak jest ona znikomo mała w stosunku do ogólnej liczby możliwych kombinacji symboli,które należało by utworzyć, aby trafić na dowód określonego twierdzenia matematycznego średniej trudności. Przy szczegółowym przedstawieniu linii ro­zumowania matematycznego widzimy, że na każdym kolejnym kroku pojawia się wiele kombinacji symboli możliwych do zapisania.

Patrząc w ten sposób, określony argument matematyczny wygląda jak ścieżka prowadząca przez drzewo,które posiada wiele kolej­nych poziomów rozgałęzień. Przedstawia to poniższy rysunek. Liczba gałęzi takiego drzewa rośnie wykładniczo, a wykładni­kiem jest tu liczba kolejnych wyborów. Liczba kolejnych wybo­rów jest w przybliżeniu proporcjonalna do długości argumentu. W miarę wzrostu długości argumentu, liczba gałęzi szybko prze­kracza wielkość rzędu 10 , 10 . Dla przykładu weźmy pod uwagę pisanie zdań w jakimś języku symbolicznym, którego zasa­dy gramatyczne są takie, że na każdy kolejny symbol przypadają średnio dwie możliwości wyboru. Zakładając, że nasza treść bę­dzie miała długość 333 symboli, wystąpi na tej długości oko­ło z 333 = 10100 zdań gramatycznych.

Często nawet bardzo krótkie argumenty matematyczne przy pełnym, szczegółowym zapisie zajmują bardzo dużo miejsca. Za­pis wielu dowodów matematycznych składa się ze znacznej ilości stron skonsensowanej ekspozycji, w której opuszczono zapis wielu zasadniczych kroków, gdyż czytelnik może zrobić je samo­dzielnie. Widzimy więc, że istnieje bardzo znikoma szansa po­jawienia się właściwego argumentu w formie przypadkowej kombi­nacji jak sugeruje to Poincare w swoim mechanistycznym modelu procesu inspiracji. Zjawisko inspiracji wiąże się wyraźnie z procesem dokonywania wyboru w sposób raczej bezpośredni ? pro­cesem, w którym olbrzymia większość możliwości kombinacji argu­mentów w ogóle nie jest brana pod uwagę. Proces ten musi speł­niać określone wymagania. Podamy teraz przykłady matematycz­nych inspiracji, które pozwolą nam zrozumieć to bardzo jasno.

Zdarza się często, że rozwiązanie jakiegoś trudnego problemu matematycznego jest uzależnione od odkrycia podstawowych zasad i zależności matematycznych związanych z danym problemem. Do­piero po zrozumieniu tych zasad i systemów rozważany problem staje się łatwiejszy do "ugryzienia". Z tych to właśnie wzglę­dów, pewne trudne problemy pozostawały nierozwiązane przez wiele lat. W międzyczasie matematycy stopniowo rozwijali różne skomplikowane techniki przeprowadzania dowodów, aż wreszcie problem zostawał rozwiązany. Bardzo interesujące jest jednak to, że czasami nagła inspiracja pozwalała przeskoczyć ponad tym stopniowym procesem rozwojowym. Istnieje kilka przypadków podania przez słynnych matematyków gotowych wyników prac bez przytaczania dowodów. Wyniki te zostały udowodnione dopiero przez późniejszych badaczy, którzy dokonali tego jedynie dzię­ki temu, że stopniowo poznano bardzo rozbudowane systemy za­leżności matematycznych tworzących podłoże rozważanego proble­mu.

Oto dwa przykłady:

Pierwszy związany jest z funkcją zeta, badaną przez niemiec­kiego matematyka Bernharda Riemana. Tuż przed swoją śmiercią, Rieroan pozostawił notatkę, w której opisał niektóre własności tej funkcji odnoszące się do teorii liczb pierwszych. Nie na­pisał on niczego,co mogłob" naprowadzać na dowód tych własnoś­ci i minęło wiele lat zanim inni matematycy zdołali je udowod­nić. Jednej z tych własności nie udowodniono jednak do dnia dzisiejszego, mimo iż w ciągu ostatnich 75 lat włożono w to olbrzymią ilość pracy. Wypowiadając się o tych własnościach funkcji zeta, które zostały już udowodnione, Jacąues Hadamard powiedział: "Uzupełnienie pracy Riemana stało się możliwe je­dynie dzięki faktom, które w jego czasach były zupełnie nieznane. Jeśli chodzi o jedną z opisanych przez niego własności, to jest zupełnie niepojęte, w jaki sposób Rieman mógł ją odkryć bez znajomości kilku z tych ogólnych praw, a przecież jego notatki nic o nich nie wspominają". [Przypis 9]

Życie francuskiego matematyka, Evariste Galois'a dostarcza nam podobnego przykładu.Matematyk ten znany jest przede wszyst­kim ze swojej rozprawy (napisanej szkicowo w pośpiechu tuż przed śmiercią), która zupełnie zrewolucjonizowała algebrę. My jednak zajmiemy się twierdzeniem, o którym Galois mówi (nie dowodząc niczego) w liżcie do swojego przyjaciela. Zdaniem Hadamarda, w obrębie wiedzy matematycznej tamtych czasów, twier­dzenie to nie mogło być nawet zrozumiane. Stało się ono zrozu­miałe dopiero po wielu latach, po odkryciu pewnych ogólnych zasad. Hadamard zwraca uwagę, że "1) Galois musiał w pewien sposób uświadomić sobie te zasady; 2) zasady te musiały tkwić podświadomie w jego umyśle, ponie­waż w ogóle o nich nie wspomina, mimo iż są one same w so­bie znacznym odkryciem". [Przypis 10]

Wydaje się więc, że stanowiący podstawę inspiracji matema­tycznej proces wyboru może wykorzystywać rozbudowane i skompli­kowane zasady ogólne, które są całkowicie nieznane świadomemu umysłowi badacza. Niektóre przekształcenia występujące w dowo­dach twierdzeń Riemana są niezwykle złożone i zajmują wiele stron (a nawet tomów) bardzo skrótowej ekspozycji matematycz­nej . Naprawdę bardzo trudno jest zrozumieć, w jaki sposób me­chaniczny proces prób i błędów (np. taki, jaki opisuje Poincare) mógłby wykorzystywać tego rodzaju ogólne zasady. Z drugiej strony, jeżeli istnieją jakieś inne,prostsze rozwiązania, dzię­ki którym możnaby ominąć te skomplikowane przekształcenia, to pozostały one nieznane aż do dnia dzisiejszego, mimo intensyw­nych poszukiwań na tym polu.

Proces wyboru stanowiący podstawę inspiracji matematycznej musi także korzystać z kryteriów wyboru, które są niezwykle subtelne i trudne do zdefiniowania. Wysokiej klasy praca matematyczna nie może być oceniana przy użyciu tylko i wyłącznie oklepanych zasad logiki. Ocena taka wymaga wrażliwości emocjo­nalnej, wyczucia piękna, harmonii i innych subtelnych cech estetycznych. Mówiąc o tych kryteriach, Poincare powiedział: "Jest prawie niemożliwe, aby podać je dokładnie. Je się po prostu czuje, a nie formułuje". [Przypis 11] Prawda ta odnosi się także do kryteriów oceny dzieł artystycznych, np. utworów muzycznych. Kryteria te są bardzo realne, ale jednocześnie i bardzo trudne do precyzyjnego zdefiniowania. Jest jednak rzeczą oczywistą, że były one w pełni zaangażowane w ten tajemniczy proces, któ­ry dostarczał Mozartowi wyszukanych kompozycji muzycznych bez szczególnego wysiłku z jego strony.Mozart nawet nie wiedział, w jaki sposób wszystko to się działo. Jeżeli proces będący podłożem inspiracji nie jest intensywnym wydaniem metody prób i błędów (jak sugerował to Poincare), tylko procesem polegają­cym głównie na wyborze bezpośrednim, to możemy go wyjaśnić w ramach współczesnych koncepcji mechanistycznych jedynie przez założenie istnienia niezwykle potężnego algorytmu,wbudowanego w neuronowy obwód mózgu. Wcale nie jest jednak jasne, w jaki sposób dzięki temu algorytmowi moglibyśmy zadowalająco wyjaś­nić inspirację. W ramach tego artykułu rozważymy tę hipotezę jedynie skrótowo, a następnie przejdziemy do naszkicowania te­oretycznych podstaw alternatywnego sposobu rozumienia inspira­cji.

Hipoteza mózgowego algorytmu zmusza nas do postawienia na­stępujących pytań podstawowych:

1) Pochodzenie. Jeśli matematyczne, naukowe i artystyczne inspiracje są rezultatem pracy algorytmu neuronowego, to w ja­ki sposób powstaje sieć połączeń nerwowych stanowiąca ciało tego algorytmu? Algorytm ten z pewnością nie należy do pros­tych. Aby się o tym przekonać wystarczy wziąć pod uwagę złożo­ność automatvcznych algorytmów do dowodzenia twierdzeń zbudo­wanych do tej pory przez naukowców pracujących nad zagadnie­niem sztucznej inteligencji. [Przypis 12] Algorytmy takie stoją daleko w tyle za możliwościami istniejącymi w zaawansowanych umysłach ludzkich,a mimo to są niezwykle skomplikowane. Jeśli więc nasz hipotetyczny algorytm mózgowy jest nadzwyczaj złożony, to ja­kie jest jego pochodzenie? Trudno jest przyjąć, że powstał on w wyniku szerokiej przypadkowej mutacji genetycznej, czy też rekombinacji w jednej generacji, ponieważ znów mielibyśmy do czynienia z przypadkowym wyborem jednej z olbrzymiej liczby możliwych kombinacji. Należało by wtedy przyjąć, że genotyp Mozarta różnił się od genotypu jego rodziców (którzy byli uta­lentowani zupełnie przeciętnie) jedynie kilkoma transformacja­mi genetycznymi, o stosunkowo wysokim prawdopodobieństwie za­istnienia.

Osoby, które mają do czynienia z algorytmami, wiedzą jed­nak z własnego doświadczenia, że wymiana lub zmiana kolejności kilku symboli nie jest w stanie drastycznie podnieść sprawnoś­ci algorytmu, czy też dodać mu całkowicie nowych możliwości, które moglibyśmy uznać za godne uwagi. Gdyby zmiany takie za­szły rzeczywiście, to algorytm pierwotny uznalibyśmy najpraw­dopodobniej za wadliwą wersję innego algorytmu - algorytmu, który oryginalnie został zaprojektowany tak, aby przejawiał te własności. Wiązałoby się to z koniecznością uznania, że algo­rytm unikalnych umiejętności muzycznych Mozarta istniał w ukry­tej formie w genach jego przodków.

Dochodzimy więc teraz do ogólnego problemu wyjaśnienia po­chodzenia cech osobniczych. Zgodnie z teorią, która jest w chwili obecnej najszerzej akceptowana, wyróżnicowanie się da­nej cechy jest wynikiem tego, że była ona względnie korzystna dla utrzymania gatunku u jej posiadacza oraz jego krewnych. Zasadniczy proces selekcji odpowiedzialnej za powstanie na­szych hipotetycznych, ukrytych algorytmów, musiał więc odbyd się bardzo dawno temu, ponieważ algorytmy te są niezwykle zło­żone i najczęściej występują w formie ukrytej. W chwili obec­nej uważa się, że przez większą częśó swojej egzystencji ludz­kość znajdowała się, co najwyżej, na poziomie społeczności myś­liwych i zbieraczy. Trudno jest wyobrazió sobie, w jaki sposób w takich społecznościach,ludzie tacy jak Mozart lub Gauss mie­liby mieć szansę w pełni ujawnić swe niezwykłe zdolności. Ale jeśli nie mieli takiej szansy, to zakładany przez teorię ewo­lucji proces doboru naturalnego nie mógł tych cech wyselekcjo­nować.

W ten sposób stanęliśmy przed dylematem. Wydaje się, że wyjaśnienie pochodzenia hipotetycznych algorytmów tworzących inspirację jest równie trudne jak wyjaśnienie samej inspiracji.

2) Subikektywne doświadczenie. Jeżeli zjawisko inspiracji jest wywołane przez działanie algorytmu neuronowego, to dla­czego jest ono zazwyczaj nagłą realizacją kompletnego rozwią­zania, gdzie doświadczający nie ma świadomości przechodzenia przez stopnie pośrednie? Przykłady Riemana i Galois'a pokazu­ją, że niektóre osoby osiągają rezultat w sposób wyraźnie bez­pośredni, podczas gdy inne są w stanie sprawdzić te rezultaty dopiero po pracochłonnym procesie, wiążącym się z przechodze­niem przez wiele stopni pośrednich. Stosunkowo proste problemy są normalnie rozwiązywane przez świadomy, stopniowy proces. Dlaczego więc zainspirowani naukowcy, matematycy i artyści nie mieli świadomości przechodzenia przez bardzo istotne pośrednie szczeble procesu rozwiązywania trudnych problemów lub tworzenia dzieł sztuki, tylko nagle uświadamiali sobie ostateczne rozwią­zanie lub kształt utworu?

Widzimy więc, że nie jest łatwo wytłumaczyć zjawisko inspiracji przy użyciu mechanistycznych modeli natury zgodnych ze współczesnymi teoriami fizyki i chemii. W dalszej części tego artykułu naszkicujemy państwu niemechanistyczne wyjaśnienie al­ternatywne.

W świecie nauki, zjawisko szukania zbieżności pomiędzy współ­czesną fizyką i myślą Starożytnego Wschodu stało się czymś pow­szednim. Naukowcy znajdują intrygujące sugestie hipotez nauko­wych w Upanisadach, Bhagavad-gicie i innych tekstach wedyjskich. Szczególnie ciekawa jest pod tym względem Bhagavad-gita. Dzie­ło to ukazuje nam obraz kosmicznej realności, w którym zjawisko inspiracji ma swoje naturalne miejsce. Używając więc fundamen­talnych koncepcji przedstawionych w Bhagavad-gicie, naszkicuję teraz zarys opisu natury, który umożliwia wyjaśnienie inspira­cji w sposób bezpośredni, ale jednocześnie jest na tyle szero­ki, że zawiera w sobie współczesne teorie fizyki jako przypa­dek graniczny. Ponieważ koncepcje te przedstawimy tutaj jedynie jako temat do dyskusji i przemyśleń, nie będziemy dążyć do po­dawania jakiegoś sztywnego lub ostatecznego podejścia.

Prezentowany w Bhagavad-gicie obraz kosmicznej realności różni się od współczesnego myślenia naukowego w dwóch fundamen­talnych punktach:

  1. Świadomość jest rozumiana jako podstawowy aspekt rzeczy­wistości, a nie jako uboczny produkt kombinacji jednostek nieposiadających świadomości.
  2. Tworzący podstawę rzeczywistości, ostateczny czynnik sprawczy jest nieskończenie złożony. Jest on jednocześnie zbio­rem nieskończoności zorganizowanych form i działań.

Bhagavad-gita stwierdza, że ta podstawowa, absolutna przy­czyna wszystkich przyczyn jest świadomą istotą kosmiczną, i że manifestacje energii materialnej są przejawami świadomej woli tej istoty. Indywidualne, subiektywne jaźnie żywych istot (np. nasze) są rozumiane jako maleńkie cząstki istoty absolutnej, któ­ra posiada tą samą samoświadomą naturę. Maleńkie świadome jaź­nie mają bezpośredni, obustronny kontakt z istotą absolutną po­przez swoją świadomość. Ich kontakt z materią jest kontaktem pośrednim, gdyż odbywa się za pośrednictwem kontrolującej ma­terię istoty absolutnej.

We współczesnej nauce koncepcja ostatecznej, fundamentalnej przyczyny manifestacji zjawiakowej pojawia się w formie kon­cepcji praw natury. We współczesnej fizyce uważa się, że wszyst­kie przyczyny i skutki można sprowadzić do wzajemnych oddziały­wań podstawowych ciał fizycznych, zgodnych z fundamentalnymi pra­wami rządzącymi siłami. W chwili obecnej niektórzy fizycy uważa­ją, że te podstawowe ciała fizyczne składają się z takich czą­stek jak elektrony, miony, neutrina i kwarki, a siły dzielą się na silne, elektromagnetyczne, słabe i grawitacyjne. Historia na­uki uczy nas jednak, że uznanie tego poglądu za ostateczny było­by czymś nierozsądnym. Fizyk David Bohm powiedział: "Zawsze wy­stępuje możliwość, że istnieje nieskończona różnorodność dodat­kowych właściwości, cech, ciał rzeczywistych, systemów, pozio­mów, etc., do których odnoszą się zupełnie nowe prawa natury". [Przypis 13]

Przedstawiony w Bhagavad-gicie obraz realności daje się po­godzić ze światopoglądem współczesnej fizyki, jeżeli uznamy ma­tematyczne opisy rzeczywistości za, co najwyżej, przybliżenia. Zgodnie z tą koncepcją, w miarę jak staramy się formułować ma­tematyczne przybliżenia coraz to bliższe rzeczywistości, nasz formalizm w sposób nieuchronny rozbiega się nieograniczenie w stronę wiecznie rosnącej złożoności. Jest wiele równań, które opisują skończone aspekty rzeczywistości w sposób mniej lub bar­dziej precyzyjny, ale nigdy nie zostanie sformułowane równanie, które podsumuje wszystkie zasady związków przyczynowych.

Możemy traktować te równania jako przybliżone prawa natu­ry, reprezentujące standardowe zasady przyjęte przez istotę ab­solutną w celu zamanifestowania fizycznego wszechświata. Bhagavad-gita opisuje absolut w sposób pozornie paradoksalny - jako istotę jednostkową, a mimo to wszechprzenikającą w przestrzeni i czasie. Koncepcja taka odnosi się także do praw fizyki rozu­mianych na obecnym poziomie wiedzy naukowej, ponieważ każde z tych prawa zakłada, że pojedyncza zasada (jak np. zasada przy­ciągania grawitacyjnego z uniwersalną stałą G) działa jednoli­cie w obrębie całej przestrzeni i czasu.

Różnica pomiędzy koncepcjami współczesnej fizyki i Bhagavad-gity polega na sposobie, w jaki ostateczna zasada sprawcza przejawia swoją jedność. Wielu naukowców stawiało sobie za cel znalezienie jakiegoś jednego, niezwykle prostego równania, któ­re wyrażałoby wszystkie związki przyczynowe w formie ujednoliconej. Bhagavad-gita mówi jednakże, że jedność istoty absolutu, nie stoi ponad opisem matematycznym. Istota ta jest istotą po­jedynczą, samoświadomą oraz posiada nieskończoną wiedzę i po­tencjał - dlatego też jej matematyczny opis musiałby być nie­skończenie złożony.

Zdaniem Bhagavad-gity, zjawisko inspiracji jest efektem kontaktu wszechprzenikającej istoty absolutnej i miejscowych, świadomych jaźni. Ponieważ nieskończony potencjał istoty abso­lutnej jest dostępny w każdym miejscu, wszelkie twory artysty­czne czy matematyczne mogą bezpośrednio manifestować się w umy­słach dowolnych jednostek. Twory te manifestują się z woli isto­ty absolutnej, zgodnie z pragnieniem indywidualnej żywej istoty i pewnymi prawami psychologicznymi.

Podsumowanie

Stwierdziliśmy, że próby mechanicznego wyjaśnienia inspira­cji w oparciu o znane zasady fizyki napotykają na dwie podsta­wowe trudności. Po pierwsze, proces inspiracji może być wyjaś­niony mechanicznie tylko w przypadku założenia istnienia rozbu­dowanego algorytmu, którego ciało byłoby wbudowane w neuronowy obwód mózgu. Wyjaśnienie pochodzenia takiego algorytmu jest jed­nakże równie trudne jak wy jaśnienie samego zjawiska inspiracji. Po drugie, nawet jeśli przyjmiemy Istnienie takiego algorytmu, to wyjaśnienie mechanistyczne nie umożliwia nam zrozumienia fak­tu subiektywnego doświadczenia inspiracji, gdzie dana osoba otrzymuje rozwiązanie problemu przez nagłe objawienie, bez świa­domości przechodzenia przez szczeble pośrednie. Skoro wyjaśnie­nie inspiracji przy pomocy znanych nam związków przyczynowych jest rzeczywiście niemożliwe, to należy dążyć do zrozumienia głębszych przyczyn sprawczych działających w naturze. W prze­ciwnym razie, nie będzie istniało żadne wyjaśnienie tego zjawis­ka. W tym momencie badacze mogliby wykorzystać wizję świata pre­zentowaną w Bhagavad-gicie. Bhagavad-gita dostarcza nam szcze­gółowych informacji na temat praw, według których odbywa się wzajemny kontakt pomiędzy istotą absolutną i jaźniami jednost­kowymi. Informacje te mogą służyć jako podstawa do głębszych studiów nad zjawiskiem inspiracji.

Autor: Dr Richard Thompson (Sadaputa dasa)

Bibliografia:

  1. S.G. Brush, "Should the History of Science Be Rated X?" Science, Vol. 183, s. 1167.
  2. J.P. Jones, "Recursive Undecidability-An Exposition", American Mathematical Monthly, Sept. 1974, s. 727.
  3. J. Hadamard, The Psychology of Invention in the Mathema­tical Field (Princeton: Princeton Univ. Press, 1949), s. 15.
  4. Henri Poincare, The Foundations of Science (Lancaster, Pa.: The Science Press, 1946), s. 187-8.
  5. Ibid.
  6. Hadamard, op.cit., s. 16.
  7. Poincare, op.cit., s. 390
  8. Ibid., s. 391.
  9. Hadamard, op.cit., s. 118.
  10. Ibid, s. 120.
  11. Poincare, op.cit., s. 390.
  12. Joseph Weizenbaum, Computer Power and Human Reason (San Francisco: W.H. Freeman and Company, 1976), rozdz. 9.
  13. David Bohm, Cavsality and Chance in Modern Physics (London: Routledge and Kegan Paul Ltd., 1957), s. 133.

Materialne problemy?

W londyńskim piśmie Observer, historyk Arnold Toynbee za uważa: "Przyczyna choroby tego świata jest duchowa. Cierpimy, gdyż sprzedaliśmy nasze dusze w pogoni za czymś, co jest zarówno złe w sensie duchowym, jaki i też praktycznie nie osiągalne. Musimy na nowo zastanowić się nad tym celem i zmienić go. Dopóki tego nie zrobimy, dopóty nie będzie pokoju ani pomiędzy nami, ani w żadnym z nas." U podłoża tego stwierdzenia leży fakt, że wszelkie plany poprawy sytuacji na świecie oparte są przede wszystkim na ekonomii, technologii, inżynierii i materialnym wykształceniu. Nawet tak zwana moralność oparta jest na kryteriach materialnych. Dr Pitirim Sorokin, socjolog z Harvardu, stwierdza, że "żyjemy w najbardziej naukowym, najbardziej technologicznym, najbardziej wykształconym stuleciu, a mimo to nasze stulecie jest najbardziej krwawym ze wszystkich znanych nam 25 poprzednich wieków".

Wygląda na to, że sam postęp materialny nie wpływa najlepiej na psychikę ludzką. Szukamy ratunku w nowej technologii, postępie medycznym, inżynierii genetycznej itp. Jednakże społeczeństwa materialnie najbardziej zaawansowane są dotknięte frustracją narówni z krajami rozwijającymi się, a może nawet bardziej. Ludzie z obszarów, gdzie materializm wytworzył największe bogactwo, cierpią z powodu problemów psychicznych i niezwykle wysokiej przestępczości. Jeśli boleją zarówno bogaci i biedni to można wyciągnąć wniosek, że przyczyna cierpień nie jest materialna.

Cierpienie ludzkie wywołane jest nie brakiem rzeczy materialnych, ale tęsknotą za czymś, co materialne nie jest. Historyk Theodore Roszak pisze o tym w następujący sposób: "Osiągnięcia techniczne nie mają żadnego znaczenia jeżeli towarzyszy im brak transcendentalnego odniesienia. W takiej sytuacji pozostaje zaniepokojona ta cześć jaźni, która sięga w ten świat po wartości trwałe, nieśmiertelne."

Takie cytaty możnaby mnożyć w nieskończoność. Oznacza to, że ludzie o otwartych umysłach stopniowo zaczynają rozumieć przyczynę współczesnego chaosu. Jednak wiele osób sprowadza całą kwestię duchową, kwestię ostatecznego sensu życia, do popularnych sloganów w rodzaju: "Jest tyle dróg", "Nikt nie zna prawdy o tych rzeczach", "Każdy myśli, ze jego ścieżka jest lepsza" itd. Czy nie jest zastanawiające, że tak nienaukowo podchodzimy do spraw duchowych. Prawdopodobnie boimy się lub jesteśmy zaniepokojeni perspektywą znalezienia wyjścia z sytuacji dzięki duchowym procesom. Poza tym, istnieje wiele osób, dla których duchowość jest urojeniem, z którym nauka rozprawiła się dawno, dawno temu. Może będzie to zaskakujące, ale w rzeczywistości pokaźna grupa naukowców coraz bardziej zdaje sobie sprawę z tego, że starożytna, duchowa kultura wschodu jest kluczem do rozwiązania najistotniejszych problemów naszej cywilizacji. Oczywiście całkowita zgodność nauki i duchowości jest trudna do osiągnięcia, jakkolwiek może mieć miejsce w świadomości każdego z nas. Wynika to częściowo z faktu, że naukowcy - obawiając się ośmieszenia i nienaukowych teorii - nie chcą omawiać duchowości w sposób naukowy, ani też nauki w sposób duchowy. Ale tak na prawdę, nadęty i zamroczony hedonizmem Zachód mógłby wiele skorzystać ze starożytnych pism wedyjskich, które tworzą rzeczywistą, teoretyczna i praktyczną podstawę wiedzy.

Wedy kontra współczesna nauka

Przez większą część nowożytnej ery, ludzie byli "przykuci" do powierzchni Ziemi i opierali swoje idee, co do natury materii, na obserwacjach, które i dziś możemy przeprowadzić za pomocą naszych zmysłów. Przez ostatnie 200-300 lat zachodni naukowcy posługiwali się eksperymentalnymi obserwacjami i analizami wyników tych eksperymentów, by zbudować wielki gmach wiedzy - współczesnej fizyki - który podaje nam szczegółowy obraz właściwości materii i praw rządzących jej zachowaniem. Współczesne zrozumienie natury i struktury wszechświata jako całości, oparte jest na zinterpretowanych i obserwowalnych zjawiskach rzeczywistości, wewnątrz ram współczesnej fizyki. Jednak wynikiem przemyśleń myślicieli wedyjskich jest teza, że owe ramy współczesnej fizyki są zbyt ograniczone, by pomieścić różnorodność zjawisk zachodzących we wszechświecie. W szczególności ramy te nie mogą zawrzeć wielu cech wszechświata opisanych w pismach wedyjskich i dlatego też wedyjskie re(we)lacje, oglądane z perspektywy współczesnej nauki, wydają się być wyimaginowane lub wręcz absurdalne.

W obecnym czasie założenia dzisiejszej fizyki z pewnością zostały zaakceptowane przez ludzi w ogólności jako prawdziwa podstawa ich poglądu na świat. Jednak założenia te są nie do pogodzenia z podstawami wedyjskiego światopoglądu i zmierzają do zdeskrydytowania idei prezentowanych przez literaturę wedyjską. W niniejszym magazynie będziemy próbowali zredukować tą niezgodność, rozważając naturę energii materialnej oraz duchowej, opisanej w literaturze wedyjskiej, a tym samym dając dostęp do tej starożytnej skarbnicy wiedzy.

Oczywiście wielu ludzi będzie skłonnych argumentować, że wiedza wedyjska nie dorównuje współczesnej nauce, w której dominują szczegółowe rozwinięcia matematyki połączonej z zaawansowanymi osiągnięciami nowoczesnej fizyki. Będą mówić, że opisuje ona naturę na takim poziomie precyzji i szczegółu, do jakiego nigdy nie zbliżono się w dziejach ludzkości, że stworzyła wiele nowych rewolucyjnych idei o jakich nawet nie śnili wcześniejsi myśliciele.

Ten dynamiczny rozwój wyraźnie kontrastuje ze statycznym wedyjskim punktem widzenia świata i ujawnia, że wiele jego nieweryfikowalnych założeń jest po prostu hamulcem postępu. Dlatego, aby docenić wiedzę wedyjską, trzeba zrozumieć jej nadrzędny cel i podstawowe zasady, na których jest oparta. Są one całkiem różne od motywów towarzyszących nowoczesnej nauce, nic więc dziwnego, że prowadzą do diametralnie innego naukowego, jak również kulturowego rozwoju. Wedyjski obraz rzeczywistości oparty jest na fundamentalnej zasadzie, że świat może być zrozumiany przez wysiłki naszych ograniczonych, doczesnych umysłów i zmysłów, tylko w sposób częściowy i niedoskonały. Ponad to, wedyjskie opisy przybliżają istnienie wyższych sfer bytu, zarówno materialnych jak i duchowych. Dla tych, którzy chcieliby poznać te rejony bardziej bezpośrednio, podano proces yogi, który umożliwia stopniowy rozwój świadomości, aż do wyższych poziomów. Tak więc ludzki wysiłek został skoncentrowany bardziej na oczyszczeniu jaźni i na rozwoju wewnętrznego, duchowego potencjału, niż eksploatacji środowiska naturalnego przy użyciu naszego zmysłowego wyposażenia.

Oczywiście obserwowalne zjawiska naturalne, takie jak na przykład ruch planet, były studiowane oraz matematycznie analizowane również i w starożytnej kulturze wedyjskiej. Przedmiot analizy jednak nie miał doprowadzić do obszernego, kompletnego opisu natury. Jego celem było raczej dostarczenie prostych i praktycznych metod radzenia sobie z tymi zjawiskami w życiu codziennym. Tak więc obserwacyjna i matematyczna analiza była używana dla zaspokojenia potrzeb związanych z wyższymi aspektami rzeczywistości, która nie może być bezpośrednio zaobserwowana i opisana matematycznie. Ponieważ nie istniała kwestia opracowania ostatecznej matematyczno-fizycznej teorii naukowej, nie czyniono żadnych starań ku temu, a matematyczne modele były tak proste, jak to było tylko możliwe, zaspokajając praktyczne potrzeby, dla których zostały przeznaczone.

Alternatywa

Kontrastując z powyższym, współczesna nauka opiera się na idei, że naturę można w pełni zrozumieć używając do tego naszych obecnych receptorów, a głównym jej przesłaniem jest teoria, że wszystkie aspekty rzeczywistości mogą być bez-pośrednio obserwowane i opisane matematycznie. Jeśli zbadamy historię współczesnej fizyki i astronomii zobaczymy, że te dziedziny były i są zdominowane przez gwałtowny pęd do wydarcia naturze wszelkich sekretów i stworzenia teorii wszechrzeczy. Dlatego też możemy dowieść, że wiele rozbieżności między wedyjską, a współczesną nauką powstaje wskutek tych fundamentalnych różnic w sposobie podejścia. Wiedza wedyjska nie wykazuje tego samego obszernego matematycznego rozwoju, co współczesna nauka, ponieważ światopogląd wedyjski nie dostarcza żadnych powodów do podjęcia takich działań. Z drugiej strony nauka współczesna jest ściśle ograniczona do trój- lub czterowymiarowego continuum, gdyż współczesnemu człowiekowi brak a priori zmysłowych zdolności do obserwowania wyższowymiarowych aspektów rzeczywistości. Wynika to również z tego, że współczesna nauka kładzie wielki nacisk na szybkie opracowanie całkowitego modelu świata w oparciu o dostępne, niedoskonałe obserwacje.

Wiedza współczesna może wydawać się doskonalsza od swego wedyjskiego odpowiednika, jeśli postawimy tezę, że rzeczywistość jest ograniczona tylko do tego, co zwykłe istoty ludzkie mogą postrzec używając, albo swych nieuzbrojonych zmysłów, albo instrumentów mechanicznych. Jednakże jeśli wedyjska idea wyższych, duchowych sfer egzystencji jest choćby w przybliżeniu prawidłowa, wówczas staje się jasne, że współczesne podejście powoduje, że skupiamy naszą uwagę na względnie nieistotnych aspektach rzeczywistości. Z tego punktu widzenia techniczna komplikacja nowoczesnej fizyki jawi się bardziej jako utrudnienie w osiągnięciu wiedzy, niż jako przykład wielkiego naukowego postępu.

Oczywiście dla osoby obeznanej ze współczesnymi ideami, jednoznaczny kontrargument jest taki, że kompleksowe, techniczne metody nowoczesnej fizyki odsłaniają wiele cech natury, które przewyższają opisy w literaturze wedyjskiej. Tak więc światopogląd wedyjski nie jest już dłużej potrzebny. Jednak możliwy jest także taki teoretyczny opis natury, który by dorównywał, czy wykraczał poza współczesną naukę pod względem technicznej złożoności, lecz który byłby zgodny z koncepcją wedyjską. Taka teoria mogłaby przyjąć formę radykalnie nowych ram pojęciowych, a nasz obecny system teoretyczny traktowałaby jako przybliżenie o ograniczonym zasięgu zastosowania.

Autor: Artur Malec

Rozmowa ta została przeprowadzona pomiędzy dr B.S. Singhalem i dr E.D. Bharucha, neurologami ze szpitala w Bombaju a dr M.A. Marchettim, teoretykiem chemii, dyrektorem Bhaktivedanta Institute w Bombaju

Dr Marchetti: Najpierw (dr Bharucho), chciałbym zapytać - czym jest według pana świadomość? Jak by ją pan zdefiniował czy opisał?

Dr Bharucha: Naukowa definicja fizjologiczna mówi, że jest to zdolność samoczynnego postrzegania środowiska i zdolność samoczynnego reagowania na to środowisko. To jest nazywane świadomością. Oczywiście, inne rzeczy, takie jak myśli, wierzenia itd., również są istotną częścią świadomości, ale jeśli mowa o świadomości podstawowej, która występuje u zwierząt i u wszystkich innych żywych istot na wszystkich poziomach, to jest nią właśnie ta zasadnicza rzecz: zdolność postrzegania i reagowania.

Dr Marchetti: Jaki związek, według pana, ma ta świadomość z ciałem fizycznym? Czy powiedziałby pan, że jest to związek zależności czy raczej niezależności?

Dr Bharucha: Istnieją pewne funkcje cielesne, które są kontynuowane niezależnie od świadomości. Są to tak zwane funkcje wegetatywne: funkcje autonomiczne serca, ciśnienia krwi, naczyń krwionośnych itd., których działania występują pomimo utraty przytomności. Wszystkie są funkcjami niezależnymi. U osób, które straciły przytomność, a następnie ją odzyskały, występują poziomy świadomości. W miarę, jak osoby te odzyskują świadomość i przytomność, stają się ponownie zdolne do podejmowania decyzji, kierowania rzeczami itd. Ten poziom świadomości jest oczywiście całkowicie odmienny od poziomu autonomicznego.

Teraz zapewne chce się pan dowiedzieć, jaki związek ma ten poziom z funkcjami cielesnymi?

Dr Marchetti: Czynności autonomiczne również należą do świadomości. Więc co ta świadomość - jako całość - ma wspólnego z ciałem. Spróbuję wyrazić to jaśniej. Współczesna nauka fizyczna uważa, że fizyczno-chemiczna struktura ciała to wszystko. A to by oznaczało, że świadomość musi być pochodną fizycznych reakcji ciała. Czy podziela pan ten pogląd?

Dr Bharucha: Myślę, że w tym, co pan mówi jest pewna dychotomia. Osobiście uważam, że bezpośrednie przejawienie świadomości jest rezultatem elektrycznych prądów itp., które przebiegają przez mózg, oraz związków fizyczno-chemicznych. Ale jaki związek z ciałem ma ostateczna zdolność zmiany zachowania i zróżnicowane myślenie, myślenie abstrakcyjne itd. - to jest bardziej mgliste. Ale, przypuszczalnie, gdyby te funkcje nie działały, to jestem pewien, że myślenie abstrakcyjne nie byłoby możliwe.

Dr Marchetti: Dr Singhal, czy pan ma jakieś uwagi?

Dr Singhal: Dr Bharucha zdefiniował świadomość tak, jak ją rozumiemy - to znaczy, jest to sposób, w jaki żywa istota reaguje na swoje środowisko. Funkcje cielesne, łącznie z autonomicznym działaniem systemu nerwowego, oddychaniem, działaniem systemu trawiennego i reakcjami skórnymi występują nawet wówczas, jeśli dana osoba jest nieprzytomna. Ale, jak wiadomy, to, że dana osoba porusza się, rozumie, odpowiada i kształtuje swoje reakcje - wszystko to są funkcje świadomości. Myślę że ta świadomość zależy w dużej mierze od prądów elektrycznych, systemu neurotransmisyjnego i reakcji chemicznych, ponieważ jeśli pojawi się w tych sferach choroba albo uszkodzenie, dana osoba staje się senną albo traci przytomność. Myślę, że to by było to, co w sensie fizjologicznym rozumiemy przez świadomość.

Dr Marchetti: Elektrony posiadają takie własności, jak masę, ruch obrotowy, ładunek, które są własnościami fizycznymi. Jak można wyjaśnić powstanie świadomości z takich fizycznych wielkości, które same w sobie nie posiadają świadomości w najmniejszym stopniu?

Dr Singhal: Myślę, iż sam fakt, że słucham cię, rozmawiam z tobą, jestem rozbudzony - to w rzeczywistości jest świadomość. Gdybym spał, a ty mówiłbyś do mnie, nie mógłbym reagować. Byłby to stan snu. A w jeszcze głębszym stanie nieświadomości nie reagowałbym wcale, nawet gdybyś starał się mnie pobudzić. Wszystko to są funkcje mechanizmów mózgowych usytuowanych w określonym obszarze. Koncepcja ta powstała w wyniku badań przeprowadzonych nad chorobowymi zmianami mózgu. Wiemy, że jeśli w tym obszarze wystąpi jakieś uszkodzenie strukturalne, pacjent na ogół traci przytomność. Ale jeśli ten system jest aktywny i zdrowy, wówczas osoba jest świadoma i reaguje na otoczenie.

Dr Marchetti: Usiłuję zrozumieć związek pomiędzy strukturalną siatką mózgu a świadomością. Siatka ta jest zbudowana z atomów, cząsteczek i elektronów, ale to nadal jeszcze nie wyjaśnia nam, w jaki sposób elektryczne prądy w tej siatce mózgu wytworzyły stan czujności czy świadomości. Fizyczne własności tej siatki nie posiadają same w sobie cech myślenia, czucia czy woli.

Dr Singhal: Tak. Myślę, że teraz przechodzimy do bardziej abstrakcyjnego pojęcia. Bardzo trudno byłoby zrozumieć podłoże myśli. Np. ameba reaguje. Nawet protoplazma reaguje. To jest bardzo proste. Ale idee, które pan tworzy są - jak myślę - bardziej abstrakcyjne i na obecnym etapie nauki bardzo trudno jest je wyjaśnić.

Dr Marchetti: Czy pan chciałby coś dodać, dr Bharucho?

Dr Bharucha: Wydaje mi się, że nie można zrównywać świadomości podstawowej ze świadomością rozwiniętą. Znaczenie twojej świadomości zmienia się, kiedy z dziecka wyrastasz na człowieka wykształconego. Mowa jest bardzo istotną częścią świadomości, jako że bez słów nasz proces myślenia byłby w znacznym stopniu ułomny. Myślę, że bardzo trudno jest opisać wszystkie różne czynności, takie jak myślenie, mowa, zachowanie itd., w kategoriach świadomości. Czy według pana świadomość oznacza wszystko, łącznie z myślami, reakcjami, zachowaniem...?

Dr Marchetti: To wszystko byłoby produktem świadomości, świadomość jest również w pewien sposób uwarunkowana przez te rzeczy, ale sama świadomość odnosi się do elementarnego poczucia istnienia, poczucia "Ja jestem". Jednakże, powracając do naszego pierwotnego problemu - myślę, iż zgodzicie się, że w obecnym momencie współczesna nauka osiągnęła martwy punkt w swoich próbach wyjaśnienia, w jaki sposób świadomość powstaje z martwej materii. Ale bardzo interesujące rozwiązanie tego problemu dają Vedy.

Dr Singhal: Ach tak, jaka jest wasza koncepcja?

Dr Marchetti: Według Ved, świadomość powstaje z pewnej cząstki w ciele, która jest całkowicie odmienna od cząstek atomowych. A zatem są dwie kategorie materii: jedna jest świadoma, a druga nieświadoma. Cząsteczki świadome są nazywane atma. Ta atma jest źródłem świadomości. Jest usytuowana w pewnej części ciała w okolicach serca i emanuje z niej świadomość, tak jak słońce emituje światło słoneczne.

Dr Singhal: To nie ma znaczenia, gdzie ta atma się znajduje. Odnoszę wrażenie, że ta koncepcja może być prawdziwa, jednakże musi zostać wyjaśniona. Nie wiem w jaki sposób można by to wyjaśnić, w jaki sposób udowodnić tę koncepcję. Na tym, według mnie, polega trudność.

Dr Marchetti: Otóż dowodu dostarcza Gita. Zobaczymy, czy go zaakceptujecie. Zostało tam opisane, że ciało podlega bezustannym zmianom - począwszy od ciała niemowlęcia, poprzez ciało dziecka, młodzieńca, aż do ciała starca. Myśl, że współcześni naukowcy również zgadzają się co do tego, że w przeciągu siedmiu lat każdy pojedynczy atom w ciele zostanie zastąpiony przez nowe atomy. Oznacza to, że w przeciągu określonego czasu ciało podlega całkowitej zmianie. Ale świadomość, tożsamość danej osoby, można to nazwać abstrakcyjnym ego, zachowuje swoją integralność. Pamiętamy, jak byliśmy niemowlęciem, dzieckiem itd. ciało się zmieniło; ale co jest tą "jaźnią", która pozostaje niezmienną i jest w stanie całkowicie pamiętać zmieniające się ciało?

Dr Singhal: To psotliwe "ja" naprawdę się nie zmienia. Stwarza to wiele problemów, nieprawdaż?

Dr Marchetti: Więc Gita podaje to jako dowód na istnienie duszy, i osoba zrealizowana, która rozumie, że ciało jest różne od niej samej wie, że jest wieczną, niematerialną istotą, będącą poza ciałem.

Dr Singhal: Co dzieje się, kiedy ciało zostaje unicestwione? Co dzieje się z "ja"?

Dr Marchetti: Zależnie od rozwoju świadomości, to "ja" albo przyjmuje inne materialne ciało, albo ciało duchowe. Kierują tym guny (trzy siły natury), które oddziaływują na świadomość i decydują jaki typ materialnego ciała będzie odpowiedni. Osoba, która jest wolna od gun, otrzymuje ciało duchowe.

Dr Singhal: To co mówisz mogłoby być prawdą, albo prawdopodobnie jest prawdą, ale przekracza to ludzkie wyobrażenie.

Dr Marchetti: Rzecz polega na tym, że jeśli ktoś dąży do zrozumienia tych spraw, czyta dostępną literaturę i eksperymentuje na sobie, może przekonać się, że wiele z tych rzeczy naprawdę ma sens. Można rozmyślnie zmodyfikować własną świadomość i rzeczywiście doświadczyć wielu rzeczy wspomnianych w Gicie, które obecnie wydają się być fantastycznymi czy przekraczającymi wyobrażenie.

Dr Singhal: Myślę, że jest to piękna koncepcja. Uważam, że jest to rzecz niezgłębiona i to co dzisiaj jesteśmy w stanie, z poziomu fizjologii, zrozumieć o świadomości, znajduje się na niezwykle podstawowym etapie. Rzeczy, o których mówisz, są oczywistą prawdą i stoją na o wiele wyższym poziomie. Czy zgodziłbyś się z tym?

Dr Bharucha: Podzielam twoje zdanie.

Na Zachodzie temat reinkarnacji nie został naukowo przedyskutowany z powodu braku oficjalnych modeli i teoretycznych koncepcji, które byłyby oparciem dla takich studiów. Jednakże poruszenie tej kwestii mogłoby pomóc nam w rozwiązaniu najtrudniejszych problemów życia, jego natury i samej definicji życia. Ta publikacja czerpiąc z wedyjskiej teologii spróbuje rozważyć temat reinkarnacji. Ukaże ona, jak ten nowy wzorzec logicznie tłumaczy wiele niewyjaśnionych zjawisk obejmujących naturę i źródło życia, wiele jego różnych form jak również dostarczy podstaw do zrozumienia zjawiska narodzin i śmierci.

Pierwszy krok w rozwiązaniu konfliktu pomiędzy nauką a religią

Konflikt pomiędzy nauką, a religią pojawia się z powodu nieporozumienia co do podstaw wiedzy. Są dwie kategorie wiedzy: 1) wiedza o bezwładnej materii; i 2) wiedza o duchu czyli życiu. Materialna nauka ma do czynienia jedynie z wiedzą o materii i próbuje zastosować tą wiedzę odnośnie fenomenu życia. Później zobaczymy że to podejście zawiera wiele błędów. Einstein zauważył kiedyś: "... wierzę, że obecna moda stosowania aksjomatów naukowych względem ludzkiego życia jest nie tylko całkowicie błędna, ale ma również w sobie coś nagannego". Nie muszę mówić, że myśliciele religijni zgodziliby się z tym.

Zatem, nauka ma do czynienia ze zjawiskiem materii, a prawdziwa religia - ze zjawiskiem wewnętrznej jaźni, czyli duszy. Jeśli ktoś zauważy, że sama wiedza o materii nie może wyjaśnić pewnych prawd o ostatecznej rzeczywistości, to nie ma kwestii konfliktu pomiędzy nauką a religią. Dla niektórych dziedziny te uzupełniają się nawzajem. Max Planck na przykład, nie widział konfliktu pomiędzy nauką i religią, gdyż uważał, że dzięki badaniu świata poprzez podejście naukowe był bardziej zdolny do docenienia cudownych dokonań Stwórcy, jak również wielu nieprzeniknionych aspektów życia. Był w pełni świadomy poważnych ograniczeń mechaniki kwantowej w wyjaśnianiu procesów życia. Podobnie laureat nagrody Nobla fizyk Eugene Wigner powiedział: ?mechanika kwantowa nie może opisać życia i świadomości".

CZYM JEST ŻYCIE?

Żyjące ciała są zbudowane z czterech głównych pierwiastków chemicznych: węgla (C), wodoru (H), azotu (N) i tlenu (O). Tysiące cząsteczek - dużych i małych, o różnych kształtach i rozmiarach - tworzone są poprzez proste uporządkowanie tych pierwiastków. Otóż większość z ważnych związków chemicznych znajdujących się w żywych systemach jest polimerami. Obejmuje to białka, kwasy nukleinowe (DNA i RNA), węglowodany itd. Te polimeryczne cząsteczki są tworzone z monomerycznych prekursorów. Na przykład, białka tworzą się z aminokwasów, kwasy nukleinowe z nukleotydów, a celuloza z heksoz. Monomery z kolei, są syntetyzowane z wyżej wymienionych czterech pierwiastków - węgla, wodoru, azotu i tlenu . Eksperymenty laboratoryjne na żywych komórkach prosto pokazują wzajemne oddziaływanie niezliczonych reakcji chemicznych, i mimo, że żywe komórki są obiektem dokładnego badania pod mikroskopem elektronowym, ujawniają tylko zarysy struktur cząsteczkowych.

Obecnie dominująca teoria naukowa, opierająca się na olbrzymim stosie danych laboratoryjnych, utrzymuje, że życie jest skoordynowaną reakcją chemiczną. Teoria ta obejmuje podstawowe założenie, że różnorodność żywych form, którą obecnie widzimy, pojawiła się przez przypadek, w dawnym środowisku chemicznym "pierwotnej zupie", i że rozwinęła się przez wpływ przypadku i ślepych mechanicznych praw działających przez długi czas. Słowami Jacquesa Monoda: "Jedynie przypadek jest źródłem wszystkich innowacji, wszelkiego stworzenia w biosferze. Czysty przypadek absolutnie wolny ale ślepy, jest u samych podstaw zdumiewającego gmachu ewolucji: ta główna koncepcja współczesnej biologii nie jest już jedną z pośród wielu możliwych czy nawet wyobrażalnych hipotez. Dzisiaj jest to jedyna teoria, która zgadza się z obserwowalnymi i doświadczalnymi faktami" Jest to koncepcja neo-darwinowska. Zgodnie z nią, w miarę upływu czasu, działanie różnych energii - promieniowania ultrafioletowego ze słońca, błyskawic, promieniowania jonizującego i ciepła - spowodowało połączenie się małych cząsteczek tworząc bio-monomery (np. aminokwasy) a te bio-monomery z kolei dały początek bio-polimerom (takim jak białka i kwasy nukleinowe). Przypuszczano, że dzięki właściwym wzajemnym oddziaływaniom miała miejsce samoorganizacja tych cząstek i ostatecznie pojawiło się życie. Na nieszczęście teoria ta, jakkolwiek atrakcyjną by była, będzie pozostawała modelem teoretycznym dopóki jej propagatorzy nie będą mogli faktycznie wyprodukować poprzez reakcje chemiczne jakiejś formy życia. Spójrzmy jaki postęp został uczyniony w tym kierunku do dzisiaj.

Przyjmując, że prymitywna atmosfera miała charakter redukcyjny, Stanley Miller widział to jako wyładowania gazowej mieszaniny amoniaku, pary wodnej, dwutlenku węgla i wodoru. Stwierdzono, że produkt reakcji zawierał aldehydy, kwas karboksylowy i niektóre aminokwasy. Ponieważ aminokwasy są podstawowym budulcem białek, które z kolei są głównym składnikiem żywych komórek, doświadczenie Millera uznano za kierunkowskaz na drodze chemicznej wersji pochodzenia życia. Kolejne doświadczenia zawierały pewne zmiany w składzie reagentów. Gdy proste cząsteczki cyjanowodoru (HCN) były poddane działaniu promieniowania ultrafioletowego, zsyntetyzowane zostały podstawowe cegiełki kwasów nukleinowych (puryna, adenina i guanina). W doświadczeniach symulujących, przypuszczalną, prymitywną atmosferę ziemską, wytworzono proste cząsteczki aldehydu mrówkowego (CH2O), a te proste cząsteczki aldehydu mrówkowego ulegają z kolei różnym - katalizowanym zasadami - reakcjom kondensacji, tworząc wiele cukrów. Cukry te zostały uznane za prekursory cukrów biologicznych. Działanie światła ultrafioletowego i promieniowania jonizującego na roztwór aldehydu mrówkowego wytworzyło cząsteczki cukru - rybozy i dezoksyrybozy, które są składnikami kwasów nukleinowych.

Zatem praktycznie biorąc, większość ważnych składników chemicznych znajdujących się w żywej komórce (łącznie z genami), może być zsyntetyzowana w laboratorium chemicznym. To osiągnięcie spowodowało usilne starania, przede wszystkim w mikrobiologii i biochemii, aby połączyć wszystkie niezbędne chemikalia razem i wyprodukować pierwszy żywy organizm. Niestety, gdy połączymy wszystkie te chemikalia, nie ma widocznych symptomów życia. Nawet bez podejmowania tak wielu wysiłków, aby zsyntetyzować te wszystkie związki chemiczne, naukowcy mogą wyizolować wszystkie potrzebne substancje z ciał już żyjących i ponownie je połączyć. Jeśli życie byłoby kombinacją chemiczną, mogliby obecnie stworzyć życie w próbówkach. Ale jak tego dokonać? Są więc liczne powody by wątpić w to, że życie jest procesem chemicznym.

Prawdą jest, że w ostatnich kilku dekadach został uczyniony wielki postęp w dziedzinach biologii komórkowej, molekularnej i biochemii. Rzeczywiście, odkrycie kodu genetycznego i wielu cykli metabolicznych żyjących systemów jest dziełem wspaniałych i oddanych badaczy. I dzięki sukcesom nauki i technologii w wielu dziedzinach ludzkich wysiłków (medycyna, rolnictwo, badania kosmiczne, itd.), dociekliwe i entuzjastyczne naukowe umysły skłonne są wierzyć, że wzniosła ambicja zsyntetyzowania życia w próbówce pewnego dnia zostanie zaspokojona. Pisma naukowe i popularne przedstawiały więc wiele obietnic, że pewne uporządkowania cząstek mogą zapoczątkować życie. Na przykład prezentują one kropelkowy koacerwat Oparina i proteinową mikrosferę Foxa jako prekursory żyjącej komórki. Jednakże bliższe spojrzenie na te twory dowodzi, że są to czysto fizyko-chemiczne zjawiska. Koacerwat kropelkowy jest całkowicie wytłumaczalny w zakresie chemii micelli, a mikrosfera Foxa, w sensie chemii peptydów i polipteptydów.

Dlatego, pomimo wielkich naukowych odkryć i osiągnięć, promienna nadzieja i entuzjazm aby zrozumieć życie w kategoriach cząsteczkowych wydaje się być niepewnym gruntem i wielu wybitnych naukowców w różnych dziedzinach zaczyna wątpić w słuszność tej koncepcji. W książce zatytułowanej "Biology Today" laureat nagrody Nobla chemik Albert Szent-Györgyi stwierdził: "Moje badania nad sekretem życia zakończyłem na atomach i elektronach; w ogóle nie zawierają życia. Gdzieś na tej drodze, życie wymknęło się z moich rąk. Tak więc na starość cofam się do początków ..."

Nie tylko że, cząsteczki, atomy i elektrony nie wykazują symptomów życia, również chemiczny pogląd na życie nie znajduje odbicia w subtelnych aspektach życia - np. możliwe jedynie dla żywych istot odczuwanie, wola, myślenie. Jeśli życie byłoby wzajemnym oddziaływaniem cząsteczek, powinniśmy mieć zdolność wyjaśnienia tych wzniosłych jakości jedynie w kategoriach tych cząsteczek. Jaki genetyczny składnik czy cząsteczka, będzie wzbudzała uczucia przyjaźni, miłości i szacunku wśród ludzi? Jaka cząsteczka czy kod genetyczny będzie odpowiadał za niuanse artystyczne w dziełach Szekspira czy monumentalnych utworach Bacha? Czy mechanistyczny pogląd na życie może tłumaczyć naturę hierarchii wartości i celów ludzkiego życia? Brak możliwych do przyjęcia cząsteczkowych mechanizmów wyjaśniających takie i inne zjawiska sprawia, że rozsądnym staje się przypuszczenie, iż życie wykracza poza obszar zajmowany przez fizykę i chemię.

NOWY PARADYGMAT DLA ŻYCIA

Jeśli życie byłoby zaakceptowane jako wyłącznie materialne, tymczasowe zjawisko, wówczas nie miałaby racji bytu kwestia poprzedniego czy przyszłego życia żywej istoty, a więc i coraz bardziej powszechne ostatnio zagadnienie reinkarnacji. Jak widzieliśmy, są powody by wierzyć, że życie jest transcendentne w stosunku do materii i niezależne od fizyko-chemicznych praw rządzących materią. To, czego potrzebujemy teraz do naukowego badania reinkarnacji, to nowego paradygmatu, który będzie wyjaśniał pochodzenie życia, jego charakterystykę i miejsce w świecie materii.

Zanim przedyskutujemy ten nowy naukowy paradygmat, przyda nam się omówienie natury Prawdy Absolutnej. Jak wspomniano wcześniej, Prawda Absolutna (definiowana jako ostateczna przyczyna wszelkich zjawisk) wydaje się być nieuchwytnie włączona w fizyczne prawa nazywane prawami natury. Innymi słowy, współczesna nauka pojmuje Prawdę Absolutną w kategorii mechanizmów atomowo-cząsteczkowych, jako nieczułą i bezosobową substancję. Czy jednak jest tak rzeczywiście? Jeśli natura byłaby szeregiem cząsteczek poruszających się zgodnie z matematycznymi równaniami, powinno być możliwym przewidzenie przy pomocy tych równań, takich zdarzeń jak narodziny, śmierć, wypadki, etc. Powinniśmy być w stanie zrozumieć wszystkie zawiłości życia - przeszłe, teraźniejsze i przyszłe - w kategoriach tych równań. Jednakże wszyscy uważni myśliciele, szczególnie naukowcy, wiedzą, że nie jest to możliwe - podejście czysto matematyczne do zrozumienia życia jest zbyt ograniczające i bardzo niesatysfakcjonujące. Dlatego też potrzebujemy nowego paradygmatu dla pochodzenia i natury życia.

Nowy proponowany przez nas paradygmat, który wyjaśnia zarówno subtelne złożoności życia jak i widocznie nie-fizyczny charakter Prawdy Absolutnej, pochodzi głównie z naukowego i teologicznego podłoża Wed. Zgodnie ze starożytną mądrością naszkicowaną w Bhagavad-gicie Prawda Absolutna jest Najwyższą Osobą, posiadającą najwyższą świadomość i najwyższą inteligencję. Innymi słowy, Prawda Absolutna jest istotą odczuwającą w najwyższym stopniu. Z Prawdy Absolutnej emanują dwie energie: energia niższa, nazywana w sanskrycie aparaprakriti cechująca nieożywioną materię i energia wyższa, która tworzy atmy, żywe jednostki. Atmy nazywane są wyższą energią ponieważ posiadają świadomość, która jest główną cechą odróżniającą życie od materii.

Zachowanie nieożywionej materii może być opisane do pewnego stopnia w kategoriach mechanizmów przyciągania i odpychania działających na poziomach cząsteczkowym, atomowym i subatomowym, a z kolei te mechanizmy mogą być przedstawione dzięki użyciu prostych równań matematycznych. Jednakże, jak już wykazaliśmy, nie ma matematycznych praw, które mogą opisać zjawisko życia i jego różnorodność. Dlatego, życie jest wyraźnie transcendentne względem materialnych praw i zgodnie z Wedami jest definiowane jako niefizyczna, podstawowa cząstka - atma, którą charakteryzuje świadomość.

Ponieważ życie jest niefizyczne i niechemiczne, prawa matematyczne, które rządzą działaniem biernej materii nie mają tutaj zastosowania. Rozsądnym jest przypuszczenie, że muszą istnieć jakieś prawa kierujące życiem. Według Bhagavad-gity, są to naturalne, wyższego rzędu prawa, które dopuszczają istnienie wolnej woli. Istniejące, naukowe modele i narzędzia nie mogą uchwycić tych - wyższego rzędu - naturalnych praw, ale nie jest wykluczone, że podejmowane teraz w wielu miejscach eksperymenty parapsychologiczne przyczynią się do lepszego ich zrozumienia.

WŁAŚCIWOŚCI ŻYCIA - ATMA

Istnieje niezliczona ilość atm (żywych istot), z których każda posiada kwant świadomości. Każda atma rezyduje tymczasowo w efemerycznej, biologicznej formie. Świadomość jest spowodowana przez samą atmę, ale zawartość tej świadomości jest efektem wzajemnego oddziaływania atmy i określonego ciała, które zajmuje. Ciało materialne może być widziane w dwóch kategoriach: fizycznej i subtelnej. Ciało subtelne utworzone jest z umysłu, inteligencji i pozornej jaźni (czyli błędnego utożsamiania ciała materialnego z jaźnią). Ciało materialne tworzy pięć "ciężkich" elementów - stała materia, płyny, ogień, substancje gazowe i eteryczne. Wzajemne oddziaływanie indywidualnej atmy z materialnym i subtelnym ciałem tworzy nieprawdopodobnie złożone reakcje, które nie mogą być wyjaśnione przez prostą fizykę i chemię żywej komórki. To właśnie dlatego współczesna nauka ma trudności z wyjaśnieniem różnicy pomiędzy żywym i martwym ciałem. Gdy indywidualna żywa istota opuszcza ciało, żywe ciało staje się martwą materią ? chociaż wszystkie związki chemiczne konieczne do funkcjonowania żywego organizmu są ciągle obecne.
Podsumowując można wymienić następujące szczególne własności życia: 1) jest to wyższa energia Prawdy Absolutnej; 2) istnieje ono w formie nieograniczonej ilości indywidualnych cząsteczek świadomości (atm); 3) jest wieczne czyli nigdy nie stworzone, nie podlega unicestwieniu; 4) różne od ciała (pola działania atmy), będąc jego znawcą i obserwatorem; 6) niezmienne; 7) zorientowane duchowo; 8) jest rozprzestrzenione w ciele w formie świadomości. Te przymioty życia są poza obszarem oddziaływań molekularnych.

O AUTORZE

Dr Thoudam D. Singh jest Dyrektorem Międzynarodowego Bhaktivedanta Institute. T.D. otrzymał tytuł inżyniiera chemii na uniwersytecie Gauhati i stopień pierwszej klasy Mistrza Technologii na uniwersytecie w Kalkucie. Posiada doktorat z fizycznej chemii organicznej w Kalifornijskim Uniwersytecie Irvine pracując pod kierunkiem prof. Roberta W. Taft'a. Później pracował jako badacz naukowy na Emory University w Atlancie w stanie Georgia.

T.D. Singh jest autorem "Naukowych podstaw świadomości Kriszny", współautorem "Czym jest życie? Czym jest materia?" oraz kilku technicznych broszurek. Jego zainteresowania badawcze obejmują studia nad jaźnią poprzez bhakti-jogę, dotyczą także biologii molekularnej i ewolucji chemicznej w odniesieniu do źródła życia i natury świadomości. Obejmują również biomedyczną etykę, filozofię nauki, a także nauki Bhagavad-gity i Śrimad-Bhagavatam. Obecnie jest członkiem Amerykańskiego Towarzystwa Chemicznego, Międzynarodowego Towarzystwa do Badań Źródeł Życia i Amerykańskiego Związku dla Postępu Nauki.

Założyciel-Acarya, Jego Boska Miłość
A.C. Bhaktivedanta Swami Śrila Prabhupada
Śrila Prabhupada powiedział

"W Tirupati jest tak wiele wzgórz. Z daleka widzisz je jednak niewyraźnie. Zaledwie majaczy coś w chmurach. Jeśli jednak pójdziesz odrobinę dalej, zobaczysz, że wzgórze jest zielone. A jeśli rzeczywiście na nie wejdziesz, przekonasz się, że jest tam wiele zwierząt, ludzi i domów. Obiekt pozostaje ten sam, jednak z różnej perspektywy wydaje się czymś innym. Podobnie dopóki ktoś nie zrozumie doskonale Kryszny, realizuje Absolutną Prawdę jako bezosobowego, nirakara Brahmana".

Tirupati, 26 kwietnia 1974 roku

Facebook
Newsletter
Dodaj do listy odbiorców
Aktualizuj preferencje
Usuń z listy odbiorców
Kalendarz (Warszawa)
26 kwiecień 2017
Sri Gadadhara Pandita - Dzień pojawienia się
29 kwiecień 2017
Aksaya Trtiya. Rozpoczęcie Candana Yatry (trwa przez kolejne 21 dni)
2 maj 2017
Jahnu Saptami
4 maj 2017
Srimati Sita Devi (małżonka Pana Śri Ramy) - Dzień pojawienia się
Sri Madhu Pandita - Dzień odejścia
Srimati Jahnava Devi - Dzień pojawienia się
6 maj 2017
Mohini Ekadasi
7 maj 2017
Przerwanie postu 04:54 - 10:00
Rukmini Dvadasi
8 maj 2017
Sri Jayananda Prabhu - Dzień odejścia
9 maj 2017
Nrsimha Caturdasi: Dzień pojawienia się Pana Nrsimhadevy
(post do zmierzchu)
10 maj 2017
Krsna Phula Dola, Salila Vihara
Sri Paramesvari Dasa Thakura - Dzień odejścia
Sri Sri Radha-Ramana Devaji - Dzień pojawienia się
Sri Madhavendra Puri - Dzień pojawienia się
Sri Srinivasa Acarya - Dzień pojawienia się
Ostatni dzień Madhusudana Masa
11 maj 2017
Pierwszy dzień Trivikrama Masa
14 maj 2017
Koniec Tulasi Jala Dan
15 maj 2017
Vrsabha Sankranti
16 maj 2017
Sri Ramananda Raya - Dzień odejścia
22 maj 2017
Apara Ekadasi
23 maj 2017
Przerwanie postu 04:29 - 08:35
Srila Vrndavana Dasa Thakura - Dzień pojawienia się
3 czerwiec 2017
Sri Baladeva Vidyabhusana - Dzień odejścia
Ganga Puja
Srimati Gangamata Gosvamini - Dzień pojawienia się
5 czerwiec 2017
Pandava Nirjala Ekadasi
(pełny post - nawet od wody - jeśli nie przestrzegało się pozostałych Ekadasi)
6 czerwiec 2017
Przerwanie postu 04:17 - 08:15
7 czerwiec 2017
Panihati Cida Dahi Utsava
9 czerwiec 2017
Snana Yatra
Sri Mukunda Datta - Dzień odejścia
Sri Sridhara Pandita - Dzień odejścia
Ostatni dzień Trivikrama Masa
10 czerwiec 2017
Sri Syamananda Prabhu - Dzień odejścia
Pierwszy dzień Vamana Masa
14 czerwiec 2017
Sri Vakresvara Pandita - Dzień pojawienia się
15 czerwiec 2017
Mithuna Sankranti
19 czerwiec 2017
Sri Srivasa Pandita - Dzień odejścia
20 czerwiec 2017
Yogini Ekadasi
21 czerwiec 2017
Przerwanie postu 04:14 - 09:49
24 czerwiec 2017
Gundica Marjana
Sri Gadadhara Pandita - Dzień odejścia
Srila Bhaktivinoda Thakura - Dzień odejścia
(post do południa)
25 czerwiec 2017
Ratha Yatra
Sri Svarupa Damodara Gosvami - Dzień odejścia
Sri Sivananda Sena - Dzień odejścia
Statystyki
Ilość odwiedzin: 330 104

Bhakti Vriksha

Bhakti Wriksza - to najpełniejsza i najbardziej dynamiczna metodyka przekazywania duchowej wiedzy i jej realizacji we współczesnym świecie. Dokładamy wszelkich starań, aby zatroszczyć się o każdą początkują osobę, włączając ją do małej grupy duchowego wsparcia. Grupy spotykają się regularnie w domach prowadzących, w ciepłej, rodzinnej atmosferze. Uczestnicy nawiązują serdeczne relacje przyjaźni oparte o wspólne zainteresowanie i głębokie wymiany. W programie spotkań jest poznawanie się, śpiewanie, wspólna dyskusja i elementy medytacji.

Wriksza znaczy drzewo. Pan Caitanya - założyciel ruchu sankirtanu - jest pniem drzewa Bhakti. Grupy Bhakti Wriksza są gałązkami tego pięknego, kwitnącego drzewa. W takich grupach możemy doświadczyć, płynącego od duchowych korzeni, odżywienia i wzrostu.

ZAMKNIJ

Ustawienia poczty

1.Otwórz folder „spam”.
2. Zaznacz wiadomość od www.harekryszna.pl.
3. Kliknij przycisk „To nie jest spam”.
1. Otwórz folder „spam”.
2. Zaznacz wiadomość od www.harekryszna.pl.
3. Kliknij przycisk „To nie spam”.
4. Kliknij „OK”.
1. Otwórz folder „spam”.
2. Zaznacz wiadomość od www.harekryszna.pl.
3. Kliknij przycisk „Oznacz” i wybierz polecenie „nie spam”
4. Kliknij „dalej”.
1. Otwórz folder „spam”.
2. Zaznacz wiadomość od www.harekryszna.pl.
3. Kliknij przycisk „To nie jest spam”.
1. Otwórz folder „spam”.
2. Zaznacz wiadomość od www.harekryszna.pl.
3. Najedź kursorem na przycisk „Usuń”.
4. Kliknij przycisk „Nie spam”.
1. Otwórz folder „spam”.
2. Zaznacz wiadomość od www.harekryszna.pl.
3. Kliknij kursorem na przycisk „To nie spam”
.
1. Otwórz folder „Wiadomości-śmieci”.
2. Zaznacz wiadomość od www.harekryszna.pl.
3. Kliknij link „wiadomość niebędąca śmieciem”.

ZAMKNIJ

Witamy na oficjalnej stronie Świątyni Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny (ISKCON) w Mysiadle. Jeśli po raz pierwszy spotykasz się z bhakti-yogą, czy też kulturą wedyjską lub kulturą Waisznawa - poniższa prezentacja przybliży Ci podstawowe zagadnienia związane z naszą wiarą, filozofią oraz praktyką.

  • 1. Śrila Prabhupada - założyciel-acarya Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny (ISKCON)
  • 2. Wedy - święte księgi Indii
  • 3. Intonowanie Świętych Imion Boga
  • 4. Bóstwa i świątynia
  • 5. Kuchnia wegetariańska i Prasadam

Jeśli pragniesz dowiedzieć się więcej na którykolwiek z prezentowanych tematów, zapraszamy do lektury bogatej kolekcji artykułów na naszej stronie.

Zapraszamy również do odwiedzenia naszej świątyni! W każdą niedzielę od godziny 13:00 do 15:30 organizujemy specjalny program otwarty, a w nim: wspólne medytacyjne śpiewanie, prezentacja filozofii Bhagavad-gity oraz wspaniała wegetariańska uczta. Wstęp wolny.